NATO jest ważne, ale Polska musi szukać też mniejszych sojuszy
Świat przestaje wierzyć, że „wszyscy razem” da się cokolwiek załatwić. Wielkie organizacje coraz częściej stoją w miejscu, a realne decyzje zapadają w mniejszych gronach. Polska też zaczyna grać w tę grę. Pytanie: czy dobrze wybiera partnerów w polityce zagranicznej?
Dlaczego multilateralizm przestaje działać
Po II wojnie światowej współpraca multilateralna miała być sposobem na utrzymanie pokoju i odpowiedzią na globalne wyzwania – od walki z ubóstwem po ochronę środowiska. Założenie było logiczne: skoro przy jednym stole zasiadają wszyscy, to instytucje globalne powinny skuteczniej rozwiązywać problemy niż państwa działające w pojedynkę lub w wąskich koalicjach. Rzeczywistość zweryfikowała jednak ten optymizm. Samo „wspólne zasiadanie” nie wystarcza – konieczne jest wspólne działanie, a o nie już znacznie trudniej. Widać to w przypadku Rady Bezpieczeństwa ONZ, teoretycznie odpowiedzialnej za utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Mechanizm weta sprawia, że gdy np. jeden ze stałych członków jest stroną konfliktu albo agresorem (jak Rosja), system ulega paraliżowi.
Mimo wszystkich niedoskonałości ONZ pozostaje jedynym forum o naprawdę uniwersalnym charakterze, gdzie przedstawiciele państw – także tych wrogo nastawionych – mogą prowadzić dialog. To fundament dyplomacji. Również agendy humanitarne ONZ wykonują pracę, której często nie jest w stanie podjąć żaden inny podmiot. Czynią to, dodajmy, w warunkach chronicznego niedofinansowania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.