MSWiA obawia się, że afgańscy policjanci zdradzą naszych żołnierzy
Polscy policjanci powinni w przyszłym roku wyjechać do Afganistanu, by szkolić miejscowe służby - uważają ministrowie obrony narodowej i spraw zagranicznych. Pomysł nie podoba się jednak MSWiA. - Dziś ich wyszkolimy, a jutro zdradzą nas talibom - tłumaczy wysoki rangą urzędnik resortu spraw wewnętrznych.
Dla MON i MSZ wysłanie policjantów to sposób na wykorzystanie 40 mln zł, które rząd przeznaczył na przyszłoroczną pomoc dla Afganistanu. - Chodzi o wzmocnienie lokalnych władz. Wojsko kiedyś wyjdzie z Afganistanu. A Afgańczycy potrzebują doradców, którzy pokażą im, jak skutecznie funkcjonować - tłumaczy nam wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Obrony Narodowej.
Czy argumenty MSWiA są zgodne z rzeczywistością? Podejrzenia, że jej funkcjonariusze podejmują współpracę z talibami, pojawiają się od dawna. To właśnie zdrada miejscowego policjanta pozwoliła talibom na urządzenie w sierpniu zasadzki, w której zginął kapitan Daniel Ambroziński. - Obawiamy się, że oprócz żołnierzy zaczną ginąć w Afganistanie policjanci.
Mamy sygnały, że szkoleni przez Amerykanów Afgańczycy przechodzą później na stronę wroga. Są wtedy groźniejszym przeciwnikiem - tłumaczy urzędnik resortu spraw wewnętrznych.
Jak usłyszeliśmy od jednego ze współpracowników premiera, szef MSWiA Grzegorz Schetyna próbuje przekonać swoich kolegów z rządu, że wysyłanie policji w rejon działań wojennych to zły pomysł. Powód? Policjanci o wiele bardziej ryzykują życiem: nie poruszają się na przykład opancerzonymi Rosomakami. - Jeśli ich praca ma mieć sens, to muszą pracować na prowincji, jak najbliżej miejscowych. A w ten sposób są wystawieni na strzał - mówi nasz rozmówca z resortu spraw wewnętrznych.
Potwierdzają to funkcjonariusze, którzy już służyli w Afganistanie. - Kilka razy spodziewaliśmy się zamachów na nasze życie - przyznaje inspektor Ludwik Maćkowiak, który w prowincji Samangan spędził 15 miesięcy. Wraz z drugim funkcjonariuszem tworzył w miejscowej policji centrum zarządzania kryzysowego. Tam spływały meldunki o niebezpiecznych wydarzeniach. Decyzje o konkretnych działaniach podejmowali sami Afgańczycy, korzystając z rad Polaków. Ich praca przyniosła efekty. Już po roku udało się mocno ograniczyć uprawy narkotyków. Powiodła się również operacja odnalezienia i odbicia amerykańskiego biznesmena. - Zaufaliśmy Afgańczykom, a oni przekonali się do nas. Ale tygodniowo robiliśmy po 800 km po prowincji, docierając do starszyzn wiosek - opowiada Maćkowiak.
@RY1@i02/2009/185/i02.2009.185.000.003b.101.jpg@RY2@
Reuters
Afgański policjant
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu