Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Podatki

Nowa umowa podatkowa między Polską a USA: mieć politykę podatkową czy jej nie mieć

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Polska i USA negocjują nową umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Obecnie obowiązująca liczy sobie 36 lat i zdaniem USA nie chroni należycie ich interesów fiskalnych. Stąd potrzeba zmian.

partner w spółce doradztwa podatkowego Taxways

@RY1@i02/2010/094/i02.2010.094.086.002b.001.jpg@RY2@

Marek Bytof, partner w spółce doradztwa podatkowego Taxways

Osobliwe są te negocjacje. Amerykańska strategia zakłada brak sprzeciwu drugiej strony. To znaczy - albo druga strona przyjmie przedłożone propozycje, albo umowy nie będzie wcale, a istniejąca zostanie wypowiedziana. Ma być tak, nie inaczej, bo takie są standardy IRS (amerykańska administracja podatkowa). Powiadają, że skondensowana stanowczość, czyli arogancja, jest tym, czym Amerykanie zrażają do siebie świat. Być może. Jednak nie nam mieszać się w wewnętrzne sprawy bądź co bądź suwerennej Ameryki. Wszelako Polska może, chociaż nie musi, być ofiarą decyzji tam zapadłych. Posłużmy się przykładem Brazylii. Jak powszechnie wiadomo, między Brazylią a USA nie ma umowy, która reguluje kwestie unikania podwójnego opodatkowania, albowiem negocjacje zakończyły się fiaskiem. Brazylia odmówiła zgody na klauzulę LOB, co jest skrótem od angielskiego limitation of benefits. Brak miejsca uniemożliwia bliższe omówienie tej instytucji międzynarodowego prawa podatkowego. Dlatego odsyłam do bogatych zasobów internetu. Poza tym Brazylia odmówiła zgody na rezygnację z podatków u źródła pobieranych od dochodów pasywnych (od dywidend, odsetek i należności licencyjnych). Efekt jest taki, że umowy nie ma, amerykańscy inwestorzy są wściekli, a dynamika amerykańskich inwestycji w Brazylii nie odbiega specjalnie od normy. Według klasyków myśli ekonomicznej gospodarka nie znosi próżni. Jeżeli można zarobić choćby trochę, zawsze pojawi się ktoś, kto będzie chciał zarobić. Wyraźnie teoria sprawdza się w praktyce. W świetle tej konstatacji należałoby urwać nieco z budżetu reprezentacyjnego i zamówić fachowe badania o tym, czy teoria sprawdzi się też w praktyce polskiej.

Z drugiej strony polscy negocjatorzy mogliby się zgodzić w całości i bez zastrzeżeń na postawione im warunki. Nie byłoby w tym nic z kapitulacji, gdyby decyzja wpisywała się w pewną spójną międzynarodową politykę podatkową polskiego rządu. Polityka powinna uwzględnić, że na skutek splotu różnych okoliczności współcześnie kapitał nie zna granic. Zatem utrzymywanie podatków u źródła nie ma sensu. Polityka podatkowa powinna uwzględnić i to, że powoli mijają czasy naiwnego planowania podatkowego na podstawie spółek tworzonych dla pozoru. Korzyść podatkową uzyska ten tylko, kto w kraju oferującym korzystne warunki opodatkowania ulokuje realną działalność swojego przedsiębiorstwa. Wobec tego polityka podatkowa powinna być polityką przyjaznego państwa, oferującego w miarę niskie podatki i proste procedury. W przypadku kraju, jakim jest Polska, przyjazne środowisko podatkowe może zastąpić argument niskich wynagrodzeń. Przy czym o ile niskie wynagrodzenia stanowiły motyw lokowania w Polsce montowni, nie wiadomo z jakiego powodu zwanych fabrykami, o tyle system podatkowy może powodować przyciągnięcie inwestycji w zakresie badań naukowych, know-how, dystrybucji i wszelkiego rodzaju usług. Potrzebnej polityki na razie nie ma. W oczekiwaniu na nią Polska nadal będzie lokowana przy końcu pierwszej setki krajów przyjaznych podatkowo. Polacy nadal będą sprowadzać amerykańskie samochody nie przez port w Gdyni, tylko w Hamburgu. A już wkrótce będą mogli oglądać, jak na Słowacji powstaje terminal do przeładunku towarów transportowanych koleją z Azji przez Rosję do Europy. Z ominięciem Polski rzecz jasna.

(EM)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.