Wróbel: Polska to śmietnik w sprawiedliwości
To tu, to tam sąd czy prokuratura dają przykład profesjonalizmu i bezstronności. I zaraz potem zjawiają się służby w Krajowej Radzie Sądownictwa, premier Tusk ogłasza, kto jest winny, a kto nie, minister sprawiedliwości zgadza się na ręczne sterowanie składami sędziowskimi, a sędziowie nawzajem unieważniają swoje wyroki z przyczyn środowiskowych walk podjazdowych.
Sąd rejonowy uznał orzeczenie o rozwodzie za niebyłe, bo zdecydował o nim sędzia z grupy „neo”... Wymiar sprawiedliwości powinien kojarzyć się ze słowem „ład”, a kojarzy z określeniem „śmietnik”.
Praworządność wyspowa
Profesor Tadeusz Łepkowski przekonywał swego czasu, że XIX-wieczny kapitalizm, zwłaszcza na ziemiach polskich rosyjskiego zaboru, miał charakter wyspowy. Najprościej mówiąc, chodziło o rzeczywistość, w której bodźcem do podjęcia inwestycji była nadzieja na eksport. Niby kołem zamachowym produkcji jest popyt krajowy, wynikający ze wzrostu zamożności i aspiracji dużej części ludności – tzw. rynek wewnętrzny. Jednak u nas tym bodźcem stał się rozwój rynku rosyjskiego. I mamy kapitalizm wyspowy – wybrane gałęzie przemysłu rozwijały się dynamicznie, a mianowicie te, które w ogromnym imperium znalazły nabywców. O wiele wolniej zaś maszerowali ci, którzy byli nastawieni na nabywców krajowych. Rynek wewnętrzny, którego uczestnicy nie kupują ton materiałów bawełnianych, lecz kilkanaście koszul do sprzedania w rodzinnym sklepiku, będzie przez ten kapitalizm zaniedbywany.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.