My się Nie skarżymy
Cóż zrobić, jestem
przedstawicielem klasy średniej. Cokolwiek by to
znaczyło. U nas przede wszystkim oznacza to zarobki
powyżej średniej, czasem sporo ponad, a czasem
tylko niewiele. I niespecjalnie przekonują mnie
próby identyfikacji tejże klasy - od
publicystyki pośledniego gatunku sięgającej po
wynalazki w stylu lemingów po tytaniczne wysiłki
socjologów. Zgoda, klasa średnia jest domeną
większych ośrodków miejskich. Ale tu
zaczynają się spore różnice: jej
reprezentanci zajmują całkiem istotne, ale i mniej
poczesne stanowiska, prowadzą własny biznes, ale i
pracują w mniejszych bądź większych
korporacjach, nieobce są im też firmy rodzinne czy
administracja publiczna. Nietrudno się
domyślić, że magmowatość naszej
klasy średniej w dużej mierze jest dziedzictwem
destrukcji struktury społecznej w PRL. Gdyby nie
komunizm, mielibyśmy silną i liczną klasę
średnią, którą można byłoby
zdefiniować znacznie bardziej klarownie.