Woś obserwuje: czy więcej mieszkań oznacza, że będą tańsze?
Powinno być tak: jak mieszkania są drogie i przez to niedostępne dla sporej części z nas, to zadaniem władzy powinno być zbudowanie tylu mieszkań, ile się tylko da. Bo jak będzie ich dużo, to staną się tańsze. Prawda? Cóż, właśnie tego nie wiadomo. A przynajmniej ekonomiści nie są w tym temacie zgodni.
W ostatnich latach pojawiła się masa badań, które składają się na nurt znany jako sceptycyzm podażowy. Jest więc stara – wywodząca się jeszcze z lat 70. XX w. – teza Sweeneya, głosząca, że nawet jeśli na rynku mieszkaniowym buduje się domy tanie, średnio drogie i luksusowe, to wraz z upływem lat nawet te najdroższe się starzeją, tracąc swój pierwotny wyjątkowy charakter – i wówczas mogą trafić do uboższych nabywców/najemców.
Mieszkania nie tanieją
Na to jednak ekonomiści tacy jak Santos (2024 r.), Dewilde (2018 r.) czy Rodríguez-Pose oraz Storper (2022 r.) pokazali, że w praktyce to się nie dzieje. Mówiąc krótko: nie wystarczy, że będzie powstawać więcej mieszkań, bo te lepsze zawsze będą poza zasięgiem ogromnej większości ludzi. Zaś ich właściciele (inwestorzy) prędzej zdejmą je z rynku, niż dopuszczą, by trafiły do biedniejszych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.