Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie z nami te numery

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ryszard Zatorski - spec od nieśmiesznych komedii. Oto przewodnik po jego stylu - polecamy zamiast seansu

Może być romantyczna ("Nigdy w życiu!", "Tylko mnie kochaj", "Dlaczego nie!") albo kryminalna ("Los numeros"), zawsze całkowicie nieśmieszna. Humor w filmach Ryszarda Zatorskiego sprowadza się do naciąganych qui pro quo (Bohaterka "Dlaczego nie!" bierze prezesa agencji reklamowej za prostego ochroniarza, w związku z czym zakochuje się w nim czysto i niewinnie) lub slapsticku (w "Los numeros" Lesław Żurek w przezabawny sposób spotka się z pięścią ochroniarza).

Męscy bohaterowie niby wykonują jakieś zawody ("Tylko mnie kochaj": architekt, "Los numeros": policjant), jednak są w tym tak mdli i nieprzekonujący, że równie dobrze mogliby pobierać od państwa zasiłek dla bezrobotnych. W rolach nijakich mężczyzn Ryszard Zatorski chętnie obsadza mydłkowatych amantów takich jak Maciej Zakościelny czy Lesław Żurek.

Bohaterki - poza Danutą Stenką w "Nigdy w życiu!" - to klasyczne wielkookie cielęta snujące się po ekranie dla ozdoby (śliczna brunetka Anna Cieślak w "Dlaczego nie!" albo śliczna blondynka Justyna Schneider w "Los numeros" - do wyboru, do koloru!).

W filmach Ryszarda Zatorskiego oko widza z założenia powinno zatrzymywać się na ślicznych bohaterach, dlatego tło jest wylizane z jakichkolwiek szczegółów. Dekoracje z Ikei i pocztówkowe kadry Warszawy to wszystko, na co możemy liczyć. Chyba że trafi się jakiś radosny product placement. Niestety "Los numeros" bardzo rozczarowuje pod tym względem: poza włażącym w oczy logo Onetu nie ma nic! Poważna zniżka formy w porównaniu z takim "Dlaczego nie!" albo "Nigdy w życiu!", gdzie co ujęcie, to inny sponsor. Widać kryzys dotyka nawet największych.

Czego brakuje w obrazku, z nawiązką dostaniemy w warstwie dźwiękowej. Utwory muzyczne szczelnie wypełniają przestrzeń między bohaterami oraz puste miejsca na kartkach scenariusza. Kiedy na ekranie nic się nie dzieje (bohater gapi się przez okno, para bohaterów patrzy sobie w oczy), w tle leci jakiś skoczny albo dla odmiany romantyczny kawałek wprowadzający bezbłędnie w odpowiedni nastrój. Właściwie "Los numeros" możemy uznać za nieco przydługi wideoklip towarzyszący dynamicznej ścieżce dźwiękowej.

Inteligentne użycie muzyki pozwala ukryć także mankamenty listy dialogowej. Sposób, w jaki komunikują się ze sobą bohaterowie, sprowadza się do: a. stwierdzania oczywistości ("Idziesz? Tak, idę". Bohater idzie), b. streszczania zawiłych zwrotów akcji (bohaterowie opowiadają sobie: co, kto i dlaczego zrobił). Oczywiście taka strategia dialogów to dziedzictwo telenowelowego scenariopisarstwa, które uwzględnia, że gospodyni domowa nie patrzy cały czas na ekran, tylko np. obiera ziemniaki. W kinie w tym czasie możemy zająć się jedzeniem popcornu i wysyłaniem SMS-ów - nic ważnego w przebiegu akcji na pewno nam nie umknie.

Ryszard Zatorski wziął sobie do serca złotą zasadę hollywoodzkich producentów, że dobry scenariusz da się streścić w jednym zdaniu - "Nidy w życiu!": rozwódka odkrywa życie na nowo, "Tylko mnie kochaj": architekt buduje związek, "Los numeros": policjant wygrywa los na loterii. Niestety najczęściej te zasadniczo dobre pomysły nie są rozwijane w pełnowymiarowe scenariusze, zaś luki, przeskoki i nielogiczności akcji przypominają południowoamerykańskie telenowele albo kinematografię azjatycką ("Los numeros" zdaje się wiele zawdzięczać bollywoodzkim filmom sensacyjnym).

To najnowszy projekt Ryszarda Zatorskiego zapowiadany jako "komedia z dreszczykiem". Z Martą Żmudą-Trzebiatowską i Anną Muchą w obsadzie. W technologii 3D. Doprawdy nie jestem w stanie wyobrazić sobie bardziej adekwatnego tytułu. Strach jest.

@RY1@i02/2011/059/i02.2011.059.196.027a.001.jpg@RY2@

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.