Na rzecz tirów poświęcamy kolej
Polska na razie nie chce ustąpić w kwestii zwiększenia liczby zezwoleń dla ciężarówek z Ukrainy. Kijów z kolei utrzymuje blokadę kolejowej linii LHS. Zyskać mogą omijające Polskę trasy z Chin
W cieniu napięć rosyjsko-ukraińskich nie gaśnie inny spór - na linii Kijów-Warszawa, tyle że gospodarczy. Przez część komentatorów nazywany jest jednym z największych kryzysów w relacjach ekonomicznych obu krajów. Już niemal dwa miesiące Koleje Ukraińskie blokują tranzyt towarów pociągami z Azji, w tym m.in. z Chin do Polski. To zaś mocno uderza w polskie spółki kolejowe - PKP Cargo i PKP LHS - operatora szerokotorowej, zbudowanej jeszcze w latach 70. linii prowadzącej do terminalu przeładunkowego w Sławkowie na Śląsku. Jej znaczenie wzrosło w czasie pandemii, gdy pojawiły się kłopoty z przewozami drogą morską, a dodatkowo główna trasa kolejowego Nowego Jedwabnego Szlaku przez terminal przeładunkowy w Małaszewiczach zaczęła się mocno zatykać. Plan na grudzień 2021 r., czyli na przedświąteczny szczyt przewozowy, zakładał, że liczba pociągów kontenerów z Chin wzrośnie do 87, co oznaczałoby kilkukrotny skok w porównaniu do liczby składów przejeżdżających tą trasą w poprzednich miesiącach. Przez blokadę ukraińską te zamierzenia nie zostały zrealizowane.
Dodatkowo strona ukraińska zapowiada nowy ruch. Koleje Ukraińskie na początku lutego chcą całkowicie wstrzymać eksport do Polski we własnych wagonach (transport po linii LHS w przeważającej większości odbywa się właśnie wagonami ukraińskimi). - W ocenie PKP powyżej opisane praktyki są niezrozumiałe i szkodliwe z punktu widzenia biznesowego, które odbiją się na kondycji finansowej nie tylko kolei Polski i Ukrainy, ale również chińskich oraz europejskich gestorów ładunków - przyznał Andrzej Olszewski z zarządu PKP.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.