Winnych jest dwóch
Bitwa rządów z bankami. Brzmi efektownie, na razie trochę na wyrost, ale to właśnie może być najważniejszy wątek rozpoczynającego się właśnie forum w Davos. Paradoksalnie, kilkadziesiąt miesięcy po wybuchu kryzysu rządy kilku państw - w tym USA i Wielkiej Brytanii - przypomniały sobie, że trzeba coś zrobić z winowajcami finansowego tsunami.
Pomysłów jest całkiem sporo: ograniczyć skalę działalności finansowych molochów, być może nawet je dzielić - to tylko pierwsze z brzegu.
Problem tkwi w tym, że każdy argument rządów można zbić odpowiednim kontrargumentem ze strony banków. Ryzykowne operacje? A gdzie był nadzór, zwłaszcza w USA? Rozbuchane pensje i bonusy? Prywatne firmy mogą płacić, ile chcą. Wyciąganie rąk po publiczną pomoc? Jak dają, nie mając lepszego pomysłu - to czemu nie, to rządy bały się bankructw. Zresztą część banków tę pomoc właśnie zwraca. I tak dalej...
W tej sprawie jest nie jeden, lecz dwóch winnych - sektor finansowy i administracja publiczna. Zbyt często o tym się zapomina. Wszak o wiele łatwiej odmalować obraz wynędzniałego podatnika łożącego na utuczonego bankowca. Zwłaszcza gdy rządzący znajdują się w niezbyt ciekawej sytuacji politycznej, tak jak we wspomnianych USA i Wielkiej Brytanii.
@RY1@i02/2010/018/i02.2010.018.000.002b.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu