Armia i bezpieka, czyli dobry i zły policjant
NADIM SHEHADI, ekspert w sprawach Bliskiego Wschodu z ośrodka analitycznego Chatham House w Londynie, o sytuacji w Egipcie
Zaostrzająca się sytuacja w Egipcie grozi wybuchem wojny domowej. Taką tezę postawił wczoraj szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini. Również wczoraj wojsko musiało utworzyć na kairskim placu Tahrir strefę buforową między zwolennikami a przeciwnikami prezydenta Hosniego Mubaraka.
W nocy ze środy na czwartek doszło tam do brutalnych starć, w wyniku których zginęło sześć osób, a ponad 800 zostało rannych. Antymubarakowska ulica coraz głośniej domaga się bezwarunkowego ustąpienia prezydenta. Władze oferują rozmowy o reformie ustroju. mwp
Armia wysyła sprzeczne sygnały. Z jednej strony twierdzi, że nigdy nie będzie strzelała do ludzi. Przekonuje, że rozumie ich aspiracje. Ale z drugiej Mubarak pozostaje przecież u władzy. A to nie byłoby możliwe bez poparcia armii. Postępowanie dowództwa jest bardzo niebezpieczne. Z każdym dniem jest coraz bardziej prawdopodobne, że ludzie zorientują się w tej grze. A wówczas wystąpią już nie tylko przeciwko Mubarakowi, ale całemu establishmentowi. Wtedy manifestacje ostatnich dwóch tygodni będą wyglądały jak piknik. A kolejna faza rewolucji może być krwawa.
Jak na tak skostniałą instytucję armia i tak gra całkiem sprytnie. Rewolucja ją całkowicie zaskoczyła. Przez tyle dziesięcioleci generałowie trzymali całą władzę w Egipcie. Teraz stosują klasyczne zagrania. Choćby jawny podział na dobrego policjanta, którym ma być rzekomo armia, i złego policjanta, którym ma być tajna policja. Jak na razie ludzie się na to łapią. Ale trzeba pamiętać, że dowództwo armii i policji to ta sama grupa. Oficerowie tych formacji każdego dnia rewolucji siadają za tym samym stołem i omawiają jej przebieg.
Dla armii najbardziej korzystnym rozwiązaniem byłoby pokojowe przekazanie władzy Omarowi Suleimanowi, byłemu szefowi wywiadu, a dziś wiceprezydentowi. Wtedy tak naprawdę nic by się nie zmieniło. Obecny establishment pozostałby u władzy. Takich kosmetycznych reform Egipt przez 60 lat istnienia republiki przeżył wiele. Jednak wewnątrz dowództwa istnieją różne frakcje, mniej lub bardziej związane z samym prezydentem. Stąd wahanie armii, czy utrzymać u władzy Mubaraka, czy też nie.
Jeśli władza zostanie przekazana pokojowo - z pewnością tak. Gdyby jednak w Egipcie wybuchł chaos, wtedy wszystko jest możliwe. W takich sytuacjach armia może sięgnąć do populistycznych haseł, aby odzyskać popularność w społeczeństwie. Populistycznych, czyli w warunkach egipskich antyżydowskich. Na Bliskim Wschodzie najłatwiej jest to zrobić, występując przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi. I oskarżyć przeciwników o służalczość wobec Waszyngtonu. Tak od lat skutecznie robi prezydent Syrii Baszar al-Assad, popularny z powodu polityki zagranicznej, którą prowadzi - antyamerykańskiej i antyizraelskiej.
Nikt tak naprawdę nie wie, w jakiej kondycji jest dziś egipska armia. Na ile została przeżarta korupcją, zdemoralizowana, rozdarta sporami między oficerami starszego a młodszego pokolenia. Analizy w tej sprawie przypominają dawne dobre czasy kremlinologii, kiedy oceny wpływów poszczególnych dygnitarzy komunistycznych były przeważnie wyssane z palca, a nikt ostatecznie nie przewidział rozpadu Związku Radzieckiego. Od czasów Nassera wpływy armii są w Egipcie tak duże, że zniszczyła ona wszelkie inne niezależne instytucje państwa. W razie jej rozpadu pozostanie więc pustka. W przeciwieństwie do krajów demokratycznych w Egipcie nie da się ocenić ryzyka skutków rewolucji. Do końca wydaje się, że reżim stoi na solidnych podstawach, aż w końcu runie.
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.000.0011.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Żołnierze wynoszą jednego ze zwolenników prezydenta Mubaraka
rozmawiał Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu