Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zmiana jest pozorna. Jak uratować nową definicję zgwałcenia

 policja
Z badań zagranicznych wynika, że fałszywe zawiadomienia o zgwałceniu to ok. 10–15 proc. przypadków
29 stycznia, 21:00
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Sprawa o zgwałcenie to nie tylko sąd nad zdarzeniem, lecz także nad tym, komu uwierzyć. Nowe przepisy – tak jak stare – koncentrują się na tym, co spowodowało, że dana osoba nie wyraziła zgody na seks. Sam fakt, że zgody nie było, jest niewystarczający - mówi dr Dominika Czerniak z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Prawie rok temu weszła w życie nowa definicja zgwałcenia. Wcześniej karalne było zmuszenie drugiej osoby do seksu przemocą, groźbą lub podstępem. Obecnie przestępstwem jest również doprowadzenie do stosunku mimo braku zgody. Czy w podejściu do takich spraw coś się zmieniło?

3f1c7735-6eb6-4db4-b9dd-4ac1968f775e-39044255.jpg
Dominika Czerniak, prawniczka, adiunktka w Katedrze Postępowania Karnego WPAiE Uniwersytetu Wrocławskiego. W pracy naukowej zajmuje się m.in. przemocą seksualną, prawem dowodowym i ochroną praw człowieka w procesie karnym

W praktyce sądowej tego jeszcze nie widać. Samo postępowanie przygotowawcze w sprawach o zgwałcenie trwa mniej więcej 9–14 miesięcy – w zależności od stopnia skomplikowania sprawy oraz czasu oczekiwania na opinię sądowo-psychiatryczną oskarżonego lub opinię biegłego psychologa dotyczącą pokrzywdzonej. Są już natomiast pierwsze decyzje o umorzeniu postępowania wydane na podstawie nowych przepisów. Ale biorąc pod uwagę, jak funkcjonuje nasz wymiar sprawiedliwości, rok to za krótko, by je ocenić. Można natomiast zweryfikować to, czy jest on do reformy przygotowany.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.