Bo was wywiozą
Kandydaci na prezydenta pilnują, by przed kamerami występować w towarzystwie młodzieży, a Grzegorz Napieralski przed pierwszą turą nawet zatańczył, by podkreślić różnicę wieku dzielącą go od konkurentów. Strzał był celny, sporo młodych w ostatniej chwili zdecydowało się oddać głos właśnie na niego.
Teraz lider SLD ogłosił przetarg: przed drugą turą poprze tego, kto przyjmie jego warunki. Obieca, że "załatwi" emerytom przywileje zawarte w bliżej nieokreślonej karcie seniora, sprawi, że państwo będzie refundować zapłodnienie in vitro, poprze Kartę praw podstawowych (Polska jej nie podpisała z powodu sprzeciwu PiS).
Obaj konkurenci zabiegający o poparcie Napieralskiego zapewne zechcą coś dorzucić od siebie. PiS do talii kart SLD dorzuca kartę rodziny, też zapewne oznaczającą kolejne wydatki dla budżetu. I oczywiście wyższą składkę na zdrowie, refundowaną z budżetu. Obie partie łączy też niechęć do reformy finansów publicznych. Jarosław Kaczyński walczący o głosy wsi zapowiedział, że na żadną reformę emerytur rolniczych (w 95 proc. dotowanych przez podatników) nie pozwoli. PO nie może pozostać w tyle. Problem w tym, że za to wszystko nie zapłacą panowie: Napieralski, Kaczyński, Komorowski, ani ich partie, ale - państwo, czyli ci, którzy pracują albo wkrótce zaczną. Im są dzisiaj młodsi, tym więcej. Więc im kandydat więcej obiecuje dać, tym szybciej powinniśmy go skreślić, bo to za nasze pieniądze.
To młodzi zapłacą rachunki, które zaciągnęli starsi, żyjący przez ostatnie 20 lat coraz bardziej na ich koszt. Najważniejszą pozycją jest 668 mld zł długu publicznego, który rośnie błyskawicznie. Tylko od marca powiększył się o 8 mld zł, a każde osłabienie złotówki ten przyrost powiększa. Wkrótce trzeba będzie zacząć go spłacać, zadłużenie państwa zbliża się do granicy 60 proc. PKB, której konstytucja zabrania przekraczać. Wzrosną podatki.
Starsi, marzący o jak najszybszej emeryturze, nie przejmują się, że to ich dzieci i wnuki muszą im ją zafundować. Ich składki przejedli przecież jeszcze starsi, na tym polega system repartycyjny. Za kilka lat liczba emerytów przekroczy liczbę osób pracujących, młodzi mogą tego ciężaru nie udźwignąć.
Starsi, zadłużając państwo, nie bardzo zadbali, by młodsze pokolenia były w stanie te długi spłacić. Edukację wprawdzie mamy bezpłatną, ale coraz mniej wartą. Po skończeniu szkoły zawodowej aż połowa jej absolwentów udaje się na zasiłek dla bezrobotnych. Od bezrobocia nie chronią nawet studia, co czwarty posiadacz dyplomu ląduje w urzędzie pracy. Pracodawcy unikają absolwentów, ponieważ prawdziwym miejscem nauki zawodu staje się firma, w której w końcu zdobywają pierwszą pracę. Z danych ZUS wynika, że co trzeci szczęśliwy posiadacz pierwszego etatu musi się zadowolić najniższym wynagrodzeniem. Po siedmiu latach pracy nadal aż 24 proc. młodych znajduje się w grupie 10 proc. rodaków o najniższym dochodzie.
Każda karta seniora, rodziny czy inny przywilej obiecany w kampanii prezydenckiej powiększają dług publiczny. Kandydaci na prezydenta nie wydają się tym zmartwieni. Z Kaczyńskim młodzi dobrze wyjdą tylko na spocie wyborczym. Tak dużo obiecuje, że powinni trzymać się za kieszeń. Partia Komorowskiego, bardziej powściągliwa w obietnicach, niewiele jednak zrobiła, żeby zmniejszyć ciężar długów kraju, czyli - młodych. Do tej pory miała alibi. Teraz jest okazja, by sprawdzić, czy naprawdę nie robiła reform, bo bała się prezydenckiego weta czy może sondaży. O głosy młodych zabiegają wszyscy, oni sami muszą jednak ocenić, ile w tym obłudy. W każdym razie nie jedźcie bez kartki na wakacje, bo znów was wywiozą, trzeba pilnować własnych interesów.
@RY1@i02/2010/121/i02.2010.121.000.016c.001.jpg@RY2@
Joanna Solska
Joanna Solska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu