Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Śmiech przez łzy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Włoski mistrz tragikomedii Nanni Moretti lubi burzyć spokój naszej codziennej egzystencji, jednak jego filmy dodają otuchy zamiast dołować

Tym, co wstrząśnie posadami naszego świata, może być choroba ("Dziennik intymny"), śmierć bliskiej osoby ("Pokój syna", "Cichy chaos"), ale też wydarzenie z pozoru pozytywne, jak próba zrealizowania drapieżnego scenariusza ("Kajman") czy... wybór na papieża ("Habemus papam"). Bohaterowie filmów wyreżyserowanych czy choćby tylko napisanych ("Cichy chaos") przez Morettiego okazują się zazwyczaj zupełnie nieprzygotowani na to, co przyniósł im los, zagubieni i bezradni. Zaś ich próby okiełznania rzeczywistości mają w sobie niemal zawsze komediowy potencjał - nie na darmo już na wczesnym etapie kariery krytycy okrzyknęli Morettiego europejską odpowiedzią na Woodyego Allena. Choć akurat Złotą Palmę w Cannes otrzymał za bodaj najsmutniejszy w swoim dorobku, a jednak wciąż oferujący pewien rodzaj niereligijnego pocieszenia "Pokój syna", w którym bohater, zagrany z wielkim wyczuciem przez samego Morettiego, zmaga się z odejściem ukochanego dziecka.

Jako scenarzysta, reżyser i aktor Nanni Moretti pozostaje osobnym zjawiskiem na tle zarówno włoskiej, jak i europejskiej kinematografii. Jego spojrzenie na pogrążoną w nieustającym kryzysie ludzkość i wiecznie zagubioną jednostkę przynosi widzowi ten rodzaj refleksji, o który szczególnie trudno we współczesnym kinie.

Ostrze satyry w jego filmach bywa ukierunkowane politycznie, jak w "Kajmanie", będącym ostrym manifestem przeciwko obecności we włoskim życiu publicznym takiej osoby jak Silvio Berlusconi - przedstawionego nie tylko jako aferzysta i polityk o autorytarnych zapędach, ale też zwyczajny cham i głupek. Ale Moretti nie unika tematów egzystencjalnych, jak w "Cichym chaosie", którego bohater po nagłej śmierci żony wpada w psychiczny stupor i koczuje na ławce w pobliżu szkoły swojej 10-letniej córeczki. Nie mogąc ruszyć się z miejsca, zmusza cały świat, by ten przyszedł do niego - wśród postaci przewijających się przez ławeczkę jest m.in. Roman Polański w wyśmienitym epizodzie drapieżnego finansisty.

Polański to niejedyny polski akcent w filmach Morettiego. Jerzy Stuhr jest już właściwie stałym członkiem obsady, zaś jego role w "Kajmanie", gdzie wcielił się w polskiego producenta filmowego, oraz "Habemus papam", w którym przypadła mu postać rzecznika Watykanu, to zawsze perełki, zarówno aktorstwa, jak i humoru. Powiedzonka Sturowskiego z "Kajmana" - jak wspominał w wywiadach odtwórca roli - weszły we Włoszech do codziennego języka jako celne szpile wymierzone we włoską mentalność.

Antyestablishmentowe nastawienie i buntowniczy duch zawsze były obecne w twórczości Morettiego, lewicowego działacza i przywódcy protestów przeciwko Berlusconiemu, które miały miejsce w 2002 roku. Może dlatego krytycy wydawali się nieco rozczarowani po canneńskiej premierze jego najnowszego filmu. "Habemus papam - mamy papieża" choć wprowadza nas w zaklęte rewiry Watykanu, wbrew oczekiwaniom niektórych okazał się ciepłą farsą, a nie wściekłym atakiem na instytucję kościelną, której Moretti skądinąd nie jest oddanym fanem. W jego filmie nie ma jednak popularnych zarzutów wobec Kościoła, pokazana została za to jego bardzo ludzka i raczej budząca sympatię twarz: kardynał walczący z tuszą za pomocą ćwiczeń na stacjonarnym rowerku czy papież (Michel Piccoli), którego z depresji będzie leczył psychoanalityk ateista (w tej roli znów Moretti). Scena groteskowego turnieju siatkówki rozegranego między kardynałami to bezdyskusyjnie jedna z najśmieszniejszych w historii kina. Przynajmniej jeśli chodzi o te z udziałem ludzi w sutannach.

@RY1@i02/2011/210/i02.2011.210.196.022a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.