Król oka, salonowiec ulicy
Lekkość, dowcip i inteligencja jego plakatów zadziwiły świat. Retrospektywa Henryka Tomaszewskiego w Toruniu
Henryk Tomaszewski nie był zakładnikiem swojej legendy. Podziwiany w kraju i za granicą guru polskiego plakatu bardzo długo wzbraniał się przed wystawieniem sobie pomnika w formie retrospektywy. Skapitulował dopiero przed osiemdziesiątką. Dziś jego spuścizna rozsiana jest po najważniejszych galeriach globu od Nowego Jorku po japońską Toyamę. Część dorobku została w Polsce. To właśnie z poznańskiego Muzeum Narodowego prace Tomaszewskiego przywędrowały do toruńskiej Wozowni.
95 plakatów, 19 druków okładek książek i czasopism oraz około 60 rysunków - Wozownia przypomina najważniejsze prace nestora polskiego plakatu. Zdjęcia artysty wykonane przez wybitnych fotografików oraz film dokumentalny w reżyserii jego ucznia Daniela Szczechury dają pojęcie o magnetycznej osobowości artysty.
Pogrążony w myślach, z nieodłącznym papierosem, zdaje się nie zauważać skierowanego na siebie obiektywu. Krzaczaste brwi, zmarszczone czoło, po twarzy nie przemyka cień uśmiechu. Taki obraz artysty przechował się na fotografiach. "Tomaszewski z urody jest bardzo podobny do tego, co sobie myśli i jaki jest w środku. W mig rozpoznaje, co człowiek jest wart, ale sądzę, że większość tej wiedzy zachowuje dla siebie. To jest diabeł nieco anielski" - wspominała twórcę Agnieszka Osiecka. Skłonność do żartu połączona z głębokim namysłem intelektualnym przyniosła uznanie artyście i jego sztuce. Wielbiciele nazywali go królem Henrykiem I.
Niezwykły talent Tomaszewskiego objawił się już podczas studiów malarskich w warszawskiej ASP. Artysta zgłosił zwycięski projekt wnętrza pawilonu polskiego przemysłu na wystawie światowej w Nowym Jorku i fryzu-płaskorzeźby na fasadzie Dworca Głównego w Warszawie. I chociaż później wykorzystywał zdolności dekoratorskie przy projektowaniu wnętrz i scenografii, to niedoścignionym wzorem okazał się w dziedzinie plakatu, a zarazem najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem słynnej na cały świat polskiej szkoły plakatu.
Rozpoznawalny styl Tomaszewskiego zaczął kiełkować pod koniec lat 40. Polski plakat brodził wówczas w wodach przaśnego socrealizmu. Ton nadawała PRL-owska propaganda nawołująca do odbudowy ojczyzny w duchu sowieckim. Tomaszewski uciekał od dosłowności tej estetyki. Poszedł drogą skrótu plastycznego i starannej kompozycji sprowadzonej do elementów o ściśle określonym przeznaczeniu. Żadnych ozdobników i nieuzasadnionych treścią fanaberii. Tę tendencję odzwierciedlają prezentowane w Wozowni plakaty filmowe z tego okresu: "Baryłeczka", "Symfonia pastoralna" czy "Obywatel Kane". A także późniejsze rozliczne afisze spektakli, wystaw i innych wydarzeń kulturalnych, polskich i zagranicznych. Poetyka kropki i kreski, jak określiła ją Osiecka, będzie przez artystę konsekwentnie rozwijana przez kolejne pięćdziesięciolecie.
Lekkość, dowcip, swoboda, inteligencja - te cechy charakteryzowały nie tylko prace Tomaszewskiego, lecz także jego samego. Kiedy w latach 70. wybrał się do Ameryki na odsłonę wystawy swoich prac, komentując je, zamiast słów (nie znał angielskiego) używał gestów i mimiki. Publiczność była zachwycona nietypową prezentacją.
Uwielbienie budził też jako wykładowca warszawskiej ASP. Stosował niekonwencjonalne metody dydaktyczne - odgrywał różne scenki, urządzał happeningi, sypał anegdotami. Swoim studentom narzucił styl myślenia odległy, zdawałoby się, od potrzeb sztuki użytkowej. Operowanie metaforą, przekuwanie abstrakcyjnych pojęć na znak graficzny, dążenie do wkomponowywania odautorskiego przekazu. Jak mówił: "Wszystko idzie od oka. Ono musi być wykształcone, niepodległe - abstrakcyjne". Pod jego wymagającym okiem wyrosło pokolenie cenionych plastyków. Dość wspomnieć Lecha Majewskiego, Jana i Piotra Młodożeńców, Janusza Stannego czy Macieja Urbańca.
"Salonem plakatu jest ulica" - stwierdził kiedyś artysta. Współczesne arterie miejskie przedstawiają daleki od wyrafinowania widok. Zdominowany przez dosadne w formie i treści przekazy reklamowe krzyczące z billboardów, przystanków autobusowych, elewacji budynków, przesłaniające widok z okien odbiegają od niekonwencjonalnych propozycji naszych najlepszych plakacistów. Wystawa w toruńskiej Wozowni przypomina, że głęboko humanistyczna sztuka się nie dewaluuje i po wielu latach ciągle ma niezwykłą moc przyciągania uwagi widza.
@RY1@i02/2011/074/i02.2011.074.196.0041.001.jpg@RY2@
Anna Sidoruk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu