Brudna wojna
Szansa na to, żeby James Sikes stał
się gwiazdą mediów, była minimalna. A
jednak się udało, Sikes gościł na
wszelkiego rodzaju czołówkach, także
najpoważniejszych tytułów ekonomicznych.
Wystarczyło, żeby - jak zeznawał -
na kalifornijskiej autostradzie porwała go jego toyota
prius. Sikes ponoć nie był w stanie
zatrzymać samochodu, który bez przyczyny
dodawał gazu. W końcu z pomocą policji
udało się wyhamować i tym samym uratować
ledwo żywego ze strachu kierowcę.