Kupowanie certyfikatów nieetyczne, ale umyka kontroli
Tajemnicą poliszynela jest, że wiele certyfikatów, którymi chwalą się gminy, nie ma żadnej wartości. Jednak nawet regionalne izby obrachunkowe przyznają, że nie sposób udowodnić włodarzom niecelowości takich wydatków
Ostatnio w mediach głośno było o skandalu związanym z kupowaniem certyfikatów przez wyższe uczelnie w fundacjach powiązanych z Akademią Humanitas z Sosnowca. Proceder opisała w upublicznionym na początku września br. raporcie Fundacja Science Watch Polska, a w ślad za nią media. Z raportu wynikało, że osoby powiązane ze śląską uczelnią stworzyły system sprzedaży certyfikatów na zasadzie: „płacisz – masz”. W ciągu kilku lat 84 wyższe uczelnie kupiły łącznie 695 certyfikatów, na co wydały blisko dwa miliony złotych. Dokładna lektura raportu pokazuje jednak, że certyfikaty nabywały również samorządy. Opłacając faktury wystawione przez Agencję PRC Przemysława Ruty z Sosnowca, otrzymywały certyfikat „Samorządowy Lider Edukacji” przyznawany przez Fundację Rozwoju Edukacji i Szkolnictwa Wyższego z Sosnowca – wynika z raportu Fundacji Science Watch Polska. Na taki krok zdecydowały się 42 z 50 przepytanych przez fundację samorządów. Wydały na ten cel ponad 1 mln zł, a najbardziej aktywny na tym polu był Lublin, który nabył 13 certyfikatów za 91 tys. zł.
Jak słyszymy w Fundacji Science Watch Polska, certyfikat „Samorządowy Lider Edukacji” można było otrzymać odpłatnie, a procedura jego przyznawania polegała przede wszystkim na przesłaniu przez gminę zgłoszenia oraz wypełnionej ankiety certyfikacyjnej. – Mógł go otrzymać każdy samorząd niezależnie od tego, czy parametry, którymi się wykazywał, były wysokiej czy niskiej jakości. Nie zdarzały się odmowy jego wydania – mówi dr Joanna Gruba, prezes Fundacji Science Watch Polska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.