Złota Ziemia spływa krwią
Niby wiemy, że globalizacja, że kurczenie się czasu i przestrzeni, a do tego efekt motyla itd. Ale jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że taka na przykład Birma interesuje przeciętnego Polaka tyle co zeszłoroczny śnieg. Bo na drugim końcu świata, a w dodatku biedna. Chiny – to już prędzej, bo słyszeliśmy, że są teraz światowym mocarstwem i mogą się pobić z Wujem Samem, a poza tym mają nam wybudować Pas i Szlak, by dostarczać więcej taniej elektroniki. Tajlandia – owszem, szwagier był tam na urlopie i my też chcemy, jak tylko ustaną pandemiczne restrykcje. Ale do Birmy na wakacje nikt normalny nie jeździ. Nie wiadomo nawet, czy to w końcu Birma, czy jednak Mjanma.