W poszukiwaniu KompRomiSu, czyli o wyborach sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa
Wybór sędziowskich członków KRS przez Sejm w oparciu o rekomendacje środowiska sędziowskiego jest rozwiązaniem właściwym, ale doraźnym. Trwałe zakończenie logiki wzajemnej delegitymizacji wymaga wypracowania kompromisu. Jego kształt powinien wykluczyć na przyszłość nominacje partyjne i związane z nimi ryzyko klientelizmu, a z drugiej strony obawy dotyczące nadmiernej autonomizacji środowiska sędziowskiego.
Podjęcie próby zmierzenia się ze sporem dotyczącym sposobu wyłaniania sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa obciążone jest dziś szczególnym ryzykiem. Wynika ono zarówno z wysokiego stopnia polaryzacji debaty publicznej, jak i z momentu instytucjonalnego, w którym refleksja ta zostaje podjęta. W niedługiej perspektywie dojdzie prawdopodobnie do ponownego wyboru sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa przez Sejm, przy uwzględnieniu rekomendacji kandydatów wyłonionych uprzednio przez środowisko sędziowskie. Sam ten kontekst sprawia, że każda propozycja może zostać odczytana nie jako – motywowana dobrem wspólnym – próba rekonstrukcji modelu ustrojowo optymalnego, lecz jako głos wspierający jedną ze stron biorących udział w bieżącym sporze politycznym albo jako przejaw niesprawiedliwego symetryzmu.
Świadomość tego ryzyka nie może jednak prowadzić do intelektualnej bezczynności, zwłaszcza w sytuacji pogłębiającej się dezintegracji instytucjonalnej państwa oraz wciągania kolejnych instytucji w logikę wzajemnej delegitymizacji. Zauważalna niezdolność do odnalezienia choćby minimalnych płaszczyzn porozumienia w sprawach ustrojowo fundamentalnych tym bardziej nakazuje podjęcie wysiłku poszukiwania mostów pomiędzy konkurującymi wizjami.
Wybór sędziów - między doraźną i trwałą stabilizacją ustrojową
Wybór sędziowskich członków rady przez Sejm w oparciu o rekomendacje środowiska sędziowskiego w aktualnych realiach prawnych, biorąc pod uwagę dostępne alternatywy, wydaje się rozwiązaniem najwłaściwszym i może pełnić istotną funkcję stabilizującą. Jednocześnie jednak zasadniczym błędem byłoby utożsamienie takiego rozwiązania z trwałym usunięciem sporu. Jest to bowiem raczej mechanizm przejściowy, którego stosowanie w przyszłości zależeć będzie od aktualnej konfiguracji politycznej oraz od poziomu dobrej woli aktorów uczestniczących w procesie wyborczym. Każda kolejna zmiana większości parlamentarnej może bowiem prowadzić do ponownego uruchomienia tej samej logiki konfliktu, która towarzyszyła nam od roku 2017.
To właśnie stabilność na przyszłość stanowi zatem rzeczywistą stawkę obecnej debaty. Chodzi w niej o to, czy państwo zdoła wypracować model proceduralny odporny na powtarzalność kryzysu. Brak takiego modelu może bowiem w całkiem nieodległej perspektywie doprowadzić do dalszego osłabiania autorytetu Krajowej Rady Sądownictwa, podważania statusu osób powoływanych przy jej udziale, a w konsekwencji do pogłębiania niepewności co do orzecznictwa sądowego. Konieczna jest zatem próba sformułowania takiego modelu, który pozwoliłby w sposób trwały wygasić konflikt wokół wyboru sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa, a więc uniezależnić go od politycznego rytmu kolejnych kadencji parlamentu.
Mapa sporu wokół sposobu wyłaniania sędziowskiej części KRS
Ustalenie możliwych dróg trwałego wygaszenia sporu wokół sposobu wyłaniania sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa wymaga uprzedniego odtworzenia jego struktury. Właściwym do tego celu wydaje się użycie instrumentarium wypracowanego na gruncie teorii mediacji, akcentującego konieczność oddzielenia problemu od osób oraz próby identyfikacji rzeczywistych źródeł konfliktu. Zastosowanie tej metodyki pozwala na opis sporu w sposób nienasilający jego dynamiki, a zarazem sprzyja formułowaniu rozwiązań instytucjonalnych zdolnych do integracji konkurencyjnych perspektyw.
Przyjmując te założenia, należy skonstatować, że w roku 2017 r. w miejsce dotychczasowego modelu, w którym wybór sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa następował przez samo środowisko sędziowskie, wprowadzono rozwiązanie polegające na ich wyborze przez Sejm. Zwolennicy tego rozwiązania akcentowali potrzebę wzmocnienia demokratycznej kontroli nad organem mającym wpływ na kształt personalny sądownictwa oraz potrzebę przełamania mechanizmów zamkniętej selekcji środowiskowej.
Krytycy wskazywali natomiast, że zmiana ta przesuwa punkt ciężkości z legitymizacji profesjonalnej ku legitymizacji politycznej, prowadząc do niemożności wykonywania przez Radę swej konstytucyjnej funkcji stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz do faktycznego upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości. Spór ten nie powstał przy tym w historycznej próżni, lecz był wynikiem stopniowo narastających napięć. W debacie publicznej toczącej się na długo przed rokiem 2017 cyklicznie pojawiały się bowiem głosy wskazujące na niedostateczną transparentność procedur wyborczych do Krajowej Rady Sądownictwa oraz deficyty kooptacyjnego systemu wyboru sędziów.
Między niezależnością a unikaniem nadmiernego zamknięcia środowiska sędziowskiego
Mapa obecnego sporu pokazuje więc, że mamy do czynienia z napięciem pomiędzy dwiema kluczowymi wartościami – niezależnością władzy sądowniczej oraz jej demokratyczną legitymizacją, obejmującą przede wszystkim potrzebę zapobiegania nadmiernemu zamknięciu środowiska sędziowskiego. Trwałe wyeliminowanie konfliktu nie może zatem polegać na absolutyzacji którejkolwiek z tych wartości, lecz wymaga stworzenia takiego modelu proceduralnego, który pozwoli je zharmonizować.
Całkowite zignorowanie mniej lub bardziej uzasadnionych obaw jednej ze stron konfliktu nie doprowadza bowiem do wygaszenia sporu, lecz do jego reprodukcji w kolejnych fazach życia publicznego. To właśnie ta lekcja historyczna stanowi najważniejszy punkt wyjścia dla dalszych rozważań nad modelami rozwiązania problemu, które mogłyby zapewnić stabilność nie tylko w perspektywie najbliższego wyboru, lecz także w dłuższym horyzoncie ustrojowym.
Możliwe modele wyboru sędziowskiej części KRS - niezależność jako rezultat, a nie postulat
Analiza możliwych modeli wyboru sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa wymaga uwzględnienia szerszego kontekstu, obejmującego zarówno standardy europejskie dotyczące niezależności sądownictwa, jak i uwarunkowania socjologiczne. Dopiero takie wielowymiarowe ujęcie pozwala uchwycić rzeczywistą naturę problemu, która nie sprowadza się do formalnego rozdziału kompetencji, lecz dotyczy sposobu funkcjonowania instytucji w realnych warunkach.
Zarówno prawo Unii Europejskiej, jak i dorobek Rady Europy oraz orzecznictwo europejskich trybunałów wskazują, że niezależność sądownictwa stanowi jeden z fundamentów państwa prawa oraz warunek skutecznej ochrony praw jednostki. Z perspektywy tych standardów nie jest decydujące to, jaki konkretnie model instytucjonalny zostaje przyjęty, lecz czy zapewnia on rzeczywistą, a nie tylko formalną niezależność sądownictwa od władzy ustawodawczej i wykonawczej. W tym miejscu ujawnia się istotna ambiwalencja współczesnych standardów europejskich.
Z jednej strony nie przesądzają one jednoznacznie o konieczności tworzenia rad sądownictwa albo powierzenia wyboru członków rad sądownictwa wyłącznie samym sędziom, dopuszczając istnienie różnorodnych modeli instytucjonalnych. Z drugiej strony jednak wyraźnie akcentują znaczenie kryterium faktycznej niezależności sądownictwa oraz społecznej percepcji tej niezależności. Słusznie podkreśla się bowiem, że nawet brak formalnej zależności nie wyklucza naruszenia standardów, jeżeli sposób powołania lub awansowania sędziów rodzi uzasadnione wątpliwości co do bezstronności lub podatności na wpływy polityczne.
W tym sensie standardy europejskie wprowadzają do analizy element, który można określić jako „test percepcyjny” niezależności sędziowskiej. Oznacza on zaś w konsekwencji, że procedury powoływania lub awansowania sędziów muszą nie tylko gwarantować ich niezależność w sensie formalnym, lecz również postrzeganie ich jako niezależnych przez uczestników życia publicznego.
Ważne są też uwarunkowania socjologiczne
Uzupełnienie tej perspektywy stanowi analiza socjologiczna, która pozwala spojrzeć na Krajową Radę Sądownictwa jako na element systemu regulującego zachowania społeczne poprzez zestaw bodźców, norm i oczekiwań. Z tej perspektywy sposób powoływania członków organu nie jest neutralny, gdyż kształtuje on ich przyszłe zachowania, orientacje decyzyjne oraz relacje z innymi ośrodkami władzy. Proces uzyskiwania stanowiska lub funkcji publicznej poprzez wsparcie określonego środowiska uruchamia bowiem mechanizmy psychologiczne, które nie wymagają formalnego podporządkowania, aby wywołać realne skutki.
Do najważniejszych z nich należy zasada wzajemności, zgodnie z którą jednostka odczuwa potrzebę odwzajemnienia otrzymanego wsparcia, nawet jeżeli nie została do tego wprost zobowiązana. Mechanizm ten ma charakter głęboko zakorzeniony i działa niezależnie od deklarowanych intencji czy poziomu świadomości jednostki. Drugim istotnym zjawiskiem jest lojalność grupowa, polegająca na preferowaniu interesów i oczekiwań grupy, która umożliwiła osiągnięcie określonej pozycji.
W warunkach wyboru dokonywanego przez polityków grupa ta przyjmuje charakter polityczny, co prowadzi do powstania napięcia pomiędzy rolą sędziego jako gwaranta bezstronności a rolą beneficjenta określonego układu wsparcia. Trzecim mechanizmem jest efekt zaangażowania, opisany szeroko w literaturze psychologicznej, polegający na tendencji do podtrzymywania wcześniejszych decyzji i relacji, nawet w sytuacji, gdy ich racjonalne uzasadnienie ulega osłabieniu. W kontekście instytucjonalnym oznacza to, że raz nawiązane relacje wsparcia mogą utrzymywać się i wpływać na zachowania decyzyjne w długim okresie.
Zestawienie tych ustaleń prowadzi do wniosku, że problem politycznego sposobu wyłaniania członków Krajowej Rady Sądownictwa ma charakter strukturalny, dotykając samej logiki funkcjonowania tej instytucji w warunkach określonego modelu selekcji. Mechanizmy psychologiczne sprawiają bowiem, że nawet przy zachowaniu formalnej niezależności powstają zależności faktyczne, które mogą wpływać na sposób wykonywania funkcji publicznej.
Co więcej, zjawiska te mają bezpośredni wpływ na społeczne postrzeganie tego konstytucyjnego organu. W warunkach wysokiej polaryzacji politycznej sama świadomość, że wybór sędziowskich członków Rady dokonywany jest przez większość parlamentarną, wystarcza do powstania przekonania o ich potencjalnej stronniczości. Tym samym uruchamia się mechanizm erozji zaufania, którego nie można skutecznie wyłączyć poprzez odwołanie do formalnych gwarancji niezależności.
Pomysły na KRS - jak znaleźć alternatywę
Dotychczasowe rozważania prowadzą do wniosku, że trwałe wygaszenie sporu wokół sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa wymaga znalezienia alternatywy wobec rozwiązań prezentowanych przez obydwie strony politycznego sporu, która to albo mieściłaby się w wynikach dogmatycznej wykładni art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji, albo tworzyłaby przestrzeń dla jego doprecyzowania. Wydaje się, że wspólnym punktem wyjścia dla poszukiwania takiej alternatywy powinno być założenie, że konstytucyjna formuła „wyboru spośród sędziów” wymaga przede wszystkim, aby mechanizm selekcji sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa nie tylko nie podważał żadnego z przymiotów i wartości konstytutywnych dla urzędu sędziego, ale wręcz promował te, które są uważane za najistotniejsze dla wymiaru sprawiedliwości.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Court Watch Polska na reprezentatywnej pod względem wieku, płci, wielkości miejsca zamieszkania i wykształcenia próbie 1032 dorosłych mieszkańców Polski wynika, że najbardziej cenimy u sędziów „bezstronność” (śr. 7,8 na skali 1-10), „znajomość prawa” (7,7) i „obiektywizm” (7.0). Z tej perspektywy zasadniczego znaczenia nabiera pytanie o to, jakie gremia dysponują rzeczywistą zdolnością do oceny obu tych wymiarów: kompetencyjnego i etyczno-percepcyjnego, a także eliminują wyżej wskazane ryzyka.
W świetle doświadczeń ostatnich lat można zasadnie twierdzić, że wybór dokonywany przez polityków prowadzi do powstawania postrzegalnych zależności, które podważają społeczne przekonanie o bezstronności sędziowskich członków Rady. Model wyborów powszechnych z kolei nie tylko nie zapewniałby rzetelnej oceny merytorycznej kandydatów, ale przede wszystkim w praktyce wyzwalałby mechanizmy charakterystyczne dla walki politycznej oraz wszystkie związane z tym niebezpieczeństwa, w szczególności w sferze postrzegalnej afiliacji politycznej kandydatów oraz dotyczące organizowania i finansowania kampanii wyborczej.
Wybór dokonywany wyłącznie przez środowisko sędziowskie, posiadające niewątpliwie najwyższe kompetencje do oceny dorobku zawodowego kandydatów, nie gwarantuje z kolei zdolności do uchwycenia społecznego wymiaru postrzegania sposobu pełnienia urzędu sędziego z powodu ograniczenia perspektywą wewnątrzśrodowiskową. Powstaje w ten sposób strukturalna asymetria poznawcza, polegająca na rozdzieleniu zdolności oceny poszczególnych przymiotów ważnych dla sądownictwa pomiędzy różne grupy uczestników systemu wymiaru sprawiedliwości.
Ta z kolei refleksja prowadzi do istotnego wniosku, że skoro kluczowe przymioty i wartości legitymizujące władzę sądowniczą nie są w pełni uchwytne dla jednego typu podmiotu, model wyboru powinien integrować różne perspektywy oceny, zamiast opierać się wyłącznie na jednej z nich. Oznacza to zaś zasadność rozważenia odejścia zarówno od czysto zewnętrznego, a więc dokonywanego przez Sejm, jak i wyłącznie korporacyjnego sposobu wyłaniania sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa na rzecz rozwiązania, które łączy kompetencję merytoryczną środowiska sędziowskiego z szerszą, ale nadal profesjonalną perspektywą innych uczestników wymiaru sprawiedliwości.
Model konsensualny: wybór części członków KRS przez profesje prawnicze
Opisane powyżej kryteria mógłby w naszej ocenie spełniać model zakładający, że w wyborze nie więcej niż siedmiu spośród piętnastu członków sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa braliby udział przedstawiciele nie tylko środowiska sędziowskiego, ale także profesji mających prawo ubiegania się o stanowiska sędziowskie. Model rozszerzający czynne prawo wyborcze na przedstawicieli różnych zawodów prawniczych wydaje się najpełniej realizować trzy podstawowe wartości.
Po pierwsze, wzmacnia niezależność, ponieważ eliminuje konieczność poszukiwania patronatu jakiejkolwiek wąskiej grupy jako warunku sukcesu wyborczego. Po drugie, zwiększa reprezentatywność, ponieważ włącza do procedury szerokie środowisko profesjonalne bezpośrednio związane z wymiarem sprawiedliwości, patrzące na niego z równie dużą troską, choć z nieco innych perspektyw. Po trzecie, tworzy wysoki poziom odporności na polityzację, gdyż decyzja zostaje rozproszona pomiędzy wiele tysięcy uczestników życia prawnego, a nie skoncentrowana w rękach chwilowej większości parlamentarnej.
Szczególnie istotna jest dyspersja kompetencji wyborczych. Im bowiem bardziej rozproszony i profesjonalny jest korpus wyborczy, tym mniejsze ryzyko wytworzenia trwałych zależności klientelistycznych. Kandydat ubiegający się o poparcie tysięcy przedstawicieli różnych zawodów prawniczych – sędziów, asesorów, referendarzy, radców prawnych, adwokatów, prokuratorów i notariuszy, a także pracowników naukowych ze stopniem doktora habilitowanego w dyscyplinie prawo – musiałby budować swoją pozycję przede wszystkim na dorobku profesjonalnym, środowiskowym autorytecie i reputacji etycznej, a nie na zdolności wejścia w relację zależności z jednym wąskim środowiskiem decyzyjnym.
Włączenie osób wykonujących pozostałe zawody prawnicze do procesu wyborczego w pewnym zakresie znajduje także uzasadnienie w ich ustrojowej i funkcjonalnej roli. Określani niekiedy jako „pomocnicy wymiaru sprawiedliwości” są bowiem w istocie profesjonalnymi reprezentantami interesów obywateli i w tej podwójnej roli dysponują unikalną perspektywą oceny funkcjonowania sądów. Ich codzienna praktyka zawodowa sytuująca się na styku instytucji państwa i doświadczenia jednostki sprawia, że są oni szczególnie predestynowani do współuczestniczenia w trosce o jakość wymiaru sprawiedliwości.
Można zatem zasadnie postawić hipotezę, że włączenie ich do mechanizmu wyborczego nie stanowi odstępstwa od idei niezależności sądownictwa, lecz jej funkcjonalne dopełnienie poprzez wprowadzenie elementu zewnętrznej, ale nadal czysto profesjonalnej refleksji nad realizacją konstytucyjnej misji Krajowej Rady Sądownictwa. W takim też szerszym kontekście współpracy profesjonalnej można byłoby próbować odczytywać standard wyboru sędziów do rad sądownictwa przez „osoby o podobnym statusie” (ang. „peers”, fr. „pairs”, niem. „Amtskollegen”), wyrażany w opiniach Rady Konsultacyjnej Sędziów Europejskich (CCJE) nr 10 (2007) oraz nr 24 (2021).
Wydaje się bowiem, że rdzeniem semantycznym standardu „by the peers” jest – podobnie jak w przypadku recenzji naukowych (ang. „peer review”) – profesjonalizm oraz integralność etyczna, uprawniająca do oceny tych samych walorów u kandydatów, nawet jeśli część członków korpusu wyborczego istotnie różni się od nich miejscem w strukturze wymiaru sprawiedliwości. Model ten nie pozbawiałby jednocześnie znaczenia zasady samorządności sędziowskiej, gdyż jej aksjologiczny rdzeń pozostawałby w nim nienaruszony w tym sensie, że większość Rady niezmiennie stanowiliby sędziowie, z których większość pozostawałaby wybierana wyłącznie przez sędziów, a pozostała część także przy ich udziale.
Obywatele popierają modele merytokratyczne
We wspomnianych już ogólnopolskich badaniach Fundacja Court Watch Polska poddała badaniu preferencje Polaków w kwestii tego, kto powinien wybierać sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Spośród kilku możliwych do wyboru odpowiedzi na wybór przez Sejm wskazało 6,5% respondentów, na wybór przez samych sędziów 10,4%, na wybór przez komisję ekspertów złożoną z osób wskazanych przez różne gremia (np. Sejm, Senat, prezydenta, ministra sprawiedliwości, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, rzecznika praw obywatelskich) już dużo więcej, bo 23,3%, a na wybór przez wszystkich obywateli w wyborach powszechnych – 23,7%. Jednak najwięcej osób, bo aż 25,4% respondentów, wskazało właśnie na wybór przez wszystkich przedstawicieli zawodów prawniczych.
Wyniki tego badania wskazują więc po pierwsze, że Polacy w znakomitej większości, obejmującej aż ¾ respondentów, preferują inne rozwiązania niż te, wokół których obecnie koncentruje się publiczny dyskurs. Sporo wskazań uzyskał wybór przez samych obywateli, ale nie zdominował on wyników, zaś suma odpowiedzi wskazujących na wybory bezpośrednie oraz przez Sejm uzyskała poparcie niespełna 30% respondentów. To dwa razy mniej niż w przypadku wariantów cedujących wybór na gremia profesjonalne, które zaznaczyło łącznie prawie 60% badanych. Stanowi to dobry prognostyk społecznej akceptacji proponowanego rozwiązania merytokratycznego, a tym samym wysokiej legitymizacji wybranej w ten sposób Krajowej Rady Sądownictwa i jej przyszłych decyzji.
Ordynacja wyborcza też ma znaczenie
Wrażliwość procesu wyborczego na takie niepożądane zjawiska jak polaryzacja czy przechwycenie przez partykularne grupy interesu zależy nie tylko od tego, kto jest uprawniony do głosowania, ale także od reguł ordynacji wyborczej. W wielu krajach anglosaskich od dziesięcioleci stosuje się w wyborach do ciał kolegialnych metodę głosowania preferencyjnego. Z perspektywy głosującego wygląda ona tak, że na karcie do głosowania wyraża on swoje zdanie nie poprzez wybranie właściwej liczby, a więc od jednego do piętnastu nazwisk, ale poprzez uszeregowanie kandydatów według kolejności, w jakiej chce udzielić im poparcia.
Przy zliczaniu poparcia dla poszczególnych kandydatów wykorzystuje się algorytm pojedynczego głosu przechodniego (STV). Jeśli preferowany przez wyborcę kandydat uzyskał już konieczną do zdobycia mandatu liczbę głosów, jego głos przechodzi na następną wskazaną przezeń osobę. Podobnie jeśli po podliczeniu poparcia okazałoby się, że wskazany kandydat mandatu nie zdobędzie, głos wyborcy przechodzi na kolejną wskazaną przezeń osobę.
Dzięki temu nie ma potrzeby głosowania strategicznego, czyli z myślą o tym, aby głos się „nie zmarnował”. Taki system głosowania, promowany między innymi przez Forum Obywatelskiego Rozwoju, sprzyja frekwencji oraz skutecznie ogranicza polaryzację, ponieważ – w odróżnieniu od systemów większościowych – nie premiuje kandydatów prezentujących skrajne poglądy, ale raczej takich, którzy są akceptowani przez szerszy elektorat.
Trzeba uzgodnić procedury wyborcze
Uzgodnienia wymagałoby także szereg innych kwestii dotyczących procedur wyborczych. Warto byłoby w szczególności przemyśleć, czy w celu zadośćuczynienia wymogom reprezentatywności i pełnej wiedzy o specyfice każdej gałęzi sądownictwa nie należałoby zagwarantować członkostwa w Radzie przynajmniej jednemu kandydującemu sędziemu sądów powszechnych poszczególnych szczebli, sądów administracyjnych oraz sądów wojskowych i Sądu Najwyższego.
Ważne byłoby także uszczegółowienie – wspomnianego wcześniej i koniecznego – z perspektywy zachowania standardów europejskich – rozwiązania, wedle którego określona liczba kandydatów, która uzyska najwyższe poparcie wśród samych sędziów, będzie miała zagwarantowane miejsce w Radzie, niezależnie od tego, jakie poparcie otrzyma wśród przedstawicieli innych zawodów. W jednym z możliwych wariantów wszyscy kandydaci (wyłącznie czynni sędziowie) ubiegaliby się o poparcie na jednej, wspólnej liście, natomiast algorytm podziału 15 mandatów przebiegałby dwuetapowo.
W pierwszej kolejności większą część mandatów obejmowaliby ci kandydaci, którzy uzyskaliby najwyższą bezwzględną liczbę głosów oddanych wyłącznie przez sędziów. Pozostałe mandaty obsadzane byłyby zaś z grona pozostałych kandydatów, którzy zdobyliby najwyższą liczbę głosów w całym środowisku prawniczym, a zatem po zsumowaniu głosów sędziów i przedstawicieli innych zawodów. Istotą tego rozwiązania byłoby zatem stworzenie zrównoważonej architektury legitymizacji, a nie całkowicie odrębnych kurii.
Ku trwałym ramom funkcjonowania KRS
Proponowany model konsensualny nie rości sobie pretensji do doskonałości. Jego siła polega jednak na tym, że zdaje się harmonizować wartości, które dotychczas były traktowane jako wzajemnie wykluczające się. W tym sensie może on więc stanowić realną podstawę podjęcia głębszych analiz dogmatycznych, a w ich następstwie debaty nad kompromisem ustawowym albo konstytucyjnym, tworzącym stabilne ramy prawne dla przyszłego funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa. Kompromisem być może chwilowo nieatrakcyjnym politycznie, ale niezbędnym dla długookresowej stabilizacji funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu