Jedziemy po bandzie
Kraje Unii jeszcze w tamtym roku
ścigały się, który dosypie więcej
pieniędzy podatników do zdychającej gospodarki.
Teraz przestraszyły się konsekwencji tego
wyścigu, czyli tego, że rynki finansowe mogą
zażądać słonych prowizji za dalsze
finansowanie ich długu publicznego. Od tych najmniej
wiarygodnych już żądają. Grecja za kupno
swoich obligacji dziesięcioletnich musi płacić
ponad 10 proc. rocznie, Portugalia - ponad 5 proc.,
Irlandia - 4,9 proc., Hiszpania i Włochy ponad 4
proc. Na razie tylko Stany Zjednoczone mogą
pożyczać tanio, bo na 3 proc. rocznie, a w UE tylko
Niemcy (2,7 proc.). Ten strach zmobilizował Europę do
tego, aby pchnąć wahadło w przeciwną
stronę, czyli gwałtownie ograniczać wydatki
publiczne.