Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Siedzimy na granacie z wyciągniętą zawleczką. Kryzys młodych na rynku pracy

bezrobotny
W raporcie „Osoby młode na rynku pracy w 2024 roku” GUS wskazywał, że szybkie tempo wzrostu bezrobocia w grupie wiekowej 15–24 lata plasuje Polskę wśród europejskich liderów dynamiki tego niechlubnego zjawiska
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

„Śmieciówki” nie wzięły się jednak znikąd. Ich ofiarami padają najczęściej najmłodsi pracownicy, a z niestabilnej formy zatrudnienia tylko o krok od bezrobocia - felieton o rosnącym bezrobociu wśród młodego pokolenia.

Niby wszyscy wiedzą, jak wyglądają wskaźniki bezrobocia wśród młodzieży, a i tak zadziwiająco niewiele się robi, by to zmienić. NEET (z ang. Not in Employment, Education or Training) to osoba młoda, pozostająca poza rynkiem pracy i systemem edukacji. Jeszcze 20 lat temu ich odsetek w Polsce wynosił 21 proc, ale od tamtej pory zmalał o ponad 10 pkt proc. i dziś pozostajemy krajem o relatywnie korzystnym poziomie bezrobocia młodzieży na tle reszty UE. Można by więc pomyśleć, że w sumie nie ma problemu. Jednak gdy bliżej przyjrzeć się trendom, okazuje się, że jest źle.

W raporcie „Osoby młode na rynku pracy w 2024 roku” GUS wskazywał na zjawisko, które w 2025 r. jeszcze przybrało na wadze. Otóż szybkie tempo wzrostu tego wskaźnika plasuje Polskę wśród liderów dynamiki wzrostu bezrobocia w grupie wiekowej 15–24 lata (wzrost o ok. 25 proc. r/r). Powodów takiego stanu rzeczy można szukać w wielu miejscach, ja skupię się na podstawach.

Rosnące koszty pracy, przestarzały model edukacji

Po pierwsze, polityka wpływająca na stale rosnące koszty pracy. Kolejne benefity socjalne i forsowanie rozwiązań prawnych, które tylko w rządowych założeniach są propracownicze, działają jak gaszenie pożaru benzyną. Presja na efektywność, chęć sprostania konkurencji i wychodzenie naprzeciw cenowym oczekiwaniom klientów powodują, że pracodawcy niechętnie inwestują w młodych, bez doświadczenia. „Śmieciówki” nie wzięły się jednak znikąd. Ich ofiarami padają najczęściej najmłodsi pracownicy, a z niestabilnej formy zatrudnienia tylko o krok od bezrobocia.

Po drugie, edukacja. Polskie szkoły i uczelnie nadal kultywują wzorzec, od którego prestiżowe zachodnie uczelnie dawno odeszły. Tam uczą nie tylko teorii, ale przede wszystkim myślenia, kreatywności, krytycznego myślenia i niesztampowego rozwiązywania problemów, podczas gdy my wciąż wierzymy w zakuwanie formułek. Tymczasem w XXI w. rozwiązywanie problemów nie polega na sięganiu do wyuczonej na pamięć teorii i formuł, ale wymaga umiejętności sięgania do zasobów (coraz łatwiej dostępnych) oraz wyciągania z nich wniosków. Szukając analogii, trudno by się spodziewać, że samochody rodzimej produkcji, pozbawione podstawowego wyposażenia i wytwarzane masowo, zostaną wchłonięte przez rynek potrzebujący znacznie wyższego standardu.

Na rynku pracy liczą się realne kontakty, a nie wirtualni znajomi z portali społecznościowych

Po trzecie, technologia. Zdziwi się ten, kto sądzi, że zaraz zacznę się rozwodzić nad tym, że automatyzacja procesów w naturalny sposób ogranicza zatrudnienie, szczególnie w najmniej doświadczonej grupie potencjalnych pracowników. To fakt, ale wolę się skupić na problemie związanym z portalami społecznościowymi. Choć są one wszechobecne i niemal każdy młody człowiek ma więcej niż jedno konto, to w praktyce barierą wejścia na rynek pracy bywa brak realnej sieci kontaktów i prawdziwych, a nie wyłącznie wirtualnych znajomych. Odporności na stres i samodzielności również nie da się wykształcić w trakcie wielogodzinnego wyświetlania rolek.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.