Rywalizacja przed ołtarzem
Komedia romantyczna, która nie obraża inteligencji widza, nie ocieka różowym lukrem i prezentuje prawdziwie kobiecy punkt widzenia? To w pełni wykonalne. Pod warunkiem że do roboty wezmą się odpowiedni ludzie
Grupka, która zebrała się przy okazji "Druhen", to prawdziwa flota zjednoczonych komediowych sił. Producentem jest Judd Apatow, który od kilku lat czyni nasze życie śmieszniejszym dzięki męskocentrycznym i niepoprawnym filmom w rodzaju "40-letniego prawiczka" czy "Wpadki". Reżyserią zajął się Paul Feig, znany telewizyjnym wyjadaczom jako reżyser rozbrajająco zabawnego i łamiącego niejedno tabu serialu "Freaks and Geeks". Jednak 90 proc. sukcesu tej produkcji należy przypisać współautorce scenariusza i odtwórczyni głównej roli Kristen Wiig z obsady kultowego programu "Saturday Night Live".
Wiig to kolejna po Tinie Fey dziewczyna z "SNL", która udowadnia, że kobiece poczucie humoru nie sprowadza się do pozerskich opowieści o seksie w wielkim mieście, zaś romantyzm nie polega wyłącznie na żenujących próbach znalezienia właściwego faceta. Nie stroniąc od żartów grubych i brutalnych - scena mierzenia sukien i nagła erupcja grypy żołądkowej! - opowiada o przyjaźni. Tak jest, ta komedia romantyczna wątek miłosny snuje gdzieś na poboczu, w centrum stawiając zupełnie inne, choć nie mniej silne uczucie kobiecej przyjaźni.
Samotna trzydziestolatka Annie (Wiig) zostaje druhną swojej najlepszej przyjaciółki Lillian (Maya Rudolph, też z "SNL" i ostatnio z filmu Sama Mendesa "Para na życie"). W tradycji amerykańskiego "idealnego wesela" to bardzo odpowiedzialna rola i do obowiązków druhny należy organizacja licznych przedślubnych atrakcji. Jest to zadanie ponad siły Annie, która dokumentnie zdemolowała swoje własne życie zawodowe i osobiste i nie radzi sobie z dorosłością. Sytuacja pogarsza się, gdy na scenę wkracza inna przyjaciółka - Helen (Rose Byrne z "Układów"): nieskazitelna, bogata, świetnie zorganizowana perfekcjonistka. Rywalizacja druhen przybiera coraz bardziej drastyczne formy, dostarczając widzowi okazji do śmiechu. Mnie zaś całkowicie rozbroił John Hamm ("Mad Men") w autoparodystycznej roli kochanka głównej bohaterki. Trzeba zobaczyć!
@RY1@i02/2011/146/i02.2011.146.196.023b.001.jpg@RY2@
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu