Prosta sprawa
Moim sąsiadom zepsuła się
pralka. Pech (albo koreański producent) chciał,
że stało się to dokładnie tydzień po
tym, kiedy skończyła się gwarancja.
Przyjechał człowiek z serwisu, ale zamiast
śrubokrętów i klucza francuskiego
przywiózł ze sobą laptopa.
Podłączył go w tajemniczym miejscu i po
minucie stwierdził, że uszkodzeniu uległa
płyta główna. W pralce, nie w laptopie. Jej
wymiana miała kosztować 800 zł, więc
sąsiedzi doszli do wniosku, że z finansowego punktu
widzenia lepiej będzie oddać sprzęt na
złom i kupić zupełnie nowy.