Starsi panowie dwaj
Dwaj wspaniali tetrycy - Anthony Hopkins i Jack Nicholson - w brawurowych starczych rolach w "Prawdziwej historii" i "Schmidcie" w tym tygodniu na Polsacie
Starsi panowie (i panie) rzadko mogą liczyć na pierwszoplanowe role we współczesnym kinie - nasza kultura nie lubi przypominać (sobie ani tym bardziej nam) o przemijaniu. Starzy ludzie nie są już tak apetyczni, a ich problemy w większości nie dotyczą prężnych, rześkich, rączych i kreatywnych osobników w wieku produkcyjnym, skłonnych wydawać ciężko zarobioną forsę na bilety do kina. Jak ujął rzecz Woody Allen, wyjaśniając dziennikarzom, dlaczego przestał grać we własnych filmach: "Nikt nie chce oglądać 74-latka podrywającego dziewczynę w dowolnym wieku. A ja nie chcę robić geriatrycznych filmów o starych ludziach, bo mnie one też nudzą".
Szczerze mówiąc chętniej obejrzałabym dobrą, po allenowsku bezlitosną komedię o wrednych, starych, smutnych, irytujących lub wzruszających starcach (już sobie wyobrażam te przepyszne dialogi!) niż jego ostatnie pozbawione duszy produkcje o niezbyt rozgarniętych młokosach, ale co poradzić. Na szczęście kino nie zrezygnowało z tematu starości całkowicie. I choć od czasu "Tam, gdzie rosną poziomki" Bergmana - chyba nawet Woody nie ośmieliłby się nazwać tego arcydzieła geriatrycznym - nie powstał równie poruszający, głęboki i uniwersalny a przy tym pełen humoru obraz starości, przemijania i śmierci, to wciąż jeszcze można znaleźć w naszym współczesnym kinie naładowanym akcją, sztucznymi biustami oraz animacją komputerową maleńkie enklawy dla dojrzałych widzów. A właściwie dla wszystkich widzów z dobrym gustem.
Bohater po sześćdziesiątce to rzadki okaz, ale jak się już trafi, to zazwyczaj jest na co popatrzeć - tak jak w przypadku dwóch filmów, które w tym tygodniu wyemituje Polsat. W "Prawdziwej historii" Anthony Hopkins wcielił się w postać nowozelandzkiego wynalazcy i konstruktora motocykli, który mimo zaawansowanego wieku podejmuje się pobicia rekordu szybkości na zbudowanym przez siebie jednośladzie w myśl zasady "stary człowiek i może". Mniej żwawym staruszkiem okazuje się natomiast Jack Nicholson w "Schmidcie", który zagubiony po odejściu na emeryturę i stracie żony wyrusza w samotną podróż camperem przez niemal całe Stany. Oglądanie aktorskich tuzów takich jak Hopkins i Nicholson to zawsze przyjemność, ale oglądać ich w nieheroicznych rolach ludzi zmagających się z ograniczeniami wieku: brakiem siły, ułomnością pamięci, samotnych i często bezradnych, to także lekcja wrażliwości. I przypomnienie: was też to czeka.
Przesłania z cyklu "memento mori" kino lubi łagodzić, dodając komediową nutę - oba filmy są więc bardzo zabawne, zwłaszcza stonowany humor "Schmidta" jest najwyższej próby. Mniej udanym podejściem do komediowego oswojenia śmierci jest natomiast "Choć goni nas czas" z Nicholsonem (czyżby zaczął się specjalizować w rolach tetryków?) i Morganem Freemanem - nazbyt podkolorowana wizja radosnej końcówki życia, by zdążyć zaznać wszelkich uciech ciała i duszy, nim nadejdzie zegarmistrz światła purpurowy (kolejna kiczowata wizja, swoją drogą).
Na szczęście nie wszyscy usiłują nas przekonać, jak wesołe jest życie staruszka. Z filmów mówiących o starości w tonie bardziej serio warto wyróżnić zwłaszcza przejmujący dramat w reżyserii Sary Polley "Daleko od niej" o parze małżonków zmagających się z chorobą Alzheimera (Julie Christie otrzymała za te kreację nominację do Oscara i statuetkę Złotego Globu). Równie znakomity był polski "Pora umierać" z magnetyzującą rolą Danuty Szaflarskiej.
W tej kategorii mieszczą się też podszyte melancholią i łagodnym kwietyzmem "Prosta historia" Davida Lyncha o starszym panu, który pragnąc przed śmiercią pogodzić się z bratem - wyrusza w podróż... kosiarką, oraz "Aż po grób" z rewelacyjną rolą Roberta Duvalla jako stroniącego od ludzi i zżeranego przez poczucie winy starca, który... organizuje własny pogrzeb.
Co ciekawe, bodaj najbardziej udana, wzruszająca i zapadająca w pamięć wizja starości i związanego z nią osamotnienia znalazła się w animowanym "Odlocie". Jego 70-letni bohater postanawia zrealizować dawno porzucone marzenia o egzotycznych podróżach w nieznane, ale największym wyzwaniem okazuje się dlań ożywienie oschłego serca. Bo umierać zaczynamy dużo wcześniej, niż nam się wydaje.
@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.0003.001.jpg@RY2@
Jack Nicholson w filmie "Schmidt"
@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.0003.002.jpg@RY2@
Anthony Hopkins w "Prawdziwej historii"
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu