Dziennik Gazeta Prawana logo

Dyskurs coraz bardziej demokratyczny, ale i zafałszowany

Komisja Wenecka, siedziba
27 lutego pojawiła się kolejna opinia Komisji Weneckiej o projekcie uregulowania sytuacji sędziów powołanych po 2018 r.
dzisiaj, 20:30

Spór o praworządność coraz częściej toczy się nie w salach sądowych, lecz w mediach i polityce. Problem w tym, że uproszczenia zastępują wiedzę, a pojęcia prawne tracą znaczenie. Skutki tego chaosu zaczynają być widoczne w orzecznictwie i praktyce.

Mowa w tytule o ogólnym dyskursie prawniczym. Kilkadziesiąt lat temu toczył się znacznie wolniej, między fachowcami, w mediach drukowanych, na łamach wyspecjalizowanych czasopism. Przy powszechnie dostępnej komunikacji elektronicznej dyskurs przyspieszył i się zdemokratyzował. Niby komplement – ale dwuznaczny. Wiedza o prawie trafia wprawdzie pod strzechy, lecz zarazem jej publicystyczna, nieweryfikowana powierzchowność wypiera dawną, nobliwą etykietę opinii kształtowanej w akademickich sporach. Naznaczony polityką i poszukiwaniem rozgłosu dyskurs chłonie dyletanctwo i interesowną manipulację. Bywa aż nazbyt często „politycznym złotem” i narzędziem władzy pieniądza. W sposób równie oczywisty, co negatywny, przenika w tej postaci do prawników praktykantów, których świadomość zawodową powinna kształtować zweryfikowana wiedza fachowa i solidna dogmatyka prawa, a nie to, co hałaśliwie i sensacyjnie głoszą gazety i media społecznościowe.

Zanim się coś napisze, warto przestudiować niuanse tego, co mówi Komisja Wenecka

Konia z rzędem temu, kto potrafi wytłumaczyć (dziennikarzom i szerokiej publiczności, na polityków macham ręką), że jednak istnieje różnica między „pomijalnością” jakiegoś aktu czy wyroku (w konkretnych sprawach) a jego „nieistnieniem” – dla wszystkich, zawsze i w każdym postępowaniu. Bulwersujące giżyckie orzeczenie o rozwodzie nigdy by nie zapadło, gdyby sąd rejonowy był bieglejszy dogmatycznie i zbyt łatwowiernie nie szedł za mediami, przypisując programowi „przywracania praworządności” rzekomą konieczność. Wtedy sąd odczytałby ze zrozumieniem odpowiedź TSUE (4 września 2025 r., C-225/22). Ale przecież nawet Sąd Najwyższy, skądinąd trafnie orzekając po tej dacie (24 września 2025 r., Uchwała 7), nie zachował koniecznej dyscypliny terminologicznej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.