Norwegia: wyspa krwi, morze wątpliwości
Dziewięćdziesiąt trzy osoby zabite, 96 rannych - to bilans piątkowego zamachu bombowego w rządowej dzielnicy w Oslo i strzelaniny na obozie młodzieżowym na wyspie Utoya. Może on jeszcze wzrosnąć, bo części przebywających na obozie nadal nie odnaleziono.
Nadal nie jest jasne, czy domniemany sprawca 32-letni Anders Behring Breivik działał sam. On trzyma się tej wersji, choć według tych, którzy przeżyli masakrę na Utoya, zabójców mogło być więcej. Jak poinformowała wczoraj policja, Breivik przyznał się do podłożenia bomby i strzelaniny, ale nie do popełnienia przestępstwa. Swój czyn nazwał okrutnym, ale koniecznym. Breivik w manifeście, który opublikował w internecie, stwierdził, że chce w ten sposób rozpocząć antyislamską rewolucję.
Tymczasem coraz więcej wątpliwości pojawia się co do działania samej policji. Łódź, którą funkcjonariusze mieli się dostać na wyspę, była niesprawna, zaś specjalna jednostka na miejsce przybyła samochodami, a nie śmigłowcem. Zanim sprawca bez oporu oddał się w ręce policji, przez półtorej godziny strzelał do uczestników obozu z broni automatycznej.
@RY1@i02/2011/142/i02.2011.142.000.001d.001.jpg@RY2@
Fot. AP
bjn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu