Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Lizbona nie padnie przez torysów. To Klaus stawia nowe żądania

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

David Cameron nie uległ żądaniom eurosceptyków z własnej partii i nie obiecał przeprowadzenia referendum w sprawie traktatu lizbońskiego po ewentualnym zwycięstwie konserwatystów w przyszłorocznych wyborach.

We wczorajszym przemówieniu kończącym doroczną konferencję torysów w Manchesterze unikał tematu Lizbony, skupiając się na krytyce rządu Gordona Browna. Stanowisko Camerona to poważny cios w oczekiwania Vaclava Klausa. Czeski prezydent liczył, że właśnie z pomocą brytyjskich konserwatystów uda mu się zablokować unijny traktat. Wczoraj znalazł jednak nowy sposób na utrudnienie ratyfikacji dokumentu. Chce wpisania dodatkowych zapisów do Karty praw podstawowych. Nie precyzuje jednak, o jakie zapisy chodzi.

Podczas trwającego 57 minut przemówienia Camerona padło zaledwie osiem zdań dotyczących Unii Europejskiej. Słowo "referendum" pojawiło się tylko raz. Sformułowanie "Lizbona" czy "traktat" - mimo oczekiwań członków Partii Konserwatywnej - nie padło w ogóle. Mimo to pytanie, czy zorganizować referendum w sytuacji, gdy ratyfikacja traktatu zakończy się w całej Europie - wpłynęło na całą czterodniową konferencję. Cameron nieraz zapowiadał, że jeśli do czasu objęcia władzy (czyli prawdopodobnie do wiosny) sprawa nie zostanie zamknięta, to Brytyjczycy zagłosują nad Lizboną.

Pułapka własnych obietnic

Kancelaria polskiego prezydenta zapowiedziała jednak, że Lech Kaczyński podpisze dokument w niedzielę. Z kolei Klaus znalazł się w izolacji, a budowanie z nim sojuszy jest mało perspektywiczne.

Teraz problemem Camerona są wielkie oczekiwania co do plebiscytu ze strony eurosceptycznych partyjnych dołów. - Konserwatyści zaakceptowali przesunięcie w kierunku centrum, którego dokonał Cameron, z wyjątkiem polityki zagranicznej. Lider wpadł w pułapkę własnych obietnic, bo jako premier na wsteczne referendum nie może sobie pozwolić - mówi nam Iain McLean, politolog z uniwersytetu w Oksfordzie. Zdecydowana większość sympatyków partii chce głosowania nad traktatem. Wezwał do tego m.in. burmistrz Londynu, konserwatysta Boris Johnson, co dla mediów stało się dowodem na walki w szeregach torysów.

- Tak naprawdę większość dużych nazwisk w partii, w tym William Hague, poparłaby referendum, ale są doświadczonymi politykami i wiedzą, że jeśli chcą być w rządzie, muszą później współdecydować z Merkel czy Sarkozym o losach Europy - dodaje McLean.

Klaus znów blokuje Lizbonę

Stanowisko konserwatystów nie oznacza jednak końca problemów Lizbony. Tuż po wystąpieniu Camerona premier przewodniczącej pracom UE w tym półroczu Szwecji poinformował, że Vaclav Klaus ma nowe żądania wobec trakatatu. - Rozmawiałem dziś przez telefon z prezydentem Czech. By móc podpisać traktat, Klaus poprosił o dodanie do niego dwóch zdań odnoszących się do Karty praw podstawowych - mówił wczoraj w rozmowie z Reutersem Fredrik Reinfeldt. - (Klaus - red.) oświadczył, iż chce, by było to przyjęte przez Radę UE (czyli przywódców państw członkowskich - red.). Powiedziałem mu, że jest to złe przesłanie w złym dla Unii czasie - precyzował. Według Reinfeldta czeski prezydent powiedział mu, że podpisze traktat, jeśli dodany zostanie do niego żądany przypis i jeśli czeski trybunał konstytucyjny odrzuci prawną skargę złożoną przez grupę senatorów w związku z traktatem. Premier Szwecji zaznaczył, iż jego rozmówca nie przedstawił żadnych szczegółów na temat treści zapisu.

@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.000.011a.001.jpg@RY2@

David Cameron wczoraj w Manchesterze

Reuters/Forum

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.