Boom płacowy widoczny już w niektórych branżach
Pracodawcy nie czują presji na podwyżki. Ale za chwilę deficyt rąk do pracy może się pogłębić, a o pracownika trzeba będzie walczyć
Siłę rynku pracy w ostatnich kwartałach najbardziej było widać po kurczącym się odsetku osób bez zatrudnienia. Bezrobocie zaskakiwało z miesiąca na miesiąc, osuwając się na poziomy nienotowane od ćwierćwiecza. GUS właśnie podał, że w czerwcu spadło do 7,1 proc. - nawet mocniej, niż przewidywał resort pracy. Także dane o zatrudnieniu napawały optymizmem, bo chociaż niskie wskaźniki aktywności zawodowej wciąż są bolączką naszej gospodarki, to o pracę jest coraz łatwiej, a firmy tworzą więcej etatów. Tego pozytywnego obrazu przez długi czas nie uzupełniały informacje o płacach. Chociaż rosły one zarówno w ujęciu nominalnym, jak i realnym, to na pamiętających ponad 10-procentowe podwyżki z 2008 r. wrażenia nie robiło.
Hipotez, z czego to wynika, jest wiele. Analitycy banku centralnego hamulec płacowy wiążą z rekordowym napływem Ukraińców, którzy zapełniają dzisiaj lokalne luki na rynku pracy. Swoje robi też państwo, o ile na początku roku pomogło tym zarabiającym najniższą krajową, podnosząc płacę minimalną o przeszło 8 proc., do 2 tys. zł brutto, to już zamrażając wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w budżetówce, zdejmuje z przedsiębiorców część presji na podwyżki.
- Płace w administracji są od lat zamrożone. W tym roku wynagrodzenia wzrosną o 1,3-1,4 proc., ale to wynika głównie z wygospodarowania na ten cel dodatkowych pieniędzy w budżecie. W przyszłym roku nie jest to już planowane. To jest zaś czynnik brany pod uwagę przez sektor MŚP, który w mniejszych miejscowościach często konkuruje pensjami o pracowników z administracją - mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista polskiego oddziału banku Société Generale.
W ostatnim czasie przybywa jednak dowodów na to, że pensje mogą pójść w górę, chociaż biznes jeszcze tego nie dostrzega. NBP przepytał ostatnio firmy o to, jak widzą oczekiwania płacowe swoich załóg. Pomimo rosnących trudności z obsadzeniem wakatów większych nacisków na podwyżki nie ma. Obecnie tylko 15 proc. firm obserwuje wzrost takiej presji - nieco mniej niż pół roku temu. Słabnące żądania stanowią jedną z przyczyn stabilizowania się podwyżek wynagrodzeń - w III kw. br. zamierza je wprowadzić co piąta firma.
Jednak już od IV kw. wchodzi w życie obniżka wieku emerytalnego, która zmniejszy liczbę zatrudnionych. - Pracodawcy będą próbowali zatrzymać w pracy część osób podwyżkami. Mamy coraz większą liczbę wakatów i trudno będzie znaleźć pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, którzy byliby w stanie zastąpić odchodzących na emeryturę - mówi Jarosław Janecki. Przypomina, że obniżające się bezrobocie wymusi większą konkurencję o pracowników, a ci będą chcieli, aby pracodawcy walczyli o nich, napełniając portfele.
Z badań banku centralnego przeprowadzonych w urzędach pracy już dzisiaj wynika, że oczekiwania płacowe osób bezrobotnych rosną wyraźnie szybciej niż przez ostatnich 8 lat. Po raz pierwszy od 2009 r. czynnikiem podnoszącym oczekiwania był nie tylko wzrost płacy minimalnej. To może przyspieszyć wzrost płac w gospodarce lub obniżyć tempo spadku bezrobocia. Średnie wynagrodzenie oczekiwane przez osoby bezrobotne wzrosło o 5,6 proc. w skali roku, a mediana oczekiwań aż o 8,1 proc.
Procesy płacowe mogą zdynamizować migracje. Dowodów, że Polacy masowo porzucają pracę na obczyźnie i wracają do kraju, na razie brakuje. Jeśli mieliby znów pojawić się nad Wisłą, to nie będą chcieli zarabiać poniżej średniej krajowej, która w czerwcu przekroczyła 4,5 tys. zł brutto. Mamy za to coraz więcej przybyszów z Ukrainy. Ci jednak mówią - w zależności od badań - że chcą wzrostu swoich stawek o 15-30 proc.
- Dzisiaj w naszym regionie Europy możemy już zobaczyć dwucyfrowe dynamiki płac. W Polsce ze względu na dużą gospodarkę dobre wyniki to zwyżki powyżej 6 proc. - uważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.
Boom płacowy odnotowuje się już jednak w pierwszych branżach, jak budowlanka, a w kolejce jest handel. Tam problemy ze znalezieniem rąk do pracy są coraz bardziej palące.
- Spodziewam się, że w IV kw. wynagrodzenia nominalnie będą się zwiększały o 7-8 proc. W niektórych branżach na pewno dwucyfrowo - mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. Zwraca uwagę, że z czasem pracowników do starania się o podwyżki ośmielać będzie coraz wyraźniejsza inflacja.
W IV kwartale wynagrodzenia będą się zwiększały o 7-8 proc.
@RY1@i02/2017/143/i02.2017.143.00000050a.802(c).jpg@RY2@
Największe wzrosty w handlu i górnictwie
Bartek Godusławski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu