Ferrari? Nie ma nic głupszego
Śladem większości kolegów po fachu powinienem wymieniać się teraz z wami pachnącymi makowcem, karpiem i choinką z PCW serdecznościami. I życzyć, aby Święty Mikołaj spełnił marzenia, wręczając coś włoskiego - ferrari lub bugatti. Udowodnię jednak, że pragnienie posiadania takiego auta jest równie nierozsądne, jak marzenie o zostaniu postrzelonym podczas napadu na jubilera. Zostanie właścicielem superauta oznacza konieczność wysupłania miliona złotych. Już na wstępie obwieszczacie światu, że nie liczycie się z pieniędzmi, kiedy wszyscy zaciskają pasa. Już następnego dnia odwracają się od was przyjaciele, kontrahenci zrywają umowy. Bo nie chcą mieć do czynienia z człowiekiem, któremu w czasach kryzysu wiedzie się lepiej niż im. Innymi słowy, nawet jeżeli jesteście bardzo bogaci, supersportowy samochód stanie się gwarantem waszego rychłego bankructwa. I nie uratuje was jego sprzedaż, bo nikt go od was nie odkupi. Pochwalenie się w świecie bogaczy zakupem ferrari z drugiej ręki jest równoznaczne z oświadczeniem: "Jestem biedny, nie stać mnie na nowe".
Inną sprawą jest to, jak by się wam jeździło takim samochodem. Z troski o opony kosztujące 10 tys. zł za sztukę nie zabieralibyście go co weekend na tor wyścigowy. Jeżeli chcecie się przekonać, co czuć, gdy sportowe auto wjeżdża w dziurę, wyskoczcie z dziesiątego piętra siedząc na krześle. Szybko dojdziecie do wniosku, że superauta najlepiej używać do jazdy po mieście. Ale po tygodniu będziecie na pamięć znali rozkład źle spasowanych studzienek kanalizacyjnych, i szybsze od was okażą się nawet wózkowe. Będziecie dysponowali 700 końmi, które wystawią was na pośmiewisko.
Jedną z niekwestionowanych zalet superaut jest ich wygląd. Kiedyś podjechałem na stację benzynową mercedesem mclarenem SLR. Wszystkim, którzy się na niej znaleźli, mógłbym wetknąć w spodnie wąż od dystrybutora i zapalić zapałkę, a nawet by tego nie zauważyli. Tak wpatrzeni byli w samochód. Ale tylko przez pięć sekund. Kolejny kwadrans obserwowali mnie. Uwolnienie się z pojazdu, w którym fotel zamontowano pół centymetra nad asfaltem, nie sprawi trudności tylko chińskiej gimnastyczce. Ale jeżeli jesteście po trzydziestce, ekwilibrystyka będzie wyglądała żenująco. A pewnego razu cały świat zobaczy, jak podczas takiego ćwiczenia wasze spodnie od Armaniego pękają w kroku. Kiedy zdjęcia z tego wydarzenia ukażą się na łamach tabloidu, postanowicie sprzedać wymarzony samochód. Ale jak już wiecie - nie będzie to proste. Kwota, jaką za niego uzyskacie, nie wystarczy na zakup nowych spodni.
Zawsze możecie się lansować na takich, co to potrafią jeździć lepiej niż pozostałe 99,9 proc. kierowców i kupują sportowe auto, aby zmierzyć się z prawami fizyki na północnej pętli Nuerburgringu. Być może też lubicie to uczucie, kiedy podczas przyspieszania wasze oczy przywierają do potylicy, a podczas hamowania lądują na przedniej szybie. Ale sami odpowiedzcie sobie na pytanie: jeśli nachodzi was ochota na papierosa, od razu składacie ofertę kupna BAT? Życzę wam zatem, byście zeszli na ziemię, przestali marzyć o ferrari, a pod choinką znaleźli coś znacznie tańszego, bardziej komfortowego i mniej kłującego w oczy. Kapcie z owczej wełny wydają się idealne.
@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000003300.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2012/248/i02.2012.248.000003300.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu