Pekin chętnie wykorzystuje argument dostępu do rynku
Chiny chętnie uderzają w interesy rolników, by zyskać przewagę w sporach handlowych. Sprzyja temu strategia budowania samo wystarczalności żywnościowej. Szantaż wstrzymania importu polskiego drobiu przez Chiny nie jest odosobnionym przypadkiem. Pekin od lat sięga po handel produktami rolnymi jako instrument presji w sporach politycznych i gospodarczych.
– Schemat się powtarza: uderzenie w sektory wrażliwe politycznie, w których producenci są skoncentrowani, marże niskie, a alternatywnych rynków nie da się znaleźć z dnia na dzień. Rolnictwo spełnia wszystkie te kryteria – uważa Philip Luck, analityk gospodarki globalnej w amerykańskim think tanku Center for Strategic and International Studies. Ograniczenie dostępu do rynku dla produktów żywnościowych jest też stosunkowo proste, bo można je uzasadnić nowymi wymogami regulacyjnymi lub wykryciem rzekomych zagrożeń sanitarnych.
Rolnictwo kartą przetargową w sporach handlowych Chin
USA doświadczyły tego w przypadku soi, Japonia owoców morza, a Australia wołowiny. Podobny mechanizm Chiny wykorzystały w sporze o unijne cła na chińskie samochody elektryczne. Po wszczęciu w 2023 r. przez Brukselę dochodzenia antysubsydyjnego Pekin wziął na celownik produkowane w krajach UE brandy, wieprzowinę, a następnie nabiał. Oficjalnie chodziło o ochronę krajowego rynku, jednak w UE odebrano to jako kartę przetargową w sporze o import elektryków z ChRL. – To bezpośrednia eskalacja w wojnie handlowej, której nasi rolnicy nie rozpoczęli i nie zasługują na to, by za nią płacić – oznajmiła w grudniu Copa-Cogeca, europejska organizacja lobbystyczna zrzeszająca rolników.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.