Zabytkowy młyn kontra
żwirownia
Pan Mirosław kupił zabytkowy
budynek - młyn na wsi, wśród pól,
łąk i lasów, ze strumykiem
płynącym wzdłuż granicy posesji. Istna
idylla, bo za nią już tylko droga polna
prowadząca do jeszcze dwóch domów
mieszkalnych i do lasu. Kilka lat temu teren pod lasem
kupił jednak pewien przedsiębiorca, który
zorganizował tam żwirownię. Kopalnia dzisiaj
działa na dużą skalę
przemysłową proporcjonalną do polskiego
programu budowy dróg, albowiem żwir stanowi pod
nie część podsypki. Wskutek tej
działalności (w obszarze Natura 2000) po
niegdyś wąziutkiej drodze polnej
zaczęły jeździć masowo
najcięższe samochody ciężarowe
wyładowane żwirem. - Ja w tym czasie
znacznym nakładem środków i pracy
zmodernizowałem budynek, otynkowałem go,
położyłem nowy dach i... ściany
zaczęły pękać od drgań
przenoszonych przez wyładowane żwirem TIR-y
jeżdżące jak tylko można najszybciej po
zdewastowanej, wyboistej i nieprzystosowanej do jazdy
ciężkich pojazdów drodze - pisze
czytelnik. Zawiadomiony o sprawie konserwator zabytków
wystąpił do starostwa oraz do gminy w obronie
zabytku, ale jego pisma pozostały bez reakcji. Tiry
nadal jeżdżą, gmina nie ma środków
ani interesu, aby remontować drogę
użytkowaną przez przedsiębiorcę, moja
inwestycja, mój dom - zabytek liczący 200
lat wkrótce rozpadnie się i będzie
ruiną. - Czy mogą państwo
znaleźć na to paragraf - pyta zdesperowany
właściciel młyna.