Czym pokieruje Woźniak, gdy wysiądzie z FSO
PREZES ŻERAŃSKIEJ FABRYKI w obronie miejsc pracy potrafił tupnąć nogą nawet na Komisję Europejską. Jak trzeba było, przekonał załogę do pójścia na przymusowy urlop
Równo trzy lata temu, 5 listopada 2007 roku, w błyskach fleszy Janusz Woźniak zamaszyście podpisywał się na masce pierwszego Chevroleta Aveo, który zjechał z taśm żerańskiej fabryki FSO. Chwilę później ściskał się z samym Rickiem O''Neilly, szefem General Motors na region Azji i Pacyfiku oraz Tarielem Wasadze, prezesem ukraińskiego UkrAwto, które dwa lata wcześniej przejęło pakiet kontrolny udziałów w polskiej spółce.
Chwilę potem dzielił się swoim optymizmem z kilkuset gośćmi z Polski i zagranicy. - To początek nowej ery w FSO - zapewniał. Jak się niestety okazało - bardzo krótkiej ery.
Za cztery miesiące po FSO zostaną już tylko puste hale. Ale nie jest to winą Woźniaka. On sam w czasie swojej sześcioletniej prezesury (do 2004 r. był wiceprezesem spółki) zrobił wszystko, aby FSO wyjechało na prostą.
Pierwszy raz Woźniak wyprowadził FSO z poważnego poślizgu w 2004 roku, zaraz po tym, jak objął funkcję prezesa po Pawle Merchelu. Już wtedy jasne było, że fabryka nie może liczyć na pomoc koreańskiego bankruta, koncernu Daewoo. Tymczasem Woźniakowi udało się uzyskać gwarancję, że modele Matiz i Lanos będą mogły być produkowane na Żeraniu do końca 2006 r. Jednocześnie od razu postanowił znaleźć inwestora strategicznego dla FSO.
Razem z przedstawicielami ministerstwa gospodarki ruszył na poszukiwania nawet za Wielki Mur, gdzie kusił koncern Shanghai Automotive Industry Corporation (SAIC), oraz do Wielkiej Brytanii, skąd chciał ściągnąć MG Rovera. Ostatecznie jednak do FSO udało mu się przekonać Ukraińców, którzy przejęli żerańską fabrykę w 2005 r. Podobno byli pod wrażeniem tego, z jak wielką pasją Janusz Woźniak mówił o FSO i jak bardzo mu zależało na tym, aby uratować zakłady. Dlatego zdecydowali, że nie pozbawią go stanowiska prezesa.
- Woźniak nie ma w zwyczaju siedzieć za biurkiem. To jeździ do Ministerstwa Gospodarki, to lata do Brukseli, to znowu po prostu przechadza się po fabryce i rozmawia z pracownikami - mówi anonimowo jeden z jego bliskich współpracowników. Prezes FSO podobno potrafi dogadać się z każdym, nawet ze związkami zawodowymi. Gdy w maju ubiegłego roku fabryka odczuła skutki globalnego kryzysu i zatrzymała produkcję na dwa tygodnie, pracownicy FSO - inaczej niż ich koledzy z zachodnich koncernów - zacisnęli zęby i poszli na przymusowe, płatne tylko w 30 - 40 proc. urlopy.
Ale prezes FSO potrafił w przeszłości tupnąć nogą. I to na samą Komisję Europejską, która w grudniu 2006 r. zgodziła się na udzielenie pomocy publicznej FSO pod warunkiem, że ograniczy ono produkcję Chevroletów Aveo. W marcu 2007 r. Woźniak podpisał się osobiście pod dokumentami zaskarżającymi decyzję KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jak się jednak okazało, niepotrzebnie, ponieważ roczna produkcja Aveo nigdy nie zbliżyła się do pułapu 150 tys. sztuk rocznie, jaki wyznaczyła Bruksela. Plany FSO pokrzyżował kryzys, a później znowu komisja, która podpisała z Koreą umowę o wolnym handlu, w związku z czym zostały zniesione cła i produkcja Aveo na Żeraniu stała się nieopłacalna. Auto będzie produkowane w Polsce tylko do końca lutego przyszłego roku.
Woźniak o własny los nie musi się martwić. W ciągu ostatnich sześciu lat kilkukrotnie udowodnił, że potrafi poprowadzić samochód bez hamulców i z pustym bakiem.
@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.000.020a.001.jpg@RY2@
Fot. Marek Wiśniewski/Puls Biznesu/Forum
Prezes FSO ma opinię szefa, który dogada się nawet ze związkami zawodowymi
Łukasz Bąk
lukasz.bak@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu