Nierząd i skarb (państwa)
Opodatkowanie prostytucji frapuje Europę już ponad 2 tys. lat. Przy czym ilekroć jakieś państwo zaczyna się zmagać z tym wyzwaniem, samo z czasem zamienia się w coś na kształt wielkiego burdelu
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000001000.804.jpg@RY2@
Wedle rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE z maja 2013 r. wszystkie kraje Unii muszą doliczyć w statystykach do swojego PKB szarą strefę. Czyli m.in. przemyt, handel narkotykami oraz prostytucję. Dzięki tej księgowej sztuczce stan gospodarek państw UE na papierze ulegnie poprawie, zaś stosunek długu publicznego do produktu krajowego brutto w sposób miły dla oka się obniży. Ten z pozoru błahy trik może jednak mieć daleko idące konsekwencje. Skoro pracownicy urzędów statystycznych zaczną tropić prostytutki, by oszacować generowany w wyniku świadczonych przez nie usług dochód, oczywiste wydaje się, że następne powinny wkroczyć do akcji urzędy skarbowe, które ściągną od nich podatki. Zwłaszcza że w kluczowym kraju UE nierządnice wspierają budżet państwa już od lat. Co więcej, 31 lipca 2013 r. niemiecki Bundesfinanzhof (federalny trybunał finansowy) orzekł, że "komercyjny nierząd" jest działalnością gospodarczą jak każda inna, w wyniku czego prowadzące go panie i panowie poza podatkiem dochodowym muszą również uiszczać państwu daniny obowiązujące przedsiębiorstwa handlowe. Zanim polskie Ministerstwo Finansów wpadnie na podobny pomysł, by łatać w ten sposób dziurę budżetową, warto rozważyć długoterminowe konsekwencje takiej decyzji. Bo choć prostytucja jest stara jak nasza cywilizacja, a pomysły jej opodatkowania są niewiele młodsze, to rzadko jednak należały do udanych.
Rzymskie wzorce
W "Żywotach cezarów" dziejopis Swetoniusz odnotował, że przymuszony trudnościami budżetowymi cesarz Kaligula nakazał egzekwować: "od dochodów prostytutek tyle, ile każda zarobiła jednorazowym stosunkiem". Czyli około denara za dzień pracy. Przy czym wedle Swetoniusza: "Dodano nowelę do artykułu tej ustawy, że podlegają opodatkowaniu ze strony państwa zyski nierządnic, stręczycieli oraz objęte są tym podatkiem osoby zamężne winne nierządu".
Słynący z rozrzutności Kaligula podatek ów mógł wprowadzić dość łatwo, ponieważ w Wiecznym Mieście nakaz ścisłego nadzoru aparatu państwa nad prostytucją obowiązywał już dużo wcześniej. Uchwalił go senat jeszcze w czasach republiki, wykonanie powierzył zaś odpowiedzialnym za porządek i bezpieczeństwo publiczne edylom. Jako że uprawianie nierządu uznawano za rzecz hańbiącą, urzędnik ów miał obowiązek wezwać do siebie podejrzaną o to kobietę i przeprowadzić z nią dydaktyczną rozmowę. Kiedy z jakichś przyczyn (biedy, nacisków stręczyciela itp.) obstawała ona przy postanowieniu pozostania prostytutką, edyl zakładał jej teczkę osobową, notując wiek, miejsce urodzenia, pochodzenie i inne dane. Następnie nadawał pseudonim, jakim wolno było posługiwać się tej osobie podczas pracy, i pouczał co do miejsc, gdzie może legalnie czekać na klientów - zwykle na rogu wyznaczonych ulic. Obowiązywały też ściśle określone elementy stroju odróżniające prostytutki od cnotliwych Rzymianek, czyli: blond peruki, czepki i czerwone sandały. Nierządnice, uchylające się od zarejestrowania, karano wygnaniem z miasta.
Urzędowe przyzwolenie dla prostytucji z czasem zaowocowało bujnym rozkwitem tej profesji. Stopniowe liberalizowanie się obyczajów przynosiło wzrost liczby kobiet trudniących się nią oraz stręczycieli ciągnących dochód z usług seksualnych. Łacińskie słowo "prostituo", oznaczające pierwotnie wystawienie czegoś na sprzedaż, poważnie zawęziło swoje znaczenie. Gdy upadała republika, rzeczą normalną były już domy publiczne w miastach, zwane lupanarami, podobnie jak odpłatne usługi seksualne świadczone przez takie grupy zawodowe, jak: kelnerki w tawernach czy aktorki.
Ten upadek tradycyjnej moralności początkowo szokował. Twórca cesarstwa Oktawian August postanowił dać mu odpór za pomocą państwowej polityki prorodzinnej, promując posiadanie dzieci oraz wierność małżeńską. W serii rozporządzeń prawnych znalazł się edykt z roku 17 p.n.e Lex Iulia Adulteriis Coercendis, w którym zdrada popełniona przez mężatkę i cudzołóstwo przez pannę zagrożone było zsyłką na śródziemnomorską wyspę lub śmiercią. Ustawodawca jednak znalazł się w kłopocie, ponieważ surowo egzekwując przepisy, musiałby eksmitować dziesiątki tysięcy prostytutek. Szybko więc zapisano wyjątek dla zarejestrowanych przez edylów nierządnic i stręczycieli. Ostatecznie jedynym trwałym efektem polityki prorodzinnej Oktawiana Augusta było rejestrowanie się w spisach prostytutek zamężnych Rzymianek, które obawiając się przyłapania na zdradzie, takim sposobem unikały kary. Tym samym świadczenie usług seksualnych przestało być zajęciem wstydliwym.
Ciągnące dochody z nierządu państwo dbało, aby biznes kwitł. Prosperity gałęzi gospodarki, którą dziś nazwalibyśmy przemysłem erotycznym, trwała w Rzymie przez około półtora stulecia. W tym czasie imperium stopniowo zastygało w rozwoju, zaś system polityczny ulegał powolnej degeneracji. Przyczyn pogłębiającego się kryzysu i coraz częstszych wojen domowych zaczęto szukać w upadku moralności. W II w. n.e. nadal ściągano podatek od nierządu, ale wpływy z niego wydawano jedynie na cele publiczne, by tak oczyścić brudny pieniądz. Daninę ostatecznie zaprzestano pobierać dopiero w IV w. n.e. za panowania Teodozjusza Wielkiego, gdy w imperium dominującą religią było już chrześcijaństwo.
Pieniądze nie grzeszą
Zjawisko prostytucji dla wyznawców Chrystusa stanowiło spory kłopot. W końcu Jezus nie potępił Marii Magdaleny, a jedynie zalecił jej zerwanie z grzeszną przeszłością. Dobry chrześcijanin powinien więc takiej osobie przede wszystkim pomóc. Papież Innocenty III w 1198 r. zalecił nawet bogatym mieszczanom, żeby brali za żony nierządnice i tym sposobem ocalali je przed wiecznym potępieniem. Mimo takich wytycznych politycy często ulegali pokusie podreperowania swoich dochodów dzięki grzesznym białogłowom.
Rządzący Sycylią i południem Italii późniejszy cesarz Fryderyk II Hohenstauf, aby zebrać w 1227 r. środki na krucjatę, wprowadził opłaty ściągane od prostytutek licznie pojawiających się na wszelkich uroczystościach i turniejach rycerskich. Pół wieku później Rudolf Habsburg ustanowił w Wiedniu cotygodniową daninę płaconą przez kobiety lekkich obyczajów, nakazując im jednocześnie opuszczanie miasta w niedzielę i podczas Wielkiego Postu, by nie gorszyły wówczas cnotliwych obywateli.
Jednak takie działania podejmowano doraźnie i zaprzestawano wraz ze śmiercią pomysłodawców.
Czerpanie dochodów z grzechu uznawano za rzecz wstydliwą. Dlatego starano się je przeznaczać na budowę klasztorów lub wspieranie szczytnych celów. Długo wyjątek od tej reguły stanowili władcy Francji. Jeszcze pod koniec XII w. Filip II August nakazał prostytutkom pracować w specjalnie wyznaczonych domach, nadzorowanych przez królewskich urzędników, którzy w imieniu monarchy ściągali od nich opłaty za opiekę. System ten istniał przez trzy stulecia i musiał przynosić spore dochody, skoro został zlikwidowany dopiero pod naciskiem zwolenników kontrreformacji za rządów Ludwika XII. W tym czasie Europa doświadczała przemian obyczajowych, przypominających nieco te dawne rzymskie. Kiedy w 1406 r. krakowscy rajcy poprosili cieszącego się opinią znakomitego eksperta od spraw społecznych dominikanina Jana Falkenberga o radę, czy zlikwidować domy publiczne, ten udzielił im dość znaczącej odpowiedzi. Wprawdzie nierząd uznał za śmiertelny grzech przeciw szóstemu przykazaniu, ale jednocześnie określił mianem mniejszego zła. Zdaniem zakonnika w mieście bez prostytutek cnotliwe panny byłyby narażone ze strony mężczyzn nie tylko na zaczepki, lecz także gwałty. Wzrosłaby liczba przypadków sodomii oraz szerzyłyby się przemoc i chaos. Uczony dominikanin zalecał więc, by kobietom lekkich obyczajów dać święty spokój.
Takie poglądy przedstawiały się w owym czasie dość konserwatywnie. Gdy w 1414 r. na Sobór Powszechny w Konstancji zjechali: cesarz Zygmunt Luksemburski, dwóch urzędujących równocześnie i śmiertelnie skłóconych papieży - Jan XIII i Benedykt XIII, a także 33 kardynałów, 47 arcybiskupów, 145 biskupów, setki posłów, książąt etc., w ślad za nimi przybyła również chmara prostytutek. Kronikarz soborowy Ulrich von Richental zanotował dokładnie 711 imion owych pań. A dane te były raczej niepełne, skoro cesarz Zygmunt w liście do władz miasta Konstancja gorąco dziękował za zapewnienie gościom usług 1500 nierządnic. Przez cztery lata pracy dorabiały się one prawdziwych fortun, kasując wedle kronikarza nawet do 800 złotych dukatów za jedną noc. Nie uszło to uwadze rządzących i na koniec odebrali oni część przehulanej gotówki, opodatkowując swoje faworyty. Potem w ramach przepraszania Boga za grzechy z odzyskanych sum ufundowano w Rzymie parę klasztorów oraz mostów.
Zdecydowanie mniej skrupułów miewał sześćdziesiąt lat później papież Sykstus IV. Pragnął on podporządkować Państwu Kościelnemu całą Italię i dla zaspokojenia swoich ambicji gotów był dosłownie na wszystko. Kiedy proceder sprzedaży odpustów i stanowisk biskupich przestal gwarantować wystarczające zyski, podporządkował sobie rzymskie domy publiczne i przejął ich dochody. Kolejni papieże również nie gardzili sumami, jakie przynosił im udział w stręczycielstwie.
Kompletna demoralizacja papiestwa szybko przyniosła nową rewolucję moralną. Wielcy reformatorzy religijni, jak Marcin Luter czy Jan Kalwin, surowo potępiali nierząd i seks pozamałżeński, upatrując w nich jednej z przyczyn degeneracji Kościoła. Tam, gdzie reformacja zdobywała władzę, zamykano domy publiczne, a prostytutki wypędzano. Zagrożony kompletną utratą wpływów Kościół katolicki potrafił się zmobilizować i przedstawić program kontrreformacji. Podczas jego tworzenia na Soborze Trydenckim jednym z podstawowych elementów uczyniono walkę z nierządem. Od tego momentu obie strony religijnego sporu gorliwie starały się udowodnić, jak obrzydliwe jest dla nich cudzołóstwo. Dla kobiet lekkich obyczajów oznaczało to najbardziej koszmarne stulecie w dziejach Europy. Zwłaszcza że jednocześnie oskarżano je o szerzenie chorób wenerycznych dziesiątkujących ludność Starego Kontynentu. Nikt już nie myślał o podatkach, za to lubowano się w wymierzaniu kar cielesnych. Do najłagodniejszych należało batożenie nierządnic pod pręgierzem lub golenie głów. Prostytutkom obcinano też uszy, topiono je, trwale okaleczano. Mimo to powszechna moralność w Europie jakoś nie zapanowała.
Francuskie porządki
Po epoce wojen religijnych kwestia przejmowania przez państwo roli sutenera czerpiącego dochody z nierządu bardzo długo pozostawała tematem tabu. Działo się tak, mimo że prostytutki nigdy nie zniknęły z wielkich miast, a w miarę liberalizacji obyczajów w XVIII w. miały się coraz lepiej. Kiedy aparaty urzędnicze państw ponownie zajęły się tym zjawiskiem, nie wynikało to z potrzeb fiskalnych.
Na początku XIX w. Napoleon Bonaparte zauważył, że gdy jego żołnierze na swojej drodze napotykali prostytutki zarażone syfilisem, to w krótkim czasie nawet 30 proc. składu osobowego pułków stawało się niezdolne do walki. Bywało, że francuski cesarz mniej ludzi tracił podczas krwawych bitew. Jako że wolał, by jego podkomendni umierali podczas podboju Europy, a nie w burdelach, postanowił zapobiegać szerzeniu się chorób wenerycznych. W 1802 r. wydał edykt tworzący we Francji system prostytucji koncesjonowanej, w dużej mierze wzorowany na sposobie funkcjonowania armii podczas pokoju. Nakazał skoszarowanie przedstawicielek najstarszej z profesji w domach publicznych i zabronił im pracy na ulicach miast. W burdelach wykonywały swoje czynności zawodowe pod nadzorem policjantów oraz lekarzy. Każda prostytutka miała obowiązek posiadania książeczki, w której zapisano jej dane osobowe oraz odnotowywano wyniki kontroli stanu zdrowia. Badania przeprowadzano raz w tygodniu. Zarażone chorobami wenerycznymi kobiety przymusowo osadzano w szpitalach, które niewiele różniły się od więzień. Francuski system nadzorowania prostytucji stopniowo upowszechniał się w Europie i domy publiczne znów robiły furorę. A skoro je koncesjonowano, to rzeczą oczywistą było ściąganie różnych rodzajów opłat przez gminy. Przyzwolenie państwa sprawiało, iż interes kręcił się coraz lepiej, zaś dochód z niego potrafiły pozyskiwać nawet osoby, które w innych epokach przez nikogo nie byłyby o coś takiego podejrzewane. Jak opisuje Laure Adler w książce "Życie codzienne w domach publicznych w latach 1830-1930", swój kapitał w prowadzenie burdeli angażowały szanowane mężatki pragnące pomnożyć oszczędności. We Francji w połowie stulecia wystarczyło jedynie złożyć podanie do prefekta policji o pozwolenie na zatrudnienie pań lekkich obyczajów. Choć nie zawsze otrzymywało się koncesję. Laure Adler przytacza odpowiedź paryskiej prefektury policji na podanie pewnej dwudziestojednoletniej pani. "Kobieta ta, chociaż nie była prostytutką, spełnia wszystkie warunki niezbędne do prowadzenia domu publicznego, jednak jej wiek stanowi przeszkodę nie do pokonania" - opiniowano. Na marginesie prefekt dopisał: "Chociaż nie jest jeszcze matką, może nią zostać; chociaż oboje małżonkowie mają wspólnie prowadzić interes, nie widzą nic niestosownego w podjęciu podobnej decyzji przez ludzi tak młodych i tak krótko po ślubie, to władza administracyjna nie może pozostawać bierna wobec takiej postawy moralnej".
Pomimo systemu domów publicznych prostytucja, przeżywająca istny boom, szybko wróciła na ulice. Francuska policja w 1836 r. doliczyła się już 30 tys. nierządnic jedynie w Paryżu. Z kolei Michael Ryan, przewodniczący stowarzyszenia do walki z nierządem w Londynie, obliczył w 1839 r., iż w stolicy Anglii rezydowało ok. 80 tys. pań lekkich obyczajów. "Znaczna część tych prostytutek to kobiety zamężne, o nieposzlakowanej opinii" - twierdzi w książce "Eros, małżeństwo, Lucyper w pludrach" Reinhold Dörrzapf. Nadmienić jednak należy, że większość kobiet wybierających ów zawód czyniła tak z powodu życia w skrajnej nędzy lub przymuszona w młodym wieku przez sutenerów. W efekcie, w purytańskich czasach, za jakie uznaje się wiek XIX, liczba prostytutek na ulicach europejskich miast była pod koniec stulecia od czterech do nawet ośmiu razy większa niż obecnie.
Niemiecka praktyczność
Znaczne ograniczenie skali zjawiska przyniosło XX stulecie wraz z rozwojem ruchów emancypacyjnych kobiet, podniesieniem ogólnego poziomu życia, powszechną edukacją i zwiększeniem szans na karierę zawodową. Mimo to prawidłowość, że gdy państwo zaczyna zajmować się nierządem, ten szybko rozkwita, nadal znajdowała potwierdzenie.
W Republice Federalnej Niemiec orzeczeniem Bundesfinanzhof z 1964 r. prostytutki jako osoby posiadające dochód zostały zobowiązane do odprowadzania od niego podatku, co było wówczas ewenementem w Europie. Znamienne, że wkrótce RFN mogła się pochwalić największymi burdelami świata. Pierwszy rekordzista: "Eros Center", uruchomiony w 1967 r. na Reeperbahn w Hamburgu, miał sześć pięter. Wynik ten pobił otwarty pięć lat później w Kolonii, liczący sobie 12 pięter Pasch. W pomieszczeniach o powierzchni 9 tys. mkw. całą dobę pracowało tam średnio 120 prostytutek, wspomaganych przez 80 ludzi z załogi technicznej, obsługując każdego dnia ok. 1 tys. klientów.
Dynamicznie rozwijający się w Niemczech przemysł usług seksualnych w latach 80. i 90. dotknął kryzys z powodu epidemii AIDS. Potem doszła jeszcze recesja gospodarcza. Jednak w ostatnich latach wyszedł on na prostą, co zaowocowało wprowadzeniem nowych podatków, tym razem lokalnych. Pierwsza zrobiła to rada miejska Kolonii w 2004 r. Stała opłata w wysokości 150 euro miesięcznie od prostytutki pracującej w domu publicznym lub na własny rachunek przyniosła miastu ok. 820 tys. euro rocznego dochodu. Z kolei w Dortmundzie w 2010 r. i rok później w Bonn zainstalowano specjalne automaty i każda nierządnica, wychodząca wieczorem do pracy na ulicę, ma obowiązek wykupienia biletu za 6 euro, legalizującego jej poczynania. "Braliśmy pod uwagę kilka możliwości rozwiązań technicznych - jaki rodzaj opłaty wybrać. Ta wydała nam się najbardziej praktyczna" - wyjaśnił dziennikarzom rzecznik prasowy władz Dortmundu Michael Meinders.
Z raportu dziennika "Bild", opublikowanego 18 grudnia 2012 r. pod dość jednoznacznym tytułem: "Deutschland ist das Bordell Europas", wynika, iż armia 400 tys. prostytutek wypracowuje obroty roczne w wysokości 14,5 mld euro. Co już samo w sobie stanowi wielką pokusę dla państwa, by czerpać z tego zyski.
Jednak ok. 63 proc. uczestniczek procederu to emigrantki (głównie z Europy Wschodniej) i wedle danych policyjnych nawet 90 proc. z nich powinno mieć status niewolnic, bo są one przymuszane do nierządu siłą lub szantażem przez gangi przestępcze, przejmujące ich dochody. Rośnie też przestępczość oraz handel narkotykami i nie tylko nimi. "Legalizacja prostytucji doprowadziła do gwałtownego wzrostu handlu ludźmi" - stwierdził "Bild", dodając, że nigdzie indziej w Europie nie można równie łatwo otworzyć legalnego domu publicznego. Co nie powinno dziwić, bo przecież generuje on zyski, którymi dzieli się z państwem. Inne kraje Unii pozostają na razie daleko w tyle. Austria opodatkowała prostytucję w 1986 r., Szwecja pod koniec lat 90. (acz obecnie kupowanie usług seksualnych zdelegalizowano i grozi za to grzywna oraz kara więzienia), z kolei Holandia dopiero w 2011 r. O wprowadzeniu dodatkowych podatków lokalnych i od działalności gospodarczej, jeszcze się nie myśli. Choć należałoby założyć, że to tylko kwestia czasu. A wówczas będzie można się przekonać, jakie konsekwencje przyniesie wzięcie na siebie przez aparat państwa roli sutenera.
Papież Sykstus IV pragnął podporządkować Państwu Kościelnemu całą Italię i dla zaspokojenia swoich ambicji gotów był dosłownie na wszystko. Kiedy proceder sprzedaży odpustów i stanowisk biskupich przestał gwarantować wystarczające zyski, podporządkował sobie rzymskie domy publiczne i przejął ich dochody. Kolejni papieże również nie gardzili sumami, jakie przynosił im udział w stręczycielstwie
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000001000.805.jpg@RY2@
Mary Evans/BE&W
Andrzej Krajewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu