Jego miejscem jest zamek
Włoch Fabio Cavallucci jest pierwszym obcokrajowcem- szefem centrum sztuki w Polsce
Nie ma nabożnego stosunku do sztuki. Podczas sesji zdjęciowej żwawo przemyka pomiędzy eksponatami, fotografując się na ich tle z wyrazem udawanej powagi.
22 września ubiegłego roku został dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Będzie pierwszym obcokrajowcem na tym stanowisku. Jego nominacja spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. "To bardzo ciekawy i zaskakujący wybór. Przede wszystkim pierwszy międzynarodowy kurator, który wygrał konkurs na prowadzenie polskiej instytucji. Wydaje mi się, że to ważny precedens oraz szansa na to, że coraz bardziej będziemy się otwierać na międzynarodowy styl pracy" - mówiła Joanna Mytkowska, dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Sam Cavallucci wypowiadał się skromnie: "Nie sądzę, abym miał wiele do nauczania w samym Zamku Ujazdowskim, który dotychczas był kierowany w znakomity sposób, ani też w Polsce, która staje się prawdziwym wzorem dla Europy. To ja jestem tu po to, aby się uczyć".
Doświadczenia jednak Cavallucciemu nie brakuje. Był organizatorem biennale Manifesta 7 w Trentino Alto Adige, dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Biennale Rzeźby w Carrarze w 2010 roku, przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora Galerii Miejskiej w Trydencie. "Śmiała i dynamiczna przestrzeń działań artystycznych, której nowoczesny program może rywalizować z mekkami sztuki współczesnej" - chwalił rządzoną przez Cavallucciego galerię Art Sites przewodnik po muzeach północnych Włoch.
Za jego wyborem na stanowisko dyrektora CSW nie przemawiało jednak wyłącznie doświadczenie. Cavallucci dość dobrze poznał także polskie środowisko sztuki. W 2009 roku był jurorem konkursu dla młodych twórców "Spojrzenia", organizowanego przez Zachętę. Od kilkunastu lat odwiedzał Polskę i zapraszał naszych artystów do wystawiania i realizowania swoich projektów w galerii w Trydencie.
Do Polski po raz pierwszy przyjechał dziesięć lat temu na zaproszenie Instytutu Adama Mickiewicza. Tak bardzo spodobała mu się nasza sztuka, że zaczął zapraszać polskich artystów do Włoch. Wśród nich Katarzynę Kozyrę, z którą związał się prywatnie.
O CSW zaczął myśleć już wcześniej. "Dwa czy trzy lata temu spotkałem Wojciecha Krukowskiego, ówczesnego dyrektora CSW. Powiedział mi o swoich planach przejścia na emeryturę" - wspomina Cavallucci. "Pomyślałem wtedy, że Zamek to jest moje miejsce. Zawsze postrzegałem sztukę jako obszar spotykania się sztuk wizualnych, teatru, muzyki. A to jest właśnie misja Zamku. Hanna Wróblewska, obecna dyrektor Zachęty, powiedziała mi wtedy: "Zapomnij, obcokrajowiec nigdy nie będzie pełnił tej funkcji". No i zapomniałem, a później przyszło wezwanie na rozmowę kwalifikacyjną".
Dzięki zagranicznym kontaktom Cavallucciego w CSW pojawią się postaci z artystycznego topu. 4 lutego Maurizio Cattelan pokaże swoje pismo "Toilet Paper", a trzy dni później Christian Boltanski zaprosi polską publiczność do udziału w projekcie "Archiwum Serc", podczas którego będą nagrywane, a następnie kolekcjonowane rytmy serc gości CSW. Jednak Cavallucci nie widzi w tym wyłącznie swojej zasługi. Kuratorzy pracowali nad ściągnięciem artystów do Polski, zanim w Zamku pojawił się nowy dyrektor. Jemu udało się urzeczywistnić ich plany, m.in. dzięki przyjaźni z Cattelanem. "Zapraszamy znanego artystę nie tylko po to, żeby zrobić mu normalną wystawę, ale by móc przeprowadzić badanie, również w dziedzinie telewizji". Centrum jako placówka badawcza, a nie wyłącznie przestrzeń wystawiennicza - tak widzi misję tej instytucji.
Cavallucci kontynuuje pomysły poprzedniego dyrektora Centrum, Wojciecha Krukowskiego, który w 1990 roku podczas swej pierwszej konferencji prasowej określił wizję CSW jako interdyscyplinarnego ośrodka, wzorowanego na paryskim Beaubourgu czy londyńskim Institute of Contemporary Arts. "Wierzę, że różne dziedziny sztuki powinny ze sobą współpracować. Może dzięki temu za dziesięć, dwadzieścia czy dwieście lat powstanie nowa forma sztuki".
Cavallucci planuje zaprezentować kolekcję Zamku poza jego murami. Interesują go także działania w przestrzeni miejskiej, projekty społeczne. "Warszawa jest rozpoznawalna, ale wciąż za mało. Powinna stać się nowym Berlinem, przyciągać turystów, ludzi zainteresowanych kulturą i sztuką".
"Fabio Cavallucci nie przeprowadza rewolucji. Zmiany zaczyna od poznania ludzi, instytucji, lokalnego kontekstu" - mówi Stach Szabłowski, jeden z kuratorów związanych z CSW. Podkreśla jednocześnie wspólnotę wizji dyrektora i zespołu kuratorów. Ale z Zamku dobiegają też głosy niezadowolenia. Osoba z załogi Cavallucciego uważa, że taka strategia to rodzaj dryfu. "To wszystko są ogólniki. Nie zapadają żadne decyzje programowe. A bez tego trudno będzie zdobyć pomoc finansową".
Cavallucci nie ukrywa trudnej sytuacji finansowej Zamku. Ale polskiej biurokracji i mrozów się nie boi. "A wie pani, co się dzieje we włoskich urzędach?" - pyta retorycznie. Pracownikom Zamku Ujazdowskiego na razie odpowiada jedynie "dzień dobry". Resztę komunikuje po angielsku. Ale cały czas się uczy.
@RY1@i02/2011/024/i02.2011.024.196.0043.001.jpg@RY2@
Anna Sidoruk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu