Ferrari? Nie ma nic głupszego
Śladem większości kolegów po fachu powinienem wymieniać się teraz z wami pachnącymi makowcem, karpiem i choinką z PCW serdecznościami. I życzyć, aby Święty Mikołaj spełnił marzenia, wręczając coś włoskiego - ferrari lub bugatti. Udowodnię jednak, że pragnienie posiadania takiego auta jest równie nierozsądne, jak marzenie o zostaniu postrzelonym podczas napadu na jubilera. Zostanie właścicielem superauta oznacza konieczność wysupłania miliona złotych. Już na wstępie obwieszczacie światu, że nie liczycie się z pieniędzmi, kiedy wszyscy zaciskają pasa. Już następnego dnia odwracają się od was przyjaciele, kontrahenci zrywają umowy. Bo nie chcą mieć do czynienia z człowiekiem, któremu w czasach kryzysu wiedzie się lepiej niż im. Innymi słowy, nawet jeżeli jesteście bardzo bogaci, supersportowy samochód stanie się gwarantem waszego rychłego bankructwa. I nie uratuje was jego sprzedaż, bo nikt go od was nie odkupi. Pochwalenie się w świecie bogaczy zakupem ferrari z drugiej ręki jest równoznaczne z oświadczeniem: "Jestem biedny, nie stać mnie na nowe".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.