Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Antyperspirant

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Obawiam się, że zaraziliśmy się od Amerykanów zamiłowaniem do rzeczy "naj". Nic się nie sprzeda, jeżeli na opakowaniu nie napisano, że jest najdłuższe, najszersze, najbardziej odjazdowe, najładniejsze, a przede wszystkim - największe. W ten sposób staliśmy się niewolnikami soków w kartonach tak dużych, że nie wymyślono jeszcze lodówek, w których by się mieściły. Mania rozmiaru wdarła się nawet do naszych łóżek - codziennie otrzymuję mejlowo propozycje powiększenia penisa. Wyliczyłem, że gdybym od pół roku korzystał z każdej z nich, to dziś, stojąc pod warszawskim Pałacem Kultury, sikałbym w parku w centrum Bydgoszczy.

Jednak branżą, która do perfekcji opanowała tworzenie produktów "naj", jest branża kosmetyczna. Jeśli wierzyć reklamom, produkcją szczoteczek do zębów zajmują się dzisiaj ci sami ludzie, którzy zaprojektowali prom Discovery, a same pasty do zębów są tak skuteczne, że jedna tubka jest w stanie wybielić cały szkielet tyranozaura w muzeum historii naturalnej. Ale rekord absurdu pobił producent pewnego dezodorantu. Ma on chronić kobiece pachy (i Bóg wie co jeszcze) przed potem i jego zapachem przez bite 72 godziny. Na miłość boską! Kto z was chciałby spotykać się z kobietą, która przez trzy dni się nie myje, tylko spryskuje bryzą w aerozolu? Teoretycznie takie cudo może się przydać np. jakiejś globtroterce przedzierającej się przez amazońską dżunglę. Tyle że jeżeli kobieta wycina maczetą krzaki i nosi na szyi rzemyk z zębem kajmana, to raczej nie tylko nie używa dezodorantów, ale wręcz uwielbia zapach potu - bo odstrasza dzikie zwierzęta.

Teoria "naj" obowiązuje także w świecie samochodów. Koncerny ścigają się ze sobą w każdej możliwej dziedzinie - wyglądu, bezpieczeństwa, osiągów, wykonania. Ta mordercza rywalizacja doprowadziła do skrócenia czasu życia poszczególnych modeli. Mercedes W124 produkowany był nieprzerwanie przez 14 lat - do 1997 r. Pierwsza generacja SUV-a tej marki, czyli modelu ML, przeżyła na rynku dziewięć lat i zakończyła żywot w 2005 r. Jej następcy udało się dociągnąć do siódmego roku życia (i dobrze, bo się wiecznie psuł), a najnowszej klasie M, obecnej na rynku od końca zeszłego roku, pewnie nie dane będzie dożyć piątych urodzin.

Auto produkowane jest w Stanach Zjednoczonych, co łatwo rozpoznacie po jego rozmiarach. Samochód ma wielkie wnętrze. Tak wielkie, że środkowy podłokietnik po wyposażeniu w pas bezpieczeństwa spokojnie mógłby pełnić funkcję szóstego fotela. Bagażnik ma 690 litrów pojemności, więc nie zdziwcie się, jeśli kiedyś zgubicie w nim walizkę. Co jednak ciekawe, manewrowanie tym kolosem wcale nie jest trudne - widoczność jest doskonała, a auto sprawia wrażenie bardzo zwartego.

To, że samochód przypłynął zza Wielkiej Wody, zdradza niestety także jakość wykonania. Na pierwszy rzut oka wszystko jest wspaniale - hektary skóry, wstawki z aluminium, dobry montaż, miękkie plastiki. Ale w testowanym egzemplarzu spokoju nie dawał "świerszcz" ukryty gdzieś w okolicach lewego słupka, a ramka wokół nawigacji była wykonana tak tandetnie, że daję sobie głowę uciąć, że pewnego dnia po prostu odpadnie.

W tym miejscu muszę otwarcie przyznać, że nie przepadam za SUV-ami. Ale jeżeli macie dużą rodzinę, problemy z pokonywaniem krawężników i często łupie was w krzyżu, klasa M przypadnie wam do gustu. Gwarantuje fenomenalny wręcz komfort jazdy - nawet jeżeli nie zauważycie progu zwalniającego, to przelatując przez niego z autostradową prędkością, poczujecie jedynie niewielkie bujnięcie. Inną rzeczą, która zasługuje na uznanie, jest duet silnik - skrzynia biegów. Motorek o pojemności zaledwie 2,1 litra wzmocniono dwiema turbosprężarkami, dzięki czemu generuje przyzwoite 204 konie i aż 500 Nm momentu obrotowego. W połączeniu z siedmiobiegową, wyjątkowo dobrą skrzynią 7G-Tronic, zapewnia autu przyspieszenie do setki w 9 sekund i realne zużycie paliwa na poziomie 8 - 9 litrów. Fantastyczne wyniki jak na ważącego ponad dwie tony kolosa!

Przy okazji chciałbym obalić mit, że SUV-y nie nadają się do jazdy poza asfaltem. Otóż klasa M doskonale sobie radzi w lekkim terenie (choć w takich warunkach rośnie prawdopodobieństwo, że odpadnie tandetna ramka nawigacji). Poza tym jest samochodem absolutnie bezstresowym - siedząc za jego kierownicą, zyskujecie wewnętrzne przekonanie, że na drodze nie ma rzeczy nie do pokonania. Nie musicie więc sięgać po specjalny dezodorant. Wystarczy zwykłe mydło i woda.

@RY1@i02/2012/155/i02.2012.155.18600080a.801.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/155/i02.2012.155.18600080a.802.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.