Nadzieja dla Noblów
Gdyby nie bolszewicy, Szwecja mogłaby się szczycić rodem równie potężnym, co Rothschildowie czy Rockefellerowie. Ale Noblowie, choć ich fortuna upadła, przetrwali i wracają do naftowych korzeni
Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew nie ukrywał dumy, gdy 3 czerwca ogłaszał otwarcie International Caspian Oil and Gas Exhibition. Po raz 21. w Baku oferty prezentowały największe koncerny świata: BP, Statoil czy Łukoil. Wśród tych gigantów w oczy nie rzucał się jeden z wystawców - Nobel Oil Ltd.
Na stronie internetowej firmy, w dość osobistym eseju członka zarządu Gustafa Nobla, można przeczytać o ambitnych celach spółki. Jego ród, podkreśla, wraca do Azerbejdżanu, w którym pod koniec XIX w. przemysł naftowy rozkwitł dzięki "przedsiębiorcom takim jak bracia Nobel i rodzina Rothschildów". Dalej opisuje, jak jego pradziadek Ludvig dzielił się zyskiem, "budując domy dla pracowników, szkoły dla dzieci i ośrodki zdrowia". Zapowiada kontynuowanie tradycji i nowy początek. W czym nie musi się okazać gołosłowny. Bo jego ród niegdyś potrafił w krótkim czasie zdobyć fortunę, której zazdrościli nawet Rothschildowie.
Rosyjska ziemia obiecana
Immanuel Nobel wyjątkowo źle czuł się w Gavle, gdzie jego ojciec był lekarzem powiatowym. Egzotyczny świat wydawał mu się o wiele ciekawszy od małego szwedzkiego miasteczka. Gdy więc ukończył 14 lat, opuścił dom i zaciągnął się na statek pływający do Indii. Podczas rejsów nauczył się fachu cieśli, przy okazji odkrył u siebie talent wynalazcy. To zmotywowało go, by po powrocie z wojaży podjąć studia w sztokholmskiej Szkole Mechanicznej, choć przy okazji ukończył także Królewską Akademię Sztuk Pięknych.
Artystyczne zainteresowania nie przeszkadzały mu w projektowaniu nowych rodzajów broni. Jednym z nich była mina morska, którą zaoferował szwedzkiej marynarce wojennej. Ale w neutralnej od dawna Szwecji pomysły wynalazcy z Gavle nikogo nie zainteresowały, więc rozczarowany Nobel postanowił szukać szczęścia w Rosji. Warsztat produkujący materiały wybuchowe, miny i działa otworzył w Petersburgu i zdobył zamówienia na dostawę uzbrojenia dla carskiej floty. Przypływ gotówki sprawił, że postanowił na stałe zamieszkać w mieście nad Newą. Sprowadził żonę wraz z trójką synów i od 1842 r. stolica imperium Romanowów stała się nowym domem dla rodziny Noblów.
Senior rodu, choć powodziło mu się coraz lepiej, nie zamierzał rozpieszczać dzieci. Przeciwnie, z żelazną konsekwencją stawiał im wysokie wymagania. O ich wiedzę w zakresie nauk ścisłych dbał sławny rosyjski chemik prof. Nikołaj Zinin, a języków obcych - angielskiego, niemieckiego i francuskiego - uczył sprowadzony ze Szwecji guwerner. W tym czasie przyszedł na świat czwarty syna Immanuela Nobla, którego wychowywano w dokładnie taki sam sposób. Gdy najstarsi bracia - Ludvig i Robert - kończyli 14. rok życia, musieli podjąć pracę w fabryce ojca. Jednak nieco inaczej wyglądało dorastanie trzeciego z synów - Alfreda. Chłopak często chorował, więc ojciec pozwolił mu na podróżowanie po świecie, a gdy dorósł, posłał na praktykę do Nowego Jorku, w którym firmę prowadził jego kolega ze studiów Johan Ericsson. To okazało się jedną z najlepszych decyzji Immanuela Nobla. Pod okiem Ericssona młodzieniec udowodnił, że jest wyjątkowo utalentowanym wynalazcą.
Tymczasem w Petersburgu nad szwedzką firmą zaczęły się gromadzić czarne chmury. Rosja w 1856 r. poniosła sromotną klęskę w wojnie krymskiej i cesarz Aleksander II, by ratować finanse państwa, musiał się starać o strategiczną pożyczkę w banku Rothschildów. Dostał ją za zobowiązanie, że rosyjska armia będzie kupowała broń od niemieckich zakładów Alfreda Kruppa, wówczas jednego z ulubionych kredytobiorców Rothschildów. Odcięta od rządowych zamówień fabryka Nobla dwa lata później ogłosiła bankructwo. Zrujnowany właściciel wraz z żoną uznali, iż starość lepiej spędzić w Szwecji.
Bogactwo po raz drugi
Czterej bracia Noblowie musieli zaczynać wszystko od zera. Ale kapitał wiedzy wyniesiony z domu bardzo szybko zaprocentował. Początkowo najlepiej radził sobie Alfred, który podczas pobytu w Paryżu poznał włoskiego chemika Ascania Sobrero, wynalazcę nitrogliceryny. Ciecz okazała się bardzo niebezpiecznym, ale zarazem niezwykle wydajnym materiałem wybuchowym. Alfred Nobel jako jeden z nielicznych wierzył, że można na niej zbić majątek. Do założonej przez siebie spółki przyjął ojca i najmłodszego brata Emila, po czym w sztokholmskim laboratorium zaczął prace nad udoskonaleniem substancji.
Jeden z eksperymentów zakończył się eksplozją, która zabiła 16-letniego Emila. Rodzinna tragedia nie powstrzymała Alfreda przed dalszymi badaniami. Wreszcie, używając przypadkiem ziemi okrzemkowej do uszczelniania metalowych naczyń z nitrogliceryną, sporządził plastyczną pastę, będącą materiałem wybuchowym niewrażliwym na wstrząsy i zmiany temperatur. Nazwał ją dynamitem i opatentował w 1867 r. Wybuchającego dopiero po odpaleniu detonatora dynamitu wkrótce zaczęto powszechnie używać w kopalniach, przy budowie dróg i tuneli, a także podczas kolejnych wojen. Popyt na niego okazał się tak duży, że aby go zaspokoić, Nobel zbudował 90 fabryk w 20 krajach. Prowadził też nadal badania naukowe, łącznie rejestrując aż 355 patentów.
Jego inwestycje przynosiły coraz większe zyski, lecz do klubu milionerów pierwszy wszedł w 1873 r. jego starszy brat. Ludvig pozostał w Petersburgu i posiadane oszczędności zainwestował w budowę fabryki obrabiarek. Gdy prosperowała znakomicie, wówczas otworzył fabrykę karabinów maszynowych. W tym czasie car Aleksander II, spłaciwszy kredyt u Rothschildów, nakazał zamawiać uzbrojenie w zakładach zbrojeniowych funkcjonujących na terenie Rosji. Dzięki temu Ludvig Nobel w krótkim czasie stał się jednym z najbogatszych ludzi w imperium. Fatalnie natomiast układało się średniemu z braci, Robertowi. Aż do momentu, gdy wpadł na pomysł stworzenia towarzystwa naftowego nad Morzem Kaspijskim w mieście Baku.
Budowa szybów wydobywczych okazała się bardzo kapitałochłonna. Dlatego Robert nawiązał współpracę z Ludvigiem, a następnie obaj zaprosili do interesu mieszkającego wówczas w Paryżu Alfreda. Ten zaproponował stworzenie spółki akcyjnej. Początkowo Robert zupełnie się na to nie godził. Uważał, że to jego pomysł i firma. Jednak brak środków zmusił go do kompromisu i w maju 1878 r. powstała spółka trzech braci Noblów o nazwie Branobel.
Pierwsza światowa wojna naftowa
Kapitał zakładowy spółki wynosił 3 mln rubli. Ludvig wyłożył ponad 1,6 mln, Alfred 300 tys., dopuszczony do spółki dyrektor fabryki broni w Iżewsku (należącej do koncernu Ludviga) Peter Bilidering ponad 900 tys. Robert Nobel wniósł tylko 100 tys., demonstracyjnie okazując, że czuje się okradziony przez braci.
Żal minął mu szybko, bo firma okazała się znakomitym pomysłem. W znajdującym się pod rosyjskim panowaniem Azerbejdżanie robotnicy pracowali za grosze, a ropa wytryskała tuż spod ziemi. Do tego jeszcze Noblów, ze względu na liczne interesy z Alfredem, chętnie wspierał kredytami najpotężniejszy bankier Francji Alfons Rothschild.
Sojusz dwóch największych fortun Europy - Noblów z Rothschildami - bardzo zaniepokoił Johna D. Rockefellera. Ropa naftowa wydobywana w Baku była tańsza od amerykańskiej, a to oznaczało, że marzenie multimilionera, by zmonopolizować światowy rynek, mogło się nie ziścić.
W latach 80 XIX. w Rockefeller, nazywany Dusicielem z Cleveland, na różne sposoby próbował sprawić, by Europa kupowała tylko produkty pochodzące z jego koncernu Standard Oil. Oferował ogromny asortyment towarów i niskie ceny, możliwe do utrzymania dzięki własnej flocie tankowców. Skupował też europejskie rafinerie, chcąc tą drogą, podobnie jak w USA, wyeliminować konkurencję. Spróbował też przekonać Alfonsa Rothschilda, żeby przeszedł na jego stronę. W razie odmowy groził wojną ekonomiczną. Jednak członek potężnego rodu nie zamierzał stchórzyć przed parweniuszem z Ameryki. Wreszcie Amerykanin nakazał drastyczną obniżkę cen wszystkich produktów Standard Oil w Europie. Sfinansował to podwyżkami zaordynowanymi na terenie USA.
Ale i ten manewr nie doprowadził do upadku Branobel. Szwedzi przetrwali dzięki kredytom od Rothschilda. Wreszcie Rockefeller uznał, że wojna zbyt wiele go kosztuje, i do Baku z misją pokojową pojechał jego współpracownik Beniamin Brewster. W czasie dyskretnych negocjacji podzielono europejski paliwowy tort. Wyczerpani wojną Noblowie zgodzili się na oddanie dwóch trzecich rynku Standard Oil. Rockefeller mógł się uznać za zwycięzcę, lecz nie zlikwidował konkurenta. Dlatego mimo oficjalnego kompromisu nie zaprzestał wojny podjazdowej. Amerykanie rozpowszechniali pogłoski, że ropa z Kaukazu jest dużo gorszej jakości niż ta z USA. W odwecie Branobel nagłośnił fakt, iż w 1895 r. tylko w Londynie doszło do 473 wybuchów lamp i zbiorników z amerykańską naftą, która odznaczała się bardzo niską temperaturą zapłonu. Sprawą zajęła się komisja śledcza powołana przez brytyjski parlament. W swoim raporcie orzekła, że produkty ropopochodnie z Rosji są dużo lepszej jakości od amerykańskich.
Specjalizującą się w paliwach, chemii i produkcji zbrojeniowej spółka Noblów triumfowała, nieustannie powiększając kapitałowe zasoby. Osobisty majątek braci wyceniano łącznie na ok. 100 mln ówczesnych dolarów. A ich pola naftowe w okolicach Baku dostarczały aż 50 proc. całości światowego wydobycia ropy.
Następne pokolenie
Bracia Noblowie niedługo cieszyli się osiągniętym sukcesem. Najstarszy Ludvig zmarł w 1888 r., w sierpniu 1896 r. odszedł Robert, cztery miesiące po nim Alfred. Ten ostatni, nie mając żony ani dzieci, przeznaczył w testamencie zgromadzoną przez siebie fortunę na doroczne nagrody dla wybitnych ludzi, którzy "przynieśli ludzkości największe korzyści".
Wyjątek uczynił dla matematyków, z powodu znienawidzonego nauczyciela, który niegdyś na zlecenie ojca wtłaczał mu do głowy reguły rządzące królową nauk. W testamencie specjalnie zastrzegł, że nie zgadza się, by kiedykolwiek oddano choć złamany grosz z jego fortuny jakiemuś matematykowi.
W tym czasie władzę nad Branobel przejął najstarszy syn Ludviga - Emanuel Nobel. Na początku rządów nowy prezes notował jedynie kolejne sukcesy. Zbudował pierwszy w Rosji rurociąg ułatwiający eksport surowca do Niemiec. Niedługo potem w lutym 1898 r. podpisał w Berlinie z Rudolfem Dieslem umowę licencyjną, dzięki której w Petersburgu powstała ogromna fabryka nowoczesnych silników zasilanych olejem napędowym. Osiągnięcia koncernu Noblów sprawiły, że car przyznał Emanuelowi rosyjskie obywatelstwo. Pozycji największej spółki naftowej w Europie Branobel nie utracił nawet po ogromnym pożarze w 1905 r., gdy w morzu ognia spłonęła większość wież wiertniczych. Emanuel sprawnie kierował odbudową zniszczonych urządzeń. Zadbał też, by produkty koncernu były dostępne na terenie całej Rosji. W sprawozdaniu z 1909 r. wyliczono aż 422 wielkich magazynów paliw należących do Branobel, znajdujących się na obszarze od Brześcia po Władywostok. Połowa produktów ropopochodnych kupowanych przez Rosjan była wówczas wytwarzana przez szwedzki koncern. Proporcji tych nie zmienił nawet wybuch I wojny światowej. Dodatkowo przyniosła ona wielkie prosperity należącym do koncernu fabrykom zbrojeniowym. Strategiczny sojusz zawarł też z Emanuelem Noblem w 1916 r. Henri Deterding. Szef koncernu Royal Dutch Shell uzyskał dzięki temu dostęp do ropy wydobywanej w Baku, Branobel zaś - dystrybutora zapewniającego dostawy paliwa dla alianckich wojsk na całym świecie.
Gdy koncern rodziny Noblów znajdował się u szczytu potęgi, Rosję ogarnął rewolucyjny chaos. Pod koniec 1917 r. władze w rozpadającym się imperium przejęli bolszewicy i jedną z ich pierwszych decyzji była nacjonalizacja spółek naftowych. Wkrótce podobny los spotkał wszystkie zakłady przemysłowe należące do rodziny Noblów. Wojenna zawierucha odcięła od kluczowych wydarzeń Emanuela, który w tym czasie przebywał w Baku. Interesy rodu musiał więc reprezentować w Petersburgu (wówczas Piotrogrodzie) jego młodszy brat, 30-letni Gustaf Oscar Ludvig, zwany przez przyjaciół Göstą, wspierany przez trzeciego z rodzeństwa Emila Nobla.
Największa ofiara komunistów
Dwóch młodych Noblów na polecenie nowych władz musiało się stawić w Moskwie. Tam przyjęli ich członkowie Ludowego Komisariatu Przemysłu i Handlu, oferując posady doradców technicznych w branży naftowej. Jednym słowem bolszewicy proponowali milionerom, aby uczyli ich, jak zarządzać skonfiskowanym koncernem. "Zapytali nas, czy umówimy się na pogrzeb czwartej klasy - pogrzeb, na który nasze zwłoki dostarczymy własnym karawanem" - ironizował we wspomnieniach Gustaf Oscar.
Bracia odmówili; odesłano ich do Petersburga, gdzie próbowano zmiękczyć na różne sposoby. W końcu zajęła się nimi Czeka, osadzając latem 1918 r. w więzieniu. Szczęściem dla Noblów w listopadzie władze bolszewickiej Rosji nawiązały przyjacielskie relacje z rządem w Sztokholmie. Premier Nils Eden, mimo protestów Wielkiej Brytanii i Francji, zgodził się, by sowiecka misja handlowa mogła zamawiać w szwedzkich koncernach zbrojeniowych nowoczesną broń. Płacono za nie złotem z carskiego skarbca i zrabowanymi dziełami sztuki. W tej sytuacji trzymanie za kratami członków tak wpływowej rodziny przemysłowców, jak Noblowie, nie wchodziło w grę. Najpierw więc wypuszczono ich na wolność, jedynie prosząc o danie słowa, iż nie spróbują uciec z Petersburga. Potem zaś tę ucieczkę umożliwiono. Gösta i Emil dojechali zwykłym pociągiem w pobliże fińskiej granicy, po czym, przez nikogo nieniepokojeni, ją przekroczyli.
"Po raz pierwszy zrozumiałem prawdziwe znaczenie granicy. Dla mnie pozostanie z jednej jej strony oznaczało prawdopodobną śmierć, z drugiej strony czekała w każdym przypadku wolność" - zanotował Gösta. Do Sztokholmu dotarli 22 grudnia 1918 r., gdzie już czekał na nich cały klan w liczbie 70 osób, któremu pod nieobecność synów przewodziła ich matka Edla Constantia. Niedługo potem w stolicy Szwecji pojawił się Emanuel. Ale okropności wojny, jakie widział, oraz katastrofa firmy zupełnie go załamały. Postanowił więc przekazać władzę Göście.
Noblowie zorientowali się, że popełnili ogromny błąd, lokując większość kapitału na terenie Rosji. Zarówno Rothschildowie, jak i Rockefellerowie mogli spokojnie przekazywać spadkobiercom fortuny, bo Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia respektowały nienaruszalność prawa własności. Bolszewicy nie respektowali żadnych praw. Szwedzki ród tracił kapitał zainwestowany w fabryki broni, silników, urządzeń przemysłowych, w przedsiębiorstwa żeglugowe, a także rafinerie i akcje wielu rosyjskich firm. Jedyne, co mógł zrobić Gösta Nobel, to spróbować z tej katastrofy wyciągnąć jakiś zysk.
Koniec Branobel i nowy początek
Po rodzinnych świętach Gösta wyjechał do Londynu. Wiedział, że od Rothschildów prawa do ich rosyjskich inwestycji odkupił Henri Deterding. To jemu więc zaoferował akcje Branobel. Holender podszedł do oferty bardzo poważnie, ale chciał, by jego wspólnikiem w interesie została państwowa spółka Anglo-Persian Oil, należąca do rządu Zjednoczonego Królestwa. Wówczas miałby gwarancję, że Wielka Brytania z większym zaangażowaniem będzie usiłowała zniszczyć bolszewicki reżim.
Jednak brytyjski premier Lloyd George coraz poważniej rozważał możliwość zakończenia interwencji zbrojnej krajów alianckich w sowieckiej Rosji. Co więcej, skłaniał się do nawiązania z bolszewikami kontaktów gospodarczych. "Wymiana handlowa skłania do opamiętania" - wyjaśniał potem powody tej wolty politycznej na forum Izby Gmin.
Dla Gösty Nobla oznaczało to, że ostrożny Deterding nie kupi akcji szwedzkiego koncernu nawet po bardzo okazyjnej cenie. Na szczęście dużo mniej przewidujący okazali się szefowie Standard Oil of New Jersey. Twórca koncernu John D. Rockefeller korzystał już z uroków emerytury, a jego syn nie miał zbyt wielkiego talentu do interesów. W efekcie skuszeni ceną w kwietniu 1920 r. nabyli połowę udziałów w Branobel za 11,5 mln dol. Ale już miesiąc później Armia Czerwona wkroczyła do Baku. I tak prawdziwym właścicielem pól roponośnych i infrastruktury firmy braci Nobel została sowiecka Rosja.
To wcale nie zakończyło perypetii niegdyś największej spółki naftowej w Europie. W rękach szwedzkiego rodu pozostały bowiem na tyle duże aktywa po przedsiębiorstwie, że w 1934 r. jego przedstawiciele zostali pozwani przez francuskich właścicieli papierów dłużnych, które Emanuel Nobel wyemitował w 1904 r. Wygrali w Paryżu proces, ale Gösta Nobel odmówił poddania się egzekucji, argumentując, że nie podlega francuskiej jurysdykcji. Był to dopiero początek serii procesów przed sądami w różnych krajach. Gösta bronił majątku rodziny bardzo dzielnie i gdy umierał w 1955 r., postępowania nadal się toczyły. Ostateczna likwidacja zobowiązań Branobel, satysfakcjonująca wierzycieli, nastąpiła dopiero na początku 1970 r.
Po niej klan Noblów nadal zachował swoje udziały w wielu liczących się koncernach, m.in. Imperial Chemical Industries (ICI) w Wielkiej Brytanii, Société Centrale de Dynamite we Francji czy AB Bofors w Szwecji. Jednak żył już głównie cieniami dawnej świetności. Dopiero kolejne pokolenie zaczęło tworzyć nową jakość. Światową karierę zrobił urodzony w 1941 r. prawnuk Ludviga, Michael Nobel. Jeden z najlepszych specjalistów od spraw energii odnawialnej, konsultant UNESCO oraz wydziału spraw społecznych ONZ zasiadał w radach nadzorczych aż 12 międzynarodowych korporacji. Ku irytacji komitetu wybierającego laureatów do nagrody ufundowanej przez Alfreda Nobla, z inicjatywy Michaela od 2007 r. wręczane jest każdego roku wyróżnienie Michael Nobel Energy Award za odkrycia, które "mogą doprowadzić do zmniejszenia zanieczyszczeń środowiska i ograniczenia globalnego ocieplenia".
Drugi z fundatorów konkurencyjnej nagrody noblowskiej, także prawnuk Ludviga, urodzony w 1951 r. Gustaf Nobel mieszka w Paryżu i jest prezesem firmy doradczej Conversus SARL. Ale choć promuje odnawialne źródła energii, nie przeszkadzało mu to przed dziesięciu laty uczestniczyć w powołaniu spółki Nobel Oil Ltd. Dziś wydobywającej m.in. gaz spod dna Morza Kaspijskiego, który stanowi groźną konkurencję dla odnawialnych źródeł energii. Jednak Gustaf Nobel na stronie internetowej firmy zapowiada wspieranie badań nad nowymi technologiami, w tym w dziedzinie energii odnawialnej, wierząc, iż "taka energia pewnego dnia zastąpi niezrównoważoną energię z paliw kopalnych".
Nim to jednak nastąpi, Noblowie znów inwestują w azerskim mieście Baku, przez które być może wiedzie najkrótsza droga do odzyskania dawnej świetności ich rodu.
John D. Rockefeller chciał zgnieść Noblów, przez których nie był w stanie przejąć kontroli nad rynkiem ropy naftowej. Udało im się przetrwać tę wojnę tylko dzięki pieniądzom Rothschildów, którzy nienawidzili Rockefellera równie mocno jak on ich
@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.000001900.804.jpg@RY2@
EAST NEWS
Rycina przedstawiająca pola naftowe koło Baku
@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.000001900.805.jpg@RY2@
EAST NEWS
Ludvig Nobel, twórca potęgi Branobel
Andrzej Krajewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu