Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ile się należy pełnomocnikowi z urzędu

26 czerwca 2018

Sąd Okręgowy w Warszawie, wydział cywilny. Z sali wychodzi młody radca w todze, purpurowy na twarzy, i kobieta w średnim wieku, wyraźnie zdenerwowana. Siadają na ławce tuż przy drzwiach. - Jak pani mogła - odezwał się podniesionym głosem prawnik. Kobieta, hamując złość, odpowiedziała spokojnie, choć z nutą pretensji: Panie mecenasie, powiedziałam prawdę. Pana podejście jest dla mnie szkodliwe. W pana piśmie nie ma kluczowych informacji, a dziś pan się spóźnił i nie zdążyłam... - Nie przedstawiłem, ponieważ ich nie mam. - Ależ ja wysłałam e-mailem... - Myśli pani, że mam czas czytać e-maile? Mam ważniejsze sprawy na głowie - odparł jeszcze bardziej wzburzony młody człowiek. - Domyślam się, ale zrobiłam to, co poradziła mi pana asystentka. Dzwoniłam do pana, pan nie odbierał... - Co pani sobie wyobraża, mam pełno ważnych spotkań - przerwał. - Nagrałam się, w końcu zadzwoniłam do sekretarki, wysyłałam e-maile, a dziś... - Nie mamy o czym rozmawiać, ta sprawa mnie już nie interesuje - machnął ręką. - Mam wrażenie, że od początku pana nie interesowała.

Przyzwyczajony do prawników starej daty, o zupełnie innych manierach, poczułem się nieswojo i odszedłem. Z dochodzących pomruków mogłem tylko wnioskować, że nieprzyjemna wymiana zdań trwała. Rozmowa przypomniała mi też proces przed sądem gospodarczym, którym byłem żywo zainteresowany. Spółka walczyła w nim o 5 mln zł i - co ważniejsze - o to, kto ma rację w kwestii fundamentalnej dla całej, dziś bardzo podupadłej, branży. Adwokat nie zabrał na rozprawę przygotowanego pakietu dokumentów, w tym umów o pracę. Ponieważ nie miał umów, których wcześniej sąd sobie zażyczył, nie mógł udowodnić praw do utworów stworzonych przez pracowników spółki, a sędzia bez wahania oddalił powództwo. Spółka o wyroku dowiedziała się z internetu. Prawnik odezwał się do niej dopiero po wielu telefonach i e-mailach. Do powiedzenia miał tylko tyle, że... w tej sytuacji uczciwie odradza apelację.

Jedną z ciekawszych spraw, którymi będzie się musiał wkrótce zająć NSA w poszerzonym składzie (siedmiu sędziów), jest wynagradzanie pełnomocników (ustanawianych z urzędu) w postępowaniu administracyjnym, np. podatkowym. Zasady wynagradzania określają przepisy. W sprawie, która stała się podstawą wniosku o podjęcie uchwały, było jasne, że zgodnie z przepisami pełnomocnikowi (doradcy podatkowemu) należy się prawie 7,2 tys. zł, bo wartość przedmiotu sporu sięga przeszło 400 tys. zł. Jasne też było jednak, że pełnomocnik nie reprezentował strony dobrze. A właściwie - nie reprezentował jej wcale, nie licząc kilku nieporadnych zdaniem sędziów zdań skargi. Sąd I instancji uznał, że w tej sytuacji wypłata całej kwoty byłaby niewłaściwa i za wspomnianych kilka zdań należy się... 3,6 tys. zł - co można uznać za kwotę godziwą. NSA nie ma jednak pewności, czy można wypłacić mniej (albo wcale) niż 7,2 tys. zł. Dotychczas sądy w podobnych sprawach postępowały rozmaicie.

Można rzec, że podatnik sam był sobie winien, bo zdał się na pomoc eksperta wybranego z urzędu. Zgódźmy się jednak, że ostatecznie nie powinno to mieć żadnego znaczenia - z urzędu czy z wyboru. A wynagrodzenia - czy wypłacane na podstawie cywilnych porozumień, czy przepisów (nawet jeśli przewidują one minimalne stawki) - powinny być adekwatne do ilości i jakości pracy.

Nie mniej ciekawa niż sama uchwała NSA będzie inna sprawa - czy zyska ona bardziej uniwersalny wymiar? I czy inne sądy - karne, cywilne - będą również skłonne chętniej miarkować honoraria tym, którzy nawet na urzędowe minimum nie zasłużyli?

@RY1@i02/2013/043/i02.2013.043.18300020b.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki

Krzysztof Jedlak

kierownik działu podatki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.