Czy Trybunał Konstytucyjny jest jeszcze potrzebny?
Trybunał Konstytucyjny ma pilnować, by żadna władza nie przekraczała granic wyznaczonych przez konstytucję, a w imieniu obywateli oceniać, czy rządzący przestrzegają zapisanych w niej zasad. To najważniejszy strażnik naszych praw i wolności obywatelskich. Założenia są wzniosłe, tyle że jeśli popatrzymy na rzeczywistość AD 2026, możemy poczuć potężny dysonans między zapisem a tym, co widzimy.
Karol Nawrocki, nie odbierając ślubowania od czterech sędziów wybranych przez Sejm, nie wpuszcza ich do TK, zapewniając w tej instytucji prawicową większość. Chociaż uzasadnienie jest mało przekonujące, wygrywa polityka siły, bo na prezydencie niczego wymusić nie można. Wcześniej rząd Donalda Tuska zastosował ponaddwuletnią blokadę tej instytucji, m.in. nie publikując wyroków TK w dziennikach urzędowych, o które kilka dni temu upomniał się prezes trybunału Bogdan Święczkowski. W tle trwają bezproduktywne próby legislacyjnego odbicia TK, a zaangażowani w spór w wolnych chwilach donoszą na siebie do prokuratury.
Spór o sędziów i blokowanie wyroków TK
Gdzie w tym wszystkim dobro obywatela, na straży którego miała stać ta instytucja? Chyba już dawno o tym zapomniano, jakby ta kwestia miała drugorzędny charakter. Tymczasem bałagan i wzajemne negowanie doprowadziły do sytuacji absolutnie niedopuszczalnej: mamy ponad 60 wyroków TK, których status jest zawieszony w próżni, bo nie zostały opublikowane. Niektóre z nich, np. te dotyczące ulg podatkowych, mają bezpośrednie i istotne znaczenie dla obywateli oraz ich bezpieczeństwa finansowego.
Trybunalska schizofrenia polega na tym, że jedni sędziowie sądów powszechnych mimo blokady uznają wyroki, a inni nie, tłumacząc to właśnie formalnym brakiem publikacji. W rezultacie to od szczęścia oraz od tego, do którego sędziego się trafi, może zależeć, czy wygra się, czy przegra daną sprawę.
Czy tak powinno być w normalnym państwie? Odpowiedź wydaje się zbędna. Tymczasem tak jest i będzie, i to w większej skali, gdy konflikt wokół TK będzie narastał. A to wydaje się dziś nieuniknione.
Dlaczego system wyboru sędziów TK zawiódł
Największą słabością TK okazała się jego konstrukcja. Być może ścieżka wyboru sędziów wiodąca przez Sejm była dobra w czasach PRL-owskiej jednomyślności, ale w epoce, gdy scena polityczna jest przesiąknięta druzgocącym konfliktem, a podział dotyczy właściwie wszystkiego – od kryptowalut po inspekcję pracy i każdą instytucję w państwie – taka ścieżka wyboru jest po prostu wybuchowa dla systemu.
W 2015 r. przekroczono granice niepisanego konsensusu, które nakreślono wokół TK. Od tego czasu było już tylko gorzej, a system, który miał chronić stabilność i niezależność tej instytucji, rozsypał się.
Dziś trybunał jest materią komentarzy rozemocjonowanych dziennikarskich i politycznych głów, które będą się pochylać nad kolejnym ruchem politycznym nieprzynoszącym nawet pozornego rozwiązania. Takie gonienie króliczka trwa już ponad dekadę i jeszcze potrwa, bo weszliśmy w destrukcyjną spiralę, z której wyjść nie sposób.
Ale może kiedyś, gdy wymieni się pokolenie, a system polityczny przestanie przypominać walkę na śmierć i życie dwóch wrogich plemion, warto będzie konstrukcji TK przyjrzeć się jeszcze raz – naprawiając ją albo likwidując trybunał i przekazując jego uprawnienia np. Sądowi Najwyższemu. Ktoś spyta przerażony: Jak to? Czy obywatele mogą żyć bez Trybunału Konstytucyjnego? Ostatnie lata pokazują, że możemy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu