Rada Pokoju Trumpa – haracz za złudzenie wpływu
Zaproszenie do Rady Pokoju organizowanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa nie jest poważną propozycją. Żadne państwo traktujące na serio swoje bezpieczeństwo i pozycję międzynarodową nie powinno ubiegać się o członkostwo w tym ciele.
Premier Donald Tusk miał rację, kwestionując zasady i kształt Rady Pokoju. Rada jest bowiem niczym więcej niż kolejną polityczną łapówką dla prezydenta USA, który od lat już naruszał normy prawa międzynarodowego i sojusze, a politykę postrzega czysto transakcyjnie. Wpłaty w wysokości miliarda dolarów są po prostu haraczem płaconym przywódcy, który przy pierwszej okazji zdradzi swoich sojuszników (a więc i kraje należące do Rady) – tak jak zdradzał partnerów biznesowych, politycznych sprzymierzeńców i inne państwa.
Rada Pokoju Trumpa: cele, zasady i kontrowersje wokół członkostwa
Polska polityka zagraniczna niewiele może na członkostwie zyskać. Cele Rady są niejasne. Nie ma spójnej wizji ani przejrzystego zestawu zamierzeń. Rada powstała po głosowaniu w ONZ w listopadzie 2025 r., w nadziei na zaangażowanie Trumpa w proces pokojowy w Gazie. Tymczasem w obecnym statucie Rady nie ma o Gazie ani słowa. Oświadczenia Rady są mgliste, pełne błędów ortograficznych i skupiają się głównie na projektach deweloperskich Trumpa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.