Dać świadectwo czynom
Dobra powieść jest tajemnicą nawet dla pisarza - mówi Richard Zimler, autor mrocznego kryminału "Anagramy z Warszawy"
Richard Zimler: Przyznaję, sam miałem wątpliwości. Ale ostatecznie stwierdziłem, że nie ma w tym nic niestosownego. Co więcej, jednym z zadań pisarza jest łamanie tabu. Chciałem zrobić coś takiego, jak Art Spiegelman w komiksie "Maus" - on jako pierwszy zdecydował się na opowiedzenie o Holokauście w formie graphic novel. Stworzył arcydzieło. Powieść noir jest tak samo dobrym gatunkiem, by poruszać ważne tematy.
Tak, to perfidne z mojej strony, bo jednocześnie chciałem, żeby czytelnik - świadomy, że Erick Cohen umrze - wciąż miał nadzieję, że jednak jego losy potoczą się inaczej. Gdy zaczynałem pisać powieść, nie wiedziałem jeszcze, jakie będą jego losy. Miałem już gotową większość materiału i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że Cohen już na początku powieści musi pojawić się jako duch. Jako ktoś, kto wraca zza grobu, by dać świadectwo swoim czynom.
Z pewnością wiele, o których sam nie wiem - wiele zależy od czytelników. Podam panu przykład: nazwisko ukrywającego się w getcie Heńka to anagram nazwiska głównego bohatera, którego wspomnienia spisuje. Heniek Corben - Erick B. Cohen. Więc można się zastanawiać, czy to jedna i ta sama osoba. Ja tego nie rozstrzygam. A gdy zapytałem o to moją redaktorkę, odpowiedziała: "Moim zdaniem Erick to dybuk. Heniek pisze natchniony jego duchem".
No właśnie - ja nigdy tak nie pomyślałem, ale to również dobry trop, podoba mi się. Każdy czytelnik może zrozumieć książkę na swój sposób, a ja, jako pisarz, także dzięki temu się uczę. Każda powieść skrywa tajemnice nawet przed jej twórcą.
Chciałem przywrócić godność ludziom, którzy żyli w getcie. Wszyscy znamy bohaterską postawę Żydów walczących w powstaniu, ale nie wiemy niemal nic o ich codziennym życiu. Czym się zajmowali, o czym rozmawiali, jakie były ich pasje.
Albo Irena Sendlerowa lub Marek Edelman. Zgadza się. Wiele postaci stało się dla nas pomnikami, ale nie wiemy, jacy byli naprawdę.
To prawda, niektórzy czytelnicy byli zaszokowani. W Lizbonie nie było żadnego świadectwa tej masakry. A dziś, także dzięki moim staraniom, w mieście stoi pomnik upamiętniający ofiary tej tragedii. Nie możemy cofnąć tego, co się wydarzyło. Naszym obowiązkiem jest sprawić, by kolejne pokolenia pamiętały o historii. By nigdy nie powtórzyły się Lizbona i Jedwabne, by nigdy nie powtórzył się Holokaust. I to przecież dotyczy nie tylko Żydów, ale wszystkich ludzi, którzy są prześladowani za swoją religię, przekonania, kolor skóry.
@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.026a.001.jpg@RY2@
Rozmawiał Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu