Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Najechani przez własny rząd. Jak administracja Donalda Trumpa poluje na imigrantów

Federal Agents Descend On Minneapolis For Immigration Enforcement Operations
Funkcjonariusze zatrzymują kobietę po wyciągnięciu jej z samochodu. Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 13 stycznia 2026 r.Stephen Maturen
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Operacja przeciw imigrantom w Minnesocie wielu kojarzy się z okupacją. Mieszkańcy zawiązują patrole obywatelskie, a Donald Trump grozi użyciem wojska przeciw „rebeliantom”.

Bataliony federalnych agentów paradujących po ulicach z ostentacyjnie uniesionymi karabinami automatycznymi, dziesiątki nieoznakowanych pojazdów obstawiających skrzyżowania i arterie, helikoptery godzinami krążące nad dzielnicami mieszkalnymi. Mieszkańcy Minnesoty, znanego z ostrych zim i progresywnej tradycji stanu na północy USA, porównują dziś swoją codzienność do życia pod wojskową okupacją. „To jest tyrania. Inaczej się nie da tego nazwać” – oświadczył miejscowy prokurator generalny Keith Ellison. „Nigdy nie sądziłem, że tak może wyglądać Ameryka” – dodał. Redakcja „Star Tribune”, największego dziennika w Minnesocie, określiła obecność służb federalnych „oblężeniem”, zwracając uwagę, że brutalna strategia obrana przez administrację Donalda Trumpa nie tylko powoduje paraliż, lecz także podważa zaufanie do państwa i naraża niewinnych ludzi na poważne niebezpieczeństwo. Słów nie waży również Jacob Frey, mer największego miasta stanu Minneapolis. „Nigdy, przenigdy nie pomyślałbym, że zostaniemy najechani przez nasz własny rząd federalny” – stwierdził w rozmowie z CNN. I podkreślił, że najazd jest „niesprawiedliwy i całkowicie niekonstytucyjny”.

Na początku stycznia administracja wysłała 2 tys. ciężko uzbrojonych agentów do niespełna 6-milionowej Minnesoty w celu masowej deportacji cudzoziemców, którzy nadużyli amerykańskiej gościnności. Skalę tej kampanii dobitnie pokazuje jedna statystyka: w 430-tysięcznym Minneapolis na co dzień służbę pełni ok. 600 policjantów. Aby wypełnić odgórnie narzucone normy dziennych aresztowań, funkcjonariusze ICE (Immigration and Customs Enforcement) i Straży Granicznej (Border Patrol) dostali zielone światło dla stosowania agresywnych taktyk, które krytycy porównują do metod działania organizacji paramilitarnych. Media społecznościowe zapełniły się nagraniami pokazującymi, jak zamaskowani mężczyźni w kamizelkach taktycznych przeczesują supermarkety i McDonaldy. Jak zatrzymują przypadkowe samochody, wyszarpując z nich pasażerów, którzy stawiają opór, albo jak zgarniają przechodniów o ciemniejszym kolorze skóry czy obco brzmiącym akcencie. Tak jak przy wcześniejszych akcjach w Los Angeles czy Chicago prezydent i jego doradcy odmalowywali operację w Minneapolis jako krucjatę przeciwko „najgorszym z najgorszych”, cudzoziemcom kryminalistom, którzy rzekomo znaleźli schronienie w USA dzięki liberalnej polityce imigracyjnej Joego Bidena.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.