Zainteresowanie ofertą to nie umowa
Na początku lipca do pana Marcina
zadzwoniono z pytaniem, czy jest zainteresowany otwarciem
własnej witryny internetowej. Nosił się z tym
zamiarem, więc na telefoniczną propozycję
odpowiedział wstępnym zainteresowaniem. Został
powiadomiony, że strona może działać od
początku września, wtedy też będzie
musiał firmie zapłacić za jej opracowanie i
miejsce na serwerze. Wkrótce jednak, bez uprzedzenia,
otrzymał pocztą elektroniczną regulamin i
umowę. W treści e-maila była adnotacja,
że jeżeli nie odpowie (nie odrzuci oferty) w
ciągu pięciu dni, to umowa zostanie uznana za
podpisaną. Pech chciał, że pan Marcin był
wtedy na urlopie i poczty nie odbierał. Termin
minął. - Nie zostałem poinformowany o
możliwości odstąpienia od umowy, której
de facto nie byłem świadomy. Dodam, że nie
prowadzę działalności gospodarczej. Co mam
teraz zrobić? - zastanawia się nasz
czytelnik.