Utoniemy pośród kar
Tuż przed wakacjami Sejm zakończył prace nad kolejnymi projektami ustaw, które przynoszą zmiany istotne dla przedsiębiorców. Ustawa o prawach konsumenta, nowelizacja ustawy o cenach, ustawa antykartelowa. Większość jest firmowana jako akty deregulacyjne, ułatwiające prowadzenie biznesu, poprawiające warunki funkcjonowania przedsiębiorstw, wprowadzające zdrową konkurencję.
Ciekawe jest jednak to, że łączy je jedno: we wszystkich znacząco rosną kary. I to w niektórych przypadkach horrendalnie. Nie chcę tu jednak podejmować kwestii sankcji w ustawie antykartelowej, gdzie kara dla menedżera może sięgać 2 mln zł. Choć jest dyskusyjne, że tak wysoką karę może nałożyć urzędnik, prezes UOKiK, bez sądu.
Bardziej niepokoi mnie kwestia rosnących sankcji za stosunkowo drobne przewinienia w stosunku do małych i średnich przedsiębiorców. W ustawie o cenach kary wzrosną ponaddwudziestokrotnie. Za brak informacji o cenie, za nieprawidłowe jej uwidocznienie urzędnik będzie mógł nałożyć na sklepikarza 20 tys. zł, a nawet 40 tys. zł kary. Dla małego sklepiku w małej miejscowości taka sankcja będzie oznaczała konieczność zamknięcia. Za brak etykietki to chyba jednak zbyt poważne restrykcje. A do tego niewspółmiernie wysokie w stosunku do sankcji nakładanych na konsumentów. Przykładowo kradzież towarów o wartości 420 zł nie jest przestępstwem, a jedynie wykroczeniem zagrożonym mandatem w wysokości 500 zł. Nietrudno sobie wyobrazić taką sytuację, że przyłapany na kradzieży klient następnego dnia złośliwie przewiesi wywieszki cenowe i z satysfakcją będzie obserwował, jak wezwany przez niego urzędnik nakłada na sklepikarza karę w wysokości 40 tys. zł.
Taka sytuacja, kiedy to o wysokości kar, mogących zaważyć na losie przedsiębiorców, decyduje urzędnik - staje się niebezpieczna.
Dalsze podnoszenie wysokości kar może doprowadzić do upadłości niektórych firm. Budżet państwa zyska jednorazowo pewną kwotę. Ale jednocześnie państwo straci przedsiębiorcze jednostki, które w długim okresie pomnażają majątek narodowy, przez całe lata dają pracę sobie i innym. Jednostki, które co miesiąc uiszczają podatki, płacą je też, kupując towar w sklepach, i sprawiają, że urzędniczy biznes jeszcze jakoś się kręci. Na pożyczaniu pieniędzy, by wypłacać zasiłki dla bezrobotnych, i zadłużaniu siebie i kolejnych pokoleń daleko nie zajedziemy.
Pozwólmy przedsiębiorcom robić biznes, a nie stawiajmy wszędzie urzędników, którzy według własnego widzimisię będą nakładać na wszystkich niewspółmiernie wysokie kary, byle tylko budżet doraźnie mógł załatać dziurę.
Czy może nie za bardzo brniemy w ślepą uliczkę z nazwą Rzeczpospolita urzędnicza, a coraz bardziej oddalamy się od głównej ulicy z nazwą Polska przedsiębiorcza?
@RY1@i02/2014/130/i02.2014.130.215000100.802.jpg@RY2@
Joanna Pieńczykowska redaktor prowadząca
Joanna Pieńczykowska
redaktor prowadząca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu