Wielki sport w małych miastach, ale nie w aglomeracjach
Szkoda, jak to mawiają dziennikarze sportowi, "bełchatowian". Świetny mecz, zwycięstwo w Lidze Mistrzów było na wyciągnięcie ręki. Jednak siatkarski puchar Europy zdobył w niedzielę Zenit Kazań, a nie PGE Skra Bełchatów. Na pocieszenie można tylko dodać, że naoglądamy się jeszcze w Polsce siatkówki na najwyższym poziomie. W przyszłym roku mistrzostwa Europy współorganizowane przez nas, co ciekawostka, wspólnie z Danią, a za dwa lata - mundial, mistrzostwa świata. Trochę się o nich zapomina wobec przygotowań do Euro 2012. Tymczasem pół Polski będzie miało możliwość śledzenia na żywo gry na najwyższym poziomie.
Jest jednakże jeden warunek: to "pół Polski" nie może mieszkać w Warszawie. Tutaj nie odbędzie się ani jeden mecz. Zaszczytu dostąpiły: Kraków, Bydgoszcz, Łódź, Trójmiasto i tak dalej. Warszawa - nie. Powód jest banalnie prosty: brak odpowiedniej hali.
To niesamowite, że w Warszawie poza jedną piłką nożną nie ma rozgrywek na przyzwoitym poziomie. No, może jeszcze wyjątkiem są siatkarze Politechniki. Ale już koszykówka ledwo zipie, piłki ręcznej właściwie nie ma, hokej nie istnieje, a żużel to zdecydowanie pozawarszawska historia.
Co więcej, można się w tym dopatrzyć pewnej prawidłowości. Poza wspomnianą piłką nożną oprócz Warszawy raczej nie błyszczą także nasze pozostałe wielkie aglomeracje. Wiem, oczywiście są wyjątki, chociażby koszykówka w Trójmieście. Ale w męskiej siatkówce rządzą kluby z Bełchatowa i Jastrzębia, piłce ręcznej - Płocka i Kielc, hokejowe mistrzostwo zdobył parę dni temu klub z Sanoka.
Dlaczego tak się dzieje? Pewnie jak zwykle mamy tutaj do czynienia z kilkoma wymiarami determinacji, które przekładają się na pieniądze, a te, nie czarujmy się, mają olbrzymi wpływ na wyniki sportowe. Czyli, po pierwsze, władze lokalne. Bez ich determinacji wielki sport nie miałby poważniejszych szans na trwałe ulokować się w mniejszych ośrodkach. Po drugie, sponsorzy. Tutaj oczywiście kluby mają zmienne szczęście, ale trzeba przyznać, że wyjątkowo sprawnie wykorzystują albo duże firmy, które prowadzą interesy w ich rejonie, albo skutecznie dogadują się z biznesem działającym w bardziej lokalnym wymiarze. I po trzecie, w mniejszych ośrodkach bardziej sprawnie niż gdzie indziej działa cała czysto sportowa maszyneria. Być może po prostu zawodnikom, trenerom, działaczom bardziej tam się chce. Są centrum życia społecznego. Nie giną w tłumie wielkich aglomeracji.
Duże miasta tego nie mają. Owszem, hale istnieją, ale nie zawsze jest w nich wielki sport. Najbardziej skrajny i kuriozalny jest tutaj przykład Warszawy, gdzie brak jednego i drugiego. Wyobraźmy sobie jednak idealną sytuację, gdy w ciętym na wszelkie możliwe sposoby budżecie stolicy znajdują się w końcu pieniądze na budowę centrum sportowego z prawdziwego zdarzenia. I to centrum powstaje, jest areną siatkarskiego mundialu czy na przykład międzynarodowych spotkań w piłkę ręczną.
Zaraz jednak pojawi się pytanie o codzienne życie takiej areny. Jak nie powtórzyć pewnej nerwowości, która już towarzyszy pytaniu o przyszłość stadionów piłkarskich zbudowanych na Euro 2012. W Warszawie rodzi się jeszcze pytanie, kto mianowicie miałby na co dzień grać w hipotetycznej nowej hali. Przecież klubów prawie nie ma.
W dodatku nie tylko budowa obiektów sportowych pochłania gigantyczne pieniądze, krocie kosztuje także ich utrzymanie. I niestety zbyt często zdarza się w Polsce tak, że samorządy budzą się ze snu o wielkości, gdy dochodzi do płacenia za samo funkcjonowanie hali czy pływalni.
Dlatego pomarzyć o supernowoczesnych halach sportowych w stolicy można, ale tylko wtedy, gdy budowie towarzyszyłby precyzyjny biznesplan. To miejsce musi tętnić życiem - nie tylko sportem, lecz także koncertami czy nawet wiecami politycznymi. Miasto do interesu nie powinno dokładać wcale.
Czy byłyby na to szanse? Dotychczasowe doświadczenie mówi, że im mniejszy obiekt, tym o to łatwiej. Paleta możliwości w Warszawie jest jednak tak duża, że powinno się udać. Jeden mundial już stolicy przepadł, warto wydobyć się ze sportowego zaścianka przed następnym.
Żaden mecz mistrzostw Europy w siatkówce nie będzie rozegrany w Warszawie
@RY1@i02/2012/056/i02.2012.056.00000150d.803.jpg@RY2@
Marcin Piasecki, wydawca "Dziennika Gazety Prawnej"
Marcin Piasecki
wydawca "Dziennika Gazety Prawnej"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu