Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nie zabraknie pracy dla sądów, trybunałów i doradców

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W podatkowym świecie rok 2009 upłynął pod znakiem walki, a właściwie wojny, ze szkodliwą konkurencją rajów podatkowych. Policzono bowiem, że w rajach podatkowych obywatele państw rozwiniętych schowali pieniądze tak gigantyczne, że opodatkowanie kilku, może kilkunastu procent wystarczy na odwrócenie skutków kryzysu finansowego.

@RY1@i02/2010/006/i02.2010.006.086.002b.101.jpg@RY2@

Marek Bytof, partner w spółce doradztwa podatkowego Taxways

partner w spółce doradztwa podatkowego Taxways

No właśnie, schowali. Czyli uchylając się od podatkowania, a więc świadomie i z premedytacją, naruszając obowiązujące przepisy, nie zapłacili, komu się należy, publicznoprawnego, przymusowego, nieodpłatnego oraz bezzwrotnego świadczenia, jakim w istocie jest podatek. Do wojny przeciw rajom podatkowym przystąpiła koalicja państw i organizacji w następującym składzie podstawowym: OECD, Unia Europejska, grupa najbogatszych państw G-20, USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja. Śladowo natomiast zaznaczył się udział Polski, z różnych zresztą, na ogół bardzo ważnych, względów. Formalnych, organizacyjnych, gospodarczych i takich tam. Skutkiem akcji dyplomatów, urzędników oraz gdzie niegdzie służb specjalnych doprowadzono do obalenia dwóch podstawowych filarów procederu uchylania się od opodatkowania. Mianowicie bezwzględnej tajemnicy bankowej oraz bezwzględnej tajemnicy korporacyjnej. I słusznie. W krajach demokratycznych prawo, również podatkowe, powinno być przestrzegane, a państwo powinno posiadać instrumenty służące przymuszeniu obywatela, jeśli ów prawa nie przestrzega.

Dotarłem właśnie do tego fragmentu całości, w którym trzeba spojrzeć na drugą stronę medalu i napisać, że uchylanie się od opodatkowania to nie to samo, co planowanie podatkowe. Planowanie podatkowe jest legalne. Planuje ten, kto przestrzega prawa, porusza się w granicach precyzyjnie wyznaczonych ustawowym wzorcem normatywnego zachowania. Wtedy państwo powinno szanować to, na co samo wydało przyzwolenie. To oczywiste, że tak powinno być. Zatem na poparcie tego nie przytaczam kilku znanych sentencji rzymskich. W praktyce jest trochę inaczej.

Państwa tworzą sobie różne teorie na usprawiedliwienie braku poszanowania własnego prawa. Na przykład jest teoria substance over form. To jedna z tych teorii, której nikt nigdy należycie nie zdefiniował. Wedle zaleceń typowej definicji, ustalając skutki podatkowe danej czynności, bierzemy pod uwagę jej treść, a nie formę. Niewiele wynika z tego definiowania nieznanego przez nieznane. Poza oczywiście bardzo szerokim zakresem luzu decyzyjnego, mocą którego uprawniony organ może wydać decyzję każdej treści, tej czy innej. A jeśli nawet dana teoria nie pasuje do treści, to zawsze można sięgnąć po inną teorię, np. po teorię business purpose, tj. teorię celu gospodarczego, dającej jeszcze szerszy zakres luzu decyzyjnego. Ale jeśli przyjąć prawo i demokrację za standard danego państwa, to trzeba stwierdzić, że w teorii takiej lub owakiej w rzeczywistości nie chodzi ani o formę, ani o treść, ani o definicję i brak definicji, ani o business i o purpose. Chodzi - przerywam parafrazę i zaczynam cytat z klasyka - aby zobaczyć całą jaskrawość; wszystko razem wzięte i podane na tacy. Mówiąc prosto, chodzi o żmudne ustalenie stanu faktycznego, dokonanie subsumcji i tak dalej. Cały ten proces stosowania prawa. A ponieważ aparaty fiskalne poszczególnych państw zwykle chadzają na skróty, jeden jest wniosek: w najbliższej dekadzie pełne ręce roboty będą miały sądy, trybunały - w tym te najważniejsze - no i my, doradcy podatkowi ze wszystkich stron świata.

(EM)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.