Infrastruktura podatkowa do poprawki
Polskie podatki nie należą do nadmiernie wysokich, a nasz system podatkowy nie jest przesadnie skomplikowany - takie, mówiąc w uproszczeniu, stwierdzenia padają w rozmowie, którą publikujemy na sąsiedniej stronie. Łatwo sobie wyobrazić, że wywołają - pytanie, czy nie nazbyt pochopną - irytację wielu czytelników: i tych skorych do narzekań, i tych doświadczonych przez los (czytaj - przez administrację podatkową). Oczywiście, istotna jest perspektywa. Sam pamiętam czasy, gdy nie obowiązywał u nas ani VAT, ani PIT (nie mówiąc o paskudnym podatku Belki) i nie było obowiązku rozliczania się poprzez składanie rocznych deklaracji. Z tej perspektywy podatki (obojętnie, jak się wtedy nazywały) może były i niższe, a system dużo prostszy - jeśli w ogóle o systemie mogła być mowa. Czy jednak było nam z tym lepiej? Z drugiej strony warto też mieć na uwadze, że całkiem niedawno jeszcze stawki podatku dochodowego były wyższe niż obecnie (zarówno CIT, jak i PIT) i trzeba też było płacić daninę od spadków i darowizn otrzymywanych od członków najbliższej rodziny. Czyli jest i taka perspektywa, z której widać, że obciążenia fiskalne nie tylko nie są przesadnie wysokie, ale czasem nawet spadają. Nie dotyczy to VAT, z tym że w tym przypadku liczy się tło. A jest ono takie, że płacąc teraz o punkt procentowy więcej, płacimy de facto rachunek za permanentnie zły stan finansów publicznych, który zawsze urasta do rangi palącego problemu w czasach spowolnienia czy kryzysu gospodarczego i który jest naszym wspólnym społecznym "osiągnięciem" (ilu z nas popiera polityków, którzy w finansach publicznych chcieliby zaprowadzić radykalne porządki?).
Zostawmy na boku żonglerkę stawkami, które są niezwykle ważnym, ale tylko jednym z elementów całej układanki (innym, który przecież w tym kontekście wypadałoby analizować, są np. rozmaite ulgi i ich zakres, jako że wpływają na efektywne opodatkowanie). Druga teza, którą wielu czytelników będzie pewnie przyjmować z oburzeniem, dotyczy stopnia złożoności naszego systemu. Wierzę jednak, że pełna zgoda zapanuje co do tego, że jest to system, który ma "potencjał do upraszczania". O ile też może jego kluczową wadą nie jest przesadna złożoność, z którą podatnicy, zwłaszcza przedsiębiorcy, nie dawaliby sobie rady, o tyle prawdziwym problemem jest jego niedopracowanie. Pełno w nim niedoróbek. Instytucje i regulacje, które się na system składają, są zbyt często niejasne i nieprecyzyjne, czasami wewnętrznie sprzeczne bądź nielogiczne. Wadliwie (a nawet bezmyślnie) kopiują unijne rozwiązania. Zostawiają też nadmierną swobodę interpretacji urzędnikom, a ci czynią z niej zły użytek. Lista jest długa i to ona sprawia, że szeroko rozumiane biurokratyczne i fiskalne ciężary, spadające na barki np. przedsiębiorców, są większe niż mogłyby być, a poziom skomplikowania całej podatkowej "infrastruktury" wydaje się nadmierny. Jest w tym i optymistyczna nuta: gdy wiadomo, co szwankuje, to tym samym wiadomo, co należy poprawić. Publikowaliśmy niedawno rozmowę poświęconą 30-leciu istnienia administracji skarbowej w naszym kraju, z której wynika, że i w tej dziedzinie można zrobić wiele, aby było lepiej. A wtedy, kto wie - może łatwiej będzie nam wszystkim przyjąć, że podatki to nie jest tak wielki problem, jakim go wszyscy widzą.
@RY1@i02/2013/082/i02.2013.082.18300020a.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki
Krzysztof Jedlak
kierownik działu podatki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu