Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Gospodarz Anioł wraca do łask. Czy gminy i wspólnoty zdecydują, komu możesz wynająć mieszkanie?

sąsiad hałas mieszkanie złość
Najem krótkoterminowy w Polsce: regulacje, kontrowersje i ryzyko ograniczenia prawa własnościShutterstock
dzisiaj, 16:33

Milowymi krokami zbliżają się regulacje najmu krótkoterminowego, czyli podejście pod uregulowanie rynku usług noclegowych. Okopani po obu stronach barykady zwolennicy i przeciwnicy regulacji oddają salwy argumentów – od absurdalnych po zdroworozsądkowe. Na początek przyjrzyjmy się przyczynom i skutkom, potem zmierzmy się z faktami.

Dlaczego Polacy wybierają najem krótkoterminowy?

Powody, dla których rodziny – szczególnie te wielodzietne – jadąc na wakacje, wybierają apartamenty, a nie hotele, są prozaiczne. Z jednej strony chodzi o finanse, z drugiej zaś o de facto brak hoteli poza najwyższą półką cenową, które oferowałyby kilkuosobowym rodzinom pokój (a nie pokoje) i zapewniały całej grupie możliwość wspólnego funkcjonowania na wczasach. O zapleczu kuchennym nie wspominając. Dotyczy to nie tylko kurortów, ale również atrakcyjnych turystycznie miast. Zgodnie z prawami ekonomii, popyt lubi spotkać się z podażą, więc nikogo nie powinien dziwić rozwój najmu krótkoterminowego, a w konsekwencji też jego atrakcyjność inwestycyjna.

Myśląc o skutkach szybkiego rozwoju tego segmentu usług, na ogół nasuwają się dwa skojarzenia – szara strefa podatkowa i awantury w wynajmowanych lokalach. Zapewne takie podejście uruchomiło najpierw Komisję Europejską, a później ustawodawców na poziomie państw członkowskich UE.

Mity o skali najmu krótkoterminowego w polskich miastach

Pora na fakty. Trudno dyskutować z koniecznością uregulowania najmu krótkoterminowego od strony administracyjnej i podatkowej. Jeśli ktoś chce w swoim lokalu prowadzić taką działalność, powinien się zarejestrować, płacić stosowne daniny i – co najważniejsze – zapewnić wszystkim sprawny kontakt ze sobą w przypadku zdarzeń niespodziewanych (nie chodzi tylko o zakłócanie ciszy nocnej). Tego typu rozwiązania znajdują się w rządowym projekcie ustawy i jako takie nie budzą zastrzeżeń. Zupełnie inaczej jest z projektowanymi – w alternatywnym do rządowego projekcie poselskim – uprawnieniami dla gmin oraz wspólnot mieszkaniowych pozwalającymi im ograniczać taką działalność lub wręcz ingerować w prawo własności.

Wróćmy do faktów: ponad 60 proc. polskich rodzin korzysta wakacyjnie z najmu krótkoterminowego. Zdaniem twórców najdalej idących projektów tę ogromną grupę należy obciążyć odpowiedzialnością za zdarzające się burdy w wynajmowanych lokalach. Absurd. Popatrzmy na statystyki w przypadku Warszawy – na 1,1 mln lokali mieszkalnych, ok. 2 proc. pojawia się w najmie krótkoterminowym, mówimy więc o ok. 22 tys. mieszkań. Proponuję zestawić te dane ze statystykami policyjnymi. Szybko się okaże, że większym problemem niż krótkoterminowi lokatorzy są notorycznie uciążliwi sąsiedzi, których normy społeczne nie interesują. Nie chodzi tylko o awantury, ale też różnego rodzaju „walory” estetyczne czy zapachowe. W końcu „wolnoć Tomku w swoim domku”. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wie, o czym piszę.

Granice ingerencji w prawo własności

Pomysł oddawania władzy nad najmem krótkoterminowym w ręce gmin czy wspólnot mieszkaniowych trąci klasycznym PRL. Kto pamięta narzucane odgórnie schematy M1, M2 czy M5 (nie chodzi o linie metra) albo słynnego gospodarza Anioła z nieśmiertelnego serialu „Alternatywy 4” Stanisława Barei, ten nie będzie się śmiał z pomysłów, by wspólnoty ingerowały w kwestie naszego prawa własności. Od pojawiających się w poselskim projekcie pomysłów już tylko krok do sytuacji, gdzie potencjalna zgoda wspólnot czy urzędników gminnych na wynajem krótkoterminowy przerodzi się w decydowanie o tym, komu możemy sprzedać mieszkanie. Albo komu możemy (i czy w ogóle) je wynająć na dłuższy czas. Pójdźmy dalej w ten absurd. Czy ja, jako właścicielka zamieszkiwanego przez siebie lokalu, mogę upiec kurczaka w weekend, bo wegetarianom ten zapach może nie przypaść do gustu?

Pominąwszy długotrwałość różnych procedur, nie można zignorować faktu, że w obrębie wspólnot mieszkaniowych rozgrywane są też liczne interesy i interesiki oraz sąsiedzkie animozje. Zakładanie więc obiektywizmu i dobrej woli wspólnoty to klasyczne mrzonki. Żadną ustawą nie da się zakazać cynicznego robienia sąsiadom na złość.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.