Koniec fiesty. Hiszpania zaciska pasa
Za wsparcie dla banków Madryt zobowiązał się do cięć i podwyżki podatków
Premier Hiszpanii Mariano Rajoy zapowiedział wczoraj kolejne cięcia budżetowe. Tym razem mają one do 2015 r. zmniejszyć deficyt o 65 mld euro. Szef konserwatywnego rządu nie ukrywa też, że - m.in. wskutek oszczędności - przyszły rok skończy się w okolicach zera, jeśli chodzi o wzrost PKB.
Plany rządu obejmują m.in. podwyższenie VAT z 18 proc. do 21 proc., obniżenie płac w sektorze budżetowym o 7 proc., reformę władz lokalnych (ma przynieść 3,5 mld euro oszczędności), ograniczenie dofinansowywania partii politycznych o 20 proc. i redukcję zasiłków dla nowo rejestrowanych bezrobotnych. Niepopularny będzie zwłaszcza ten ostatni krok. Hiszpania już dziś jest państwem o najwyższej, 25-proc. stopie bezrobocia w UE. W niektórych regionach - jak Andaluzja czy Wyspy Kanaryjskie - bez pracy pozostaje nawet 30 proc. dorosłych. W najbardziej dramatycznej sytuacji są ludzie młodzi. Problem ze znalezieniem pracy ma połowa z nich (w położonej po afrykańskiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej Ceucie nawet 2/3.).
W tej sytuacji trudno się dziwić, że popularność świeżo wybranego premiera gwałtownie spada. Do Madrytu po 20-dniowym marszu dotarła wczoraj grupa 240 górników domagających się wycofania Rajoya z kosztownych społecznie reform, przede wszystkim zapowiedzianej już wcześniej przyszłorocznej redukcji dopłat do branży wydobywczej o 63 proc. - Rząd obiecał nam pieniądze, ale nam ich nie dał, więc zamierzamy o nie walczyć - wyjaśnił dziennikarzowi BBC jeden z protestujących Miguel Gonzalez z prowincji Leon.
Jeśli jednak chodzi o górników, Rajoy może nie mieć wyjścia. Choć rządowi PR-owcy ogłosili sukces, po tym jak Madryt uzyskał od UE do 100 mld euro na ratowanie banków, rzekomo bez żadnych warunków na wzór tych, które Bruksela stawia Grecji, prawda była zupełnie inna. - Nikt nie daje pieniędzy za darmo - mówił wiceszef Komisji Europejskiej Joaquin Almunia. Madryt zobowiązał się nie tylko do zaostrzenia kontroli nad bankami, lecz także do obcięcia deficytu z 6,3 proc. PKB w tym do 3 proc. PKB w przyszłym roku. I choć możliwe, że Komisja znów przymknie oko na drobne nadwyżki (jak czyniła to w przypadku tego roku już dwukrotnie), Rajoy musi udowodnić, że jest zdeterminowany, by ten cel osiągnąć. Zwłaszcza że ostateczne porozumienie o bailoucie ma zostać dopiero podpisane - dokładnie w przyszły piątek.
Także dlatego wczorajsze wystąpienie przed Kortezami lidera centroprawicy brzmiało dramatyczne. - Wiem, że to nie są przyjemne rozwiązania, ale są konieczne. Zmieniły się okoliczności, do których muszę się dostosować. Wzrost gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy nie są dziś możliwe. Warunki są doprawdy ponure. Oczekujemy drugiej najgłębszej recesji w naszej historii - mówił Rajoy. Ludzi może to jednak nie przekonać. - Dla banków rząd ma mnóstwo pieniędzy. Dlaczego nie ma ich dla nas? - pyta Miguel Gonzalez.
@RY1@i02/2012/134/i02.2012.134.00000080a.802.jpg@RY2@
EPA/PAP
Do Madrytu dotarł wczoraj marsz górników, którzy domagają się zablokowania cięć wydatków
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu