Plan B po wecie. Rząd uruchamia SAFE bez ustawy
Rząd rusza do ofensywy w sprawie unijnych miliardów na armię, omijając prezydenckie weto przy pomocy specjalnej uchwały Rady Ministrów. Koalicja wykorzystuje przepisy autorstwa PiS, by odblokować finansowanie zbrojeń z programu SAFE. Prezentujemy też wyniki sondażu CBOS dla DGP na temat oceny SAFE przez Polaków.
Rząd zdecydował się na uruchomienie planu B błyskawicznie po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który w czwartkowym orędziu ogłosił, że zamierza zawetować ustawę wdrażającą unijny program pożyczek na zbrojenia SAFE.
– Prace nad planem B trwały od pewnego czasu, tak aby nie być zaskoczonym. Rada Ministrów stworzyła już narzędzie do działania. Wykorzystamy istniejące instrumenty, w tym Bank Gospodarstwa Krajowego i Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Myślę, że nie stracimy ani dnia, ani tygodnia – mówi w rozmowie z DGP minister koordynator ds. służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Jak dodaje, „plan wchodzi w życie natychmiast, bo środki na bezpieczeństwo są potrzebne od zaraz”.
W piątek rano RM przyjęła uchwałę ws. programu „Polska Zbrojna”, która pozwala sięgnąć po środki z unijnego mechanizmu bez konieczności wprowadzania nowej ustawy. Pożyczka ma zostać zaciągnięta przez Bank Gospodarstwa Krajowego na rzecz Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Rząd oficjalnie upoważnił już ministra obrony narodowej i ministra finansów do podpisania odpowiedniej umowy z partnerami unijnymi.
Mechanizm Planu B: Dziedzictwo Kaczyńskiego?
Szczegóły prawne tej operacji wyjaśnia senator Krzysztof Kwiatkowski. „Plan B” nie jest nową konstrukcją, lecz precyzyjnym wykorzystaniem przepisów uchwalonych jeszcze przez poprzednią ekipę rządzącą. – Mamy ustawę o obronie ojczyzny, która przewiduje, że „BGK może – za zgodą ministra właściwego do spraw finansów publicznych – zaciągać na rzecz funduszu zobowiązania finansowe związane z pozyskiwaniem zwrotnych środków finansowych” – tłumaczy Kwiatkowski w rozmowie z DGP.
Jak wyjaśnia, zamiast tworzyć nową architekturę prawną, rząd „podpina” unijną pożyczkę pod istniejące ramy prawne Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Piątkowa uchwała ma jedynie zabezpieczyć ten proces od strony wykonawczej, wprowadzając mechanizmy audytu i gwarantując, że spłata zobowiązań nie obciąży bezpośrednio budżetu MON. Kwiatkowski zwraca też uwagę na polityczny paradoks: – Możemy skorzystać z rozwiązań prawnych przyjętych wcześniej, których twarzą był wicepremier Jarosław Kaczyński. To właśnie ustawa o obronie ojczyzny daje nam dziś wytrych do zabezpieczenia finansowania armii mimo oporu pałacu – podkreśla.
Pałac Prezydencki: To głęboka niekonstytucyjność
Zupełnie inaczej sytuację ocenia Pałac Prezydencki, uznając rządową próbę ominięcia weta za uderzenie w fundamenty suwerenności finansowej. – W mojej ocenie ta uchwała powiela wszystkie wady, które miała ustawa. Zawiera zapisy głęboko niekonstytucyjne dotyczące polskiej suwerenności w obszarze bezpieczeństwa – mówi DGP szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.
Bogucki argumentuje, że zaciągnięcie pożyczki w tym trybie to próba ucieczki przed kontrolą parlamentarną i głową państwa. – Wprowadzenie takiego mechanizmu powinno nastąpić w trybie przewidzianym w konstytucji dla przekazywania części kompetencji organizacjom międzynarodowym. Jeśli koalicja chciałaby wprowadzić takie rozwiązanie, powinna zrobić to zgodnie z art. 90 ust. 1 konstytucji, czyli poprzez przekazanie części kompetencji państwa organizacji międzynarodowej – podkreśla.
Jednocześnie wskazuje, że uchwała RM nie może zastępować ratyfikowanej umowy międzynarodowej ani ustawy w sprawach o tak strategicznym znaczeniu. – Jeżeli pan prezydent podzieli te zastrzeżenia konstytucyjne, ma legitymację do tego, by skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Wtedy wypowie się jedyny organ, który może rozstrzygać o konstytucyjności takich rozwiązań – zapowiada Bogucki.
Pałac promuje jednocześnie własną ścieżkę finansową, którą uważa za bezpieczniejszą dla polskiej niezależności. – Propozycja prezydenta zakłada wykorzystanie wzrostu wartości złota i polityki Narodowego Banku Polskiego jako podstawy finansowania Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych – wskazuje Bogucki.
Sejm nie zajmie się prezydenckim projektem SAFE 0 proc.
Prezydencki projekt ustawy wpłynął już do Sejmu. Nic jednak nie zapowiada, by miał być rozpatrywany w najbliższym czasie. – Pan prezydent w proponowanej przez siebie ustawie wskazuje na podział zysków z NBP. Problem polega na tym, że NBP ma w tej chwili stratę w wysokości 100 mld złotych, w związku z tym nie ma czego dzielić – oświadczył w piątek na briefingu prasowym marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Jak wyjaśnił, nawet jeśli zysk się pojawi, to nastąpi to pod koniec albo na początku przyszłego roku i będzie on podzielony zgodnie z ustawą o NBP – 95 proc. trafi do budżetu państwa, a pozostałe 5 proc. zostanie w NBP.
– Nie widzę zasadności ustawy, która ma w sposób szczególny dzielić zysk NBP, bo zysku nie ma, to cień wiatru, a po drugie, jeżeli będzie, to wiadomo, jak on zostanie podzielony. W związku z tym absolutnie nie widzę podstaw funkcjonowania i w tej chwili procedowania tej ustawy – ocenił Czarzasty.
Opinia publiczna w sprawie SAFE
Spór o program SAFE dzieli nie tylko polityków. Wyniki sondażu CBOS dla DGP, przeprowadzonego 9–11 marca 2026 r., pokazują, że podobnie jest z opinią publiczną. Pozytywnie o programie wypowiada się 43,1 proc. badanych. Negatywną ocenę wyraża 39,2 proc. respondentów.
Stosunek do programu jest silnie powiązany z sympatiami politycznymi. Największymi zwolennikami SAFE są osoby utożsamiające się z lewicą. 72,7 proc. z nich ocenia program pozytywnie. Negatywną opinię wyraża 13,2 proc. lewicowych respondentów.
Na prawicy proporcje są odwrotne. 69,4 proc. uważa program za niekorzystny dla Polski. Potencjalne korzyści widzi 24,2 proc. respondentów z tej grupy.
Dane wpisują się też w inne podziały. – Widać bardzo wyraźną zależność między oceną programu a poziomem wykształcenia, zamożnością czy pozycją społeczną. Im wyższy poziom wykształcenia i kapitału społecznego, tym większa skłonność do uznawania SAFE za korzystny – mówi prof. Radosław Markowski z Uniwersytetu SWPS.
Jego zdaniem w danych widać także silny wpływ religijności. – Częstotliwość praktyk religijnych jest jednym z czynników, które najmocniej różnicują opinie w tej sprawie. Gdyby dokładnie oczyścić dane z innych zmiennych, okazałoby się zapewne, że osoby regularnie uczestniczące w praktykach religijnych znacznie częściej oceniają SAFE negatywnie – mówi politolog.
Element dezinformacji
Markowski zwraca uwagę na rolę mediów i przekazów krążących w internecie. Politolog wskazuje, że w ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiła się duża liczba przekazów podważających sens programu SAFE, które jego zdaniem mogą być elementem rosyjskiej dezinformacji.
– W ostatnich dniach w sieci widać bardzo silną falę narracji krytycznej wobec programu. Skala tej aktywności jest tak duża, że trudno uznać ją wyłącznie za spontaniczną reakcję społeczną – ocenia.
Jak dodaje, szczególnie podatną grupą na tego typu przekazy mogą być najmłodsi respondenci. – W danych widać, że to właśnie młodzi częściej deklarują sceptycyzm albo brak zdania. Paradoksalnie starsze pokolenia są w tej sprawie bardziej jednoznaczne i częściej oceniają program pozytywnie – wskazuje.
Jego zdaniem w przypadku tak złożonych tematów jak finansowanie zbrojeń opinia publiczna bywa szczególnie podatna na wpływ narracji politycznych i medialnych. – Dla wielu obywateli mechanizm SAFE jest abstrakcyjny. W takich sytuacjach ludzie rzadko analizują szczegóły, a częściej reagują na emocjonalne komunikaty pojawiające się w debacie publicznej – podsumowuje Markowski. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu