Prezes PSE: Nie chcemy uderzać w deweloperów OZE. Ale najwięksi z nich mają szafy pełne projektów, z których realnych jest może 10-20 proc.
- Development projektów OZE to legalny i potrzebny segment rynku. Problem w tym, że system wymknął się spod kontroli. Brakuje realnej alternatywy dla kupowania warunków przyłączenia, a inwestorom trudno przeprowadzić proces od zera - mówi w wywiadzie dla DGP Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE). Tłumaczy możliwe skutki ustawy sieciowej i wyjaśnia, dlaczego inwestowanie w OZE "to nie zabawa dla ludzi, którzy mają dziury w kieszeniach".
Jednym z celów ustawy sieciowej ma być walka z tzw. „projektami widmo” – projektami OZE, które mają wydane warunki przyłączenia lub podpisane umowy przyłączeniowe, ale nigdy nie powstają. Skąd wziął się ten problem?
Aby jakakolwiek inwestycja w odnawialne źródła energii czy centrum danych miała sens, musi zostać podłączona do sieci. Dynamiczny rozwój OZE wymaga od operatorów równie dynamicznej rozbudowy infrastruktury, aby móc przyłączać kolejne źródła. Prawo energetyczne – zarówno w Polsce, jak i w wielu krajach europejskich – pozwalało przez lata na składanie wniosków o przyłączenie z zasadzie bez ponoszenia istotnych kosztów, a w przypadku mniejszych systemów dystrybucyjnych nawet bez żadnych opłat.
W praktyce oznaczało to, że każdy mógł zadeklarować chęć podłączenia instalacji, a operator – PSE lub operatorzy systemów dystrybucyjnych – musiał sprawdzić możliwość przyłączenia i określić warunki, których ważność wynosiła 2 lata. Po podpisaniu umowy przyłączeniowej te zobowiązania były rozciągane na wiele lat w przyszłość. W przypadku projektów realizowanych, nie ma z tym żadnego problemu, moc przyłączeniowa jest dla nich zarezerwowana i czekamy na finalizację. Niestety duża część projektów nie była realizowana.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.