Rozwodowego armagedonu nie będzie. Sprawa z Giżycka i granice rozliczeń neosędziów
Opinię publiczną zelektryzowała wieść, że Sąd Rejonowy w Giżycku zakwestionował wyrok rozwodowy innego sądu, ponieważ w jego wydaniu uczestniczył tzw. neosędzia. Wbrew obawom o „rozwodowy armagedon”, uważam jednak, że giżycka sprawa będzie wyjątkiem. A za chwilę może się okazać, że ci, którzy za czasów PiS byli stawiani jako przykład bojowników o praworządność, otrzymają łatkę wichrzycieli.
Każdy, kto nieco uważniej obserwuje to, co się dzieje w kwestii przywracania praworządności, musi przyznać, że ostatnio dyskusja na ten temat straciła impet. Wczoraj jednak nabrała na nowo rumieńców, a wiązało się to z pojawieniem się informacji, że Sąd Rejonowy w Giżycku zakwestionował wyrok rozwodowy innego sądu z tego tylko powodu, że w jego wydaniu brał udział tzw. neosędzia. Stawiam jednak dolary